Trys Saulės – ***(2018)

W tym roku cierpię na brak nowości płytowych, które odcisnęłyby na mnie wyraźne piętno. Prawdę mówiąc, jeśli idzie o tegoroczne wydawnictwa, to wracam tylko do dwóch krążków wśród których znajduje się One Eye Sees Red rodzimego Lonker See, wypuszczone za sprawą Instant Classic. Po dłuższej przerwie ta znana i lubiana wytwórnia ratuje mnie przed marazmem, dostarczając debiutancki album projektu Trys Saulės, zatytułowany po prostu ***.

Dokładnie od 23 sierpnia kilka razy dziennie katuję kompozycję promującą album, która ukazała się tydzień przed premierą na kanale Instant Classic. Nad rzeką wiszą chmury zadziałało na mnie jak panaceum, lecząc mnie z nostalgii za nieodkrytymi dźwiękami. Nagle zrozumiałem, że dawno nie słyszałem w polskiej muzyce czegoś, co tak bardzo by mną zawładnęło. Ten dwunastominutowy rozdział, który notabene otwiera ***, jest niezwykle atmosferycznym polem, na którym dumnie wyrastają motywy jazzowe, drone’owe, ambientowe. Nie muszę chyba dodawać, że jest to materiał stricte instrumentalny. Za poszczególne elementy odpowiedzialni są tu Artur Krychowiak (gitara barytonowa, elektronika), Marcin Dymiter (gitara elektryczna, elektronika) i Dominika Korzeniecka (perkusja). A że nie są to amatorzy, to słychać w perfekcyjnym dopieszczeniu materiału, choć, co podkreślają sami twórcy, był on nagrywany „na setkę”. Może właśnie dzięki temu zyskuje on na autentyczności, a jego proste i przeciągnięte melodie budują niezwykle złożoną atmosferę. Ten krążek mógłby się skończyć na Nad rzeką wiszą chmury i myślę, że odbiorcy czuliby się ukontentowani.

W zamian jednak trio porywa słuchacza w swój intymny świat powtarzalności i hipnotyzujących motywów, które w pewien sposób owijają się wokół swoich ofiar. Szczególnie uczucie osaczenia towarzyszyć może przy ostatniej kompozycji, Nad głową trzy słońca. Ale po kolei. W powietrzu unosi się pył z południa siedzi mocniej w ambientach i drone niż pierwszy numer z albumu. Już samo tło powoduje, że utwór ten przyciąga niczym czarna dziura, a tam czekają na słuchacza rozciągnięte dźwięki gitar, podparte mocnymi, acz nieskomplikowanymi biciami na perkusji. Kompozycja ta nabiera mocy, osiąga swój kulminacyjny moment, po czym wycisza się, ustępując miejsca Wszystko zastyga na chwilę, gdzie na chwilę pierwsze skrzypce przejmują dźwięki kojarzone z muzyką hinduską. Tutaj muszę wyrazić swoje ubolewanie, gdyż liczyłem na coś więcej – ten pięciominutowy numer pewnie można było rozbudować i przedłużyć. Odczuwam lekki niedosyt. Następnie przychodzi pora na moment retardacji akcji w postaci Ten kamień przypomina świat. Kompozycja ocierająca się o noise, prawie w całości oparta na ambientowych dźwiękach i pojedynczych uderzeniach w bębny. Hipnoza po raz kolejny. Aż tu nagle bum! Nieoczekiwanie gitary wybuchają mocnymi riffami, perkusja zbiera potężniejsze szlagi, a całość pokazuje zupełnie inną twarz Trys Saulės. Gdy emocje opadają, a gitary zaczynają swój hipnotyzujący taniec dźwięków, to wszystko wciąż jest bardziej ostre i agresywne, niż w przypadku choćby Nad rzeką wiszą chmury. Powiem szczerze, że nie takiego obrotu spraw się spodziewałem. Krótko mówiąc, pozytywne zaskoczenie.

Komu bliska jest polska muzyka psychodeliczna, charakteryzująca się połączeniem jazzu, drone i noise, powinien bezzwłocznie zapoznać się z debiutanckim krążkiem Trys Saulės. Jak dla mnie, jest to faworyt do listy najciekawszych płyt tego roku i mam nadzieję, że nie zostanie pominięty w najważniejszych zestawieniach na koniec 2018. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na koncerty tria. Oby jak najprędzej.

Ocena: 9/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .