Trivium – “What the Dead Men Say” (2020)

Dziewiąty krążek amerykańskiego składu Trivium nadciągnął z przytupem. Już na wstępie pojawiły się bardzo pozytywne reakcje na single, wszak po dwóch gorszych płytach wydanych mniej więcej w połowie minionej dekady, Amerykanie powrócili ze świetnym The Sin and the Sentence (2017). Do muzyki Trivium znów zawitały techniczne i agresywne thrashowe riffy, kapitalne solówki, oraz charakterystyczny, potężny krzyk Heafy’ego. Żeby tego było mało, zespół rekrutował młodego, obiecującego perkusistę Alexa Benta, który dodał nowej jakości za zestawem perkusyjnym. Pierwszy raz od niemal dekady nowości od Trivium przykuwają uwagę, jakby w szeregach formacji wszystko zaczęło się ze sobą łączyć w perfekcyjną całość.

Na najnowszy krążek Trivium składa się dziewięć utworów, plus intro. Muzycy w dużej mierze zachowali brzmienie poprzedniej płyty, jednocześnie ulepszając je w aspektach technicznych. Uwagę od początku zwraca krzyk Heafy’ego – brzmi bardziej agresywnie, a czyste wokale z typową chrypą przypominają dobre czasy początków kariery zespołu. Na What the Dead Men Say pojawiło się także więcej nawiązań do korzeni. Znajdziemy tu sporo thrashowych riffów rodem z ery Ascendancy (2005) i The Crusade (2006). Niewykluczone, że najnowsze dokonanie Amerykanów to najcięższy materiał, jaki do tej pory nagrali. Kawałek tytułowy, Catastrophist czy The Defiant kipią zaskakującymi pomysłami i innowacyjnością. Muzycy nie boją się eksperymentować w solówkach, w których często pojawiają się neoklasyczne elementy. Amongst the Shadows and the Stones to obok Dusk Dismantled najbardziej agresywny utwór Trivium – ukłon w stronę fanów bardziej ekstremalnych gałęzi metalu. Jednym z moich faworytów jest kawałek Sickness unto You – jest to forma listu pożegnalnego, który Heafy poświęcił… swojemu psu. Połączenie agresywnych thrashowych riffów i przepełnionych smutkiem i goryczą czystych wokali to emocjonalny rollercoaster, z którego zsiada się z zawrotami głowy. Alex Bent dwoi i troi się za perkusją, co chwilę zaskakując swoimi umiejętnościami. Kawałki Sickness unto You oraz Bending the Arc to Fear demonstrują niezwykłe umiejętności tego chłopaka, który w porównaniu do poprzednich dwóch perkusistów ekipy nie boi się eksperymentować, a gdy już się do tego zabiera, podchodzi do tego z gracją i perfekcją. Jest to truizm, ale cóż, napiszę to –  Trivium wreszcie znalazło odpowiedniego fachowca, który jak ulał pasuje do estetyki tej grupy. Wyjątkiem od wszelkich peanów nad What the Dead Men Say jest natomiast kawałek Bleed into Me, czyli jedna z gorszych ballad wydanych spod szyldu Trivium i moim skromnym zdaniem jest to jednocześnie najsłabszy element tej płyty.

Nowa płyta Trivium to bardzo dobra pozycja, wraz z którą muzycy kontynuują podróż właściwą dla siebie ścieżką stylistyczną. What the Dead Men Say to konsolidacja pomysłów zapoczątkowanych na The Sin and the Sentence. Heafy & Co. zredefiniowali swój styl, poniekąd scalając najciekawsze elementy swoich najlepszych płyt. Po raz kolejny produkcja albumu Trivium stoi na bardzo solidnym poziomie, brzmienie każdego instrumentu jest uwypuklone i dobrze słyszalne. Po paru gorszych latach muzycy Trivium powrócili z przytupem, i chyba nie pomyliłbym się w stwierdzeniu, że Amerykanie są obecnie w swojej życiowej formie.  

8/10

Tagi: , , , , , , , , .