Traitors – “Anger Issues” (2018)

Nowa fala deathcore’u ma tyluż fanów, co przeciwników. Choć nie mogę odmówić racji takim zarzutom jak schematyczność czy bycie chwilową modą (osobiście jestem ciekawy, ile ten boom potrwa), to jednak w gruncie rzeczy lubię ten trend i całkiem często czerpię z niego radochę. Szczególnie, gdy mowa o takich ekipach jak Traitors.

Po chwilowym rozpadzie w ubiegłym roku, florydzka ekipa wraca do gry z nową EP-ką. Tak, jak wcześniej, prezentują ciężki jak życie w Burundi deathcore/downtempo, tutaj podzielony na osiem strzałów. Wydawcy (chwilowo) brak.

Ciężko jest napisać coś konkretnego o płycie, która składa się z intra i siedemnastu minut breakdownu. To nie jest ten napchany solówkami i melodiami rodzaj -core’ów. Nie zdziwiłbym się, gdyby całe Anger Issues dałoby się zagrać na jednej strunie, prawdopodobnie też nie przekraczając dziesiątego progu. Mimo tego, dobrze się przy niej bawiłem. Muzyka Traitors nigdy nie była wymagająca, stawiając bujające motywy, świetnie sprawdzające się “przy okazji” lub na żywo, ponad oryginalność czy przemyślaną kompozycję. Ma być krótko, ostro, miażdżąco i wściekle. I tak właśnie jest. Piosenki wchodzą do głowy jak w masło, robiąc w niej kocioł, bujając nią, a czasem nawet zostając na dłużej. O to ostatnie raczej niełatwo, biorąc pod uwagę, że numery są do siebie podobne jak kolejne gwiazdy k-popu, niemniej w moim przypadku dwóm się to udało. Mowa tutaj o RIP, który przewija się przez mój odtwarzacz już dłuższy czas, oraz o No Peace, wyjątkowo duszącym nawet jak na ten skład. W ogóle, poziomem duszności Anger Issues przypomina raczej debiutancką EP i The Hate Campaign, niż późniejsze nagrania. Bardzo mnie to cieszy, bo to właśnie te dławiące i wyciskające powietrze z płuc krążki wyszły im najlepiej.

Oczywiście duża w tym rola produkcji brzmienia. Ta stanowi coś pośredniego między THC i Mental State, wgniatając słuchacza sześć stóp pod glebę ilością basu i brzmieniem perkusji, jednak pozostając odrobinę bardziej przystępną niż na Traitors. Grunt, że świetnie sprawdza się w tym rodzaju rzeźni. Muzycy robią swoje i w sumie (biorąc pod uwagę prostotę kawałków) nawet bym o nich nie wspominał, gdyby nie wokalista. Tyler Shelton nie bez przyczyny jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów deathcore’u. Jego furiacki krzyk brzmi kapitalnie i dodaje lwią część do agresji całości. Posłuchajcie na przykład RIP od 1:20, zrozumiecie o czym piszę. Bestia, nie człowiek.

Traitors nie zawiedli i po raz kolejny dostarczyli płytę, przy której świetnie się bawię. Jasne, nie jest to żadne arcydzieło i raczej nigdy nie wybiją się ponad swoją niszę, ale na smażeniu deathcore/downtempo znają się jak mało kto. Jeżeli lubisz takie klimaty jak Black Tongue albo Bodysnatcher, to sprawdź też Anger Issues, choć prawie na pewno Shelton i ferajna też nie są ci obcy. Z kim widzę się w Poznaniu?

Oficjalny profil zespołu na Facebooku

Ocena: 7/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .