Towards The Hell – „Eternal Darkness” (2018)

Bardzo chciałem, żeby Eternal Darkness była dobra. Nie mam w tym żadnego interesu, ale ze zdjęcia wydrukowanego w dołączonej do płyty informacji prasowej zobaczyłem, że Towards The Hell to trzech młodych chłopaczków, którzy pewnie stawiają w metalu pierwsze kroki. I właśnie dlatego chciałem, żeby ich pierwsza płyta była fajna, bo doceniam to, że gdzieś po piwnicach, garażach i innych salach prób są jeszcze goście, którzy chcą grać metal. Sęk w tym, że Eternal Darkness brzmi dokładnie tak, jak spodziewać się można po pierwszych black metalowych nagraniach trójki początkujących muzyków. Chęci są, umiejętności się pojawiają, świadomości muzycznej jeszcze nie ma. Cóż, każdy, kto kiedykolwiek próbował sił w muzyce, stworzył kiedyś coś podobnego. Oby tylko na tym nie poprzestać.

Eternal Darkness jest już na dzień dobry trochę infantylna – okładka przestawiająca trzy sylwetki na tle jakiegoś jebitnego miasta z krzyżem, wciśniętego między dwa spiczaste wzgórza, ksywy muzyków (Ereb, Thrasher, Askalon)… Kiedy do kompletu odpalam nagrania, mam podobne wrażenia jak wtedy, kiedy oglądam swoje zdjęcia sprzed piętnastu lat: lekkie zażenowanie, że tak wyglądałem, nosiłem takie, a nie inne ubrania, robiłem takie, a nie inne rzeczy. I choć mam świadomość, że w tamtym okresie było to zupełnie normalne i niczym się spośród rówieśników nie wyróżniałem, lekkie uczucie śmieszności pozostaje. Podobnie jest w przypadku Eternal Darkness. Wszystko jest tu tak skupione na kulcie true black metalu, całej norweskiej sceny przełomu lat 80-tych i 90-tych, że gdyby mi ktoś powiedział, że to jakieś demo z tamtych czasów, to pewnie bym uwierzył. Ale to akurat nie jest dobra rzecz. Naśladownictwo może być w porządku, jeśli nie jest ślepe. Towards The Hell póki co skupiają się na odtworzeniu tego, co ich w klasyce norweskiego blacku najbardziej jara, czyli klimatu. Brakuje im jednak jeszcze umiejętności świadomości muzycznej (trudno jej wymagać od młodych muzyków tworzących początkujący zespół), ale także umiejętności, zarówno praktycznych, jak i teoretycznych. Zespół nie do końca jeszcze wie co działa, a co nie, porusza się trochę po omacku, przedkładając atmosferę nad samą muzykę. Tymczasem to muzyka tworzy atmosferę. Same utwory brzmią trochę jak pierwsze szkice – nie dzieje się w nich praktycznie nic, są jednostajne, utrzymane w boleśnie średnich tempach, kompletnie nie angażujące i oparte na kilku podstawowych patentach (a już nużącą do granic melodeklamację w postaci Black Mass można sobie w ogóle darować, jeśli twórcom obca jest jeszcze idea interpretacji tekstu). Towards The Hell skopiowali zatem od swoich wymalowanych białymi i czarnymi farbkami idoli to, co byli w stanie zagrać, i z tego polepili kilka numerów, które potem nagrali w domowych warunkach (brzmi źle, ale znośnie, na dodatek kwestię brzmieniową znów można zrzucić na karb hołdu dla starego blacku, który też brzmiał fatalnie) i wypuścili w formie epki. W sumie zaskakujące, że najlepiej w tym wszystkim wypadają wokale.

Sęk w tym, że żeby w ogóle zrealizować Eternal Darkness trio musiało i tak napracować się o wiele bardziej, niż wszyscy internetowi komcionauci, którzy nigdy nie mieli styczności z instrumentem. Dlatego mam dylemat. Muzyka jest bowiem słaba, nieprzekonująca i niedopracowana, będąc ewidentnie tworem muzyków stawiających pierwsze kroki, na dodatek zbytnio zaślepionych konkretnym, wąskim źródłem ograniczonych inspiracji. Z drugiej jednak strony tych trzech młodych chłopaków postarało się i zrobiło coś, więc byłbym totalnym dupkiem, gdybym tego nie docenił. Nie jest to debiut pokroju tego, co przed laty jako szczenięta wyprawili Decapitated, ale jest to już jakiś punkt wyjścia. Dlatego, choć ocena jest marna, nie chciałbym, żeby Towards The Hell się zdemotywowali. Wolałbym, żeby po prostu dalej poświęcali tyle samo czasu i zaangażowania swojej muzyce – wtedy bez wątpienia pojawią się lepsze oceny.

2/10, ale duża pjona za chęci przekute w działanie

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , , , .