Totenmesse – “To” (2018)

Określenie supergrupa to broń obosieczna. Z jednej strony stanowi wdzięczny punkt wyjścia dla sprawnej promocji – nie ma w końcu nic prostszego jak poobklejać płyty i materiały prasowe logosami znanych kapel i krzykliwymi sloganami, zapewniając zwiększone zainteresowanie wypuszczanym materiały już na starcie. Z drugiej coraz częściej przybiera wydźwięk negatywny – nagminnie zdarza się bowiem, że szumnie rozkręcane supergrupy to nic innego jak próba sprzedaży ładnie zapakowanych produktów, za którym nie stoi żadna muzyczna jakość.

Nie wiem czy członkowie Totenmesse sami siebie określiliby wspomnianym mianem, jednak pojawienie się w kontekście zespołu takich nazw jak kolektyw LTWB, Massemord, Voidhanger, Medico Peste, Biesy czy Odraza z automatu musi rozbudzać wyobraźnię fanów krajowego podwórka bm.

Krakowsko-tarnowski kwintet stanowi efekt ponownego spotkania Priesta i Stawrogina (odpowiedzialnych za Odrazę) uzupełnianego o znanych z Hell United Ortank Rzultego, Voida i Bartollo. Dodając do tego to, że debiutancki album ukazał się nakładem niezawodnej Pagan Records, otrzymujemy komplet składowych, które – zdawać by się mogło – skazują Totenmesse na nieunikniony sukces. Czy jednak w sukurs gwarantowanemu zainteresowaniu idzie satysfakcjonujący poziom zamieszczonych na To treści?

Spodziewających się wyłącznie black metalowej nawałnicy dźwięków, lektura To może srogo zdziwić. Bo choć black metal jest na debiucie Totenmesse spoiwem głównym, muzycy śmiało sięgają po dużo bardziej urozmaicone formy wyrazu. Pusty dzwon otwiera dla przykładu doom metalowy riff, który przywodzi na myśl twórczość ojców założycieli z Black Sabbath. Na krążku odnaleźć można też ukłony w stronę death, post i industrial metalu, a nawet (traktowane pół żartem, pół serio) grindcore’owe wycieczki (w postaci wariacji na temat 21st Century Schizoid Man King Crimson). Mimo sporej rozpiętości stylistycznej, muzykom udaje się uniknąć niezdecydowania i rozlazłości, krążek nie sprawia wrażenia niespójnego czy porozrywanego zbyt dużą ilością niewspółgrających ze sobą pomysłów i kierunków. Wartymi odnotowania jest również świetne melodie, umiejętnie wplecione w przeważnie agresywne i zblastowane kompozycje – na szczególną uwagę zasługują te z Istne gówno duszą cuchnie, Zamarzło, Łuna, oraz najlepszej moim zdaniem kompozycji na płycie Cienie wzbijane palcami.

Duże brawa należą się Stawroginowi za aranżację napisanych niemal w całości po polsku tekstów. Muzyk nie pierwszy raz udowadnia, że jest jednym z najbardziej charakterystycznych wokalistów polskiej sceny bm, a jego sugestywne wokale stanowią zawsze mocny punkt projektów, na liście twórców których się znajduje.

Nie da się oczywiście uciec od najbardziej oczywistego skojarzenia To z wydanym w 2014 roku albumem Esperalem Tkane. O ile jednak płyta Odrazy wypełniona była odorem zatęchłej meliny, potu, nieprzetrawionego alkoholu oraz zalegających w wilgotnych kątach niedopałków tanich fajek, debiut Totenmesse oferuje w to miejsce nocną wycieczkę po zaułkach zmarzniętego miasta, w którym ciepło można odnaleźć jedynie w cuchnących uryną bramach i na zadymionych smogiem podwórkach. Na poły obłąkańcza i paranoidalna wyprawa, przesiąknięta jest klimatem zimna, cienia i obskurności betonowych murów.

I o ile nie można nazwać muzyki prezentowanej przez Totenmesse graniem wybitnie nowatorskim (To nie oferuje w zasadzie niczego, czego sympatycy śląskiej i małopolskiej sceny bm wcześniej by już nie słyszeli), debiutancki album grupy poznać jak najbardziej warto. Bo to po prostu kawał solidnego, świetnie napisanego materiału. I ja to kupuje.

Ocena: 8/10

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , , , .