Top Sekret – “Piggy Op” (2018)

Głęboki, wielowarstwowy, inteligentny i ponadczasowy. Album, o którym świat będzie mówił jeszcze przez dziesięciolecia, który poważnie zmieni oblicze muzyki. Niepowtarzalny wyraz sztuki i wrażliwości, jednocześnie uderzający w tony komediowe i poważną filozofię na temat władzy i powinności. Współczesny odpowiednik Symfonii g-moll lub marszu z Dziadka do orzechów. Piggy Op jest zaprzeczeniem wszystkiego powyższego.

Trzeci długograj… w sumie to nawet nie wiadomo, czy długograj, EP-ka czy kompilacja, ale niech będzie już longplay, czeskich goregrindowców przynosi dokładnie to, czego można spodziewać się po czeskim goregrindzie: skoczną przaśność, świnie i kompozycje tak prostackie, że idzie je zagrać niezależnie od stopnia upojenia alkoholowego. Wydane wspólnie przez Defense Records i Maximed Records.

Tutaj mój pomysł na tekst się skończył. O Top Sekret nie da się napisać niczego nowego bądź ciekawego. To kwintesencja muzycznej, niewymagającej sprośności. Nie oznacza to z miejsca, że płyta jest zła. Jeżeli znajdujesz się w tej miniaturowej niszy, w którą pepiczki celują, powinieneś być zadowolony. Osiem nowych kawałków i sześć wyciągniętych z poprzednich nagrań (stąd też moje wahania co do odpowiedniej etykietki dla Piggy Op) przez dwadzieścia minut zapewnią ci niewątpliwe doznania antyestetyczne idealne do wódki i tańca. Średnie, skoczne tempa i rytmy nie wymagają zupełnie żadnego wysiłku w przyswajaniu, a riffy prostsze niż konstrukcja cepa niczym nie zaskakują. No okej, wyróżnia się tutaj nieskładające się z trzech dźwięków na krzyż Anulu i Opici, stworzone tylko i wyłącznie dla śmiechu. Od święta perkusista coś wyblastuje, Zesrane Monterky zaoferują lekkie (ro)zwolnienie, a Dildo przebojowo zakręci się tam i siam. Pewnie każdy, kto miał styczność z folklorem czeskim wie, o czym piszę.

Również w kwestii brzmienia to stare i znajome śmieci. Pan za mikrofonem robi na zmianę oink-oink i łałała, ten za perkusją wybija nieskomplikowane polki, gitarę słychać a basu nie. Produkcja magicznie zlewa się z zawartością, momentalnie wywołując chęć upicia się do nieprzytomności.

Pewnie niektórzy z was uważają, że cały czas narzekam, ale nie. Top Sekretowy goregrind taki właśnie ma być, a pejoratywy tutaj to komplementy. Nikt nie udaje ani nie ukrywa, że bliżej im do hałasu niż muzyki. Jeżeli to akceptujesz, powinieneś być kontent.

Top Sekret na Facebooku

Ocena: 6,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .