Trond – “Willkommen im Unheil” (2019)

Trond to kolejny, jednoosobowy, black metalowy atak, tym razem z niemieckiej Brandenburgii. Stojący za projektem Tino Thiele nie należy do nowicjuszy – jego muzyczne CV jest całkiem bogate i obejmuje ponad 20 lat aktywności. Willkommen im Unheil jest najnowszą odsłoną muzyka, który proponuje rozwścieczony, black metalowy kolaż ulepiony z różnych szkół i wpływów.

Pierwsze takty Im Herzen des Windes nie pozostawiają wątpliwości – będzie bardzo szybko i brutalnie. Trochę tremolowych melodii, kilka zwolnień, wyciszenia, wokalne wrzaski i duch drugiej fali ze Skandynawii. Im dalej, tym więcej riffów, które wszyscy znają i kochają – pachnących leśną Norwegią, opartych na pierwotnej prostocie, nacechowanych atmosferycznym graniem. Trond jednak nie pędzi bezrefleksyjnie do przodu. Istotą muzyki są środkowe partie, przeważnie osadzone na zwolnieniach, ozdobione jakimś wokalnym smaczkiem, złamanym riffem, nietypowym przejściem, bardziej czerpiące ze spuścizny rodaków niż kolegów z północy. Czasem struktura zostaje zaburzona i nieoczywista partia pojawi się na końcu lub na początku, jak w Kinder Im Herzschlag Der Erde, wyraźnie zainspirowanym nowszym obliczem Marduk, i chyba najbardziej pogmatwanym i najlepszym utworze na płycie. Równie interesująco sprawy się mają w Nächte Schwärzer, który jest nową, nieco religijną odsłoną ducha początków gatunku. Jednak kiedy do głosu dochodzą rozpędzone blasty, opętane tempo i niepozbawiona melodyki druga fala, napięcie nieco spada. Zaczyna razić powtarzalność motywów, brak wytyczonej myśli przewodniej, ale też zbytni nacisk na kalający ucho intensywny automat perkusyjny. Niespodzianką jest zamykający album, instrumentalny Ausklang, niepasujący charakterem do reszty, oparty na post-metalowym motywie, na wpół akustyczny marsz. Utwór bardzo ciekawy, być może uchylający furtkę na przestrzenie, jakie będą eksplorowane przez Niemca w przyszłości.

Trudno ustawić ten album w black metalowym szeregu – oklepane, niewybijające się w morza przeciętności fragmenty przeplatają się z prawdziwie oryginalnymi strukturami, jednak te pierwsze niestety przeważają, co każe patrzeć na Willkommen im Unheil jak niewyróżniający się kamyk w lawinie sobie podobnych. Niemniej jednak słucha się jej dobrze, bez poczucia straconego czasu i znużenia. To jednak trochę za mało, żeby zapamiętać ją na dłużej i wracać częściej niż kilka razy w roku.

Ocena: 6,5/10

 

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .