Turnaround – „Black Soul Woman” (2014)

Trochę się zdziwiłem, kiedy odpaliłem płytkę kijowskiego trio Turnaround, którą dostałem od miłych ludków z Nasoni Records. Na okładce z zamkniętymi oczami i fatalnymi brwiami w kosmos odpływa jakieś dziewczę. Nie do końca wiadomo, czego się spodziewać, ale pierwsze kilkadziesiąt sekund po naciśnięciu przycisku „play” nie pozostawia wątpliwości – Black Soul Woman to enty wyraz kultu Hendrixa. Nic w tym złego. Hendrix był spoko, nawet bardzo spoko, a pośród tych, którzy przyszli po nim, też było dużo genialnych twórców: Clapton, Zeppelini, Cream i tak dalej. Turnaround nawet nie próbują ukrywać swoich inspiracji. Brudnawe, oldschoolowe brzmienie, niedbałe, acz naturalne wokale jak nic innego przerzucają mnie do lat 70-tych.

Najdziwniejsze jest to, że o ile na większość polskiego bluesa i bluesrocka reaguję alergią, to ten ukraiński zespół gra tak, że nie czuję tu kwadratowości. Muzyka brzmi bardzo naturalnie, ma pewien autentyczny vibe. Ma też ten bezczelny sznyt, jaki blues miał właśnie wtedy, kiedy Jimi śpiewał o tym, żeby Joe nie zabijał swojej kobiety. Jeśli Max Tovstyi w Ice Cream Blues śpiewa, żeby dziewczyna polizała jego loda, ale nie zapomniała o serwetkach, bo może się roztopić, to nie mam wątpliwości, o co mu chodzi. Turnaround potrafią jednak nie tylko erotyzować, ale również pisać po prostu ładne, bluesowe numery. Night Is Crawling to ukłon w stronę Purpli, bardzo zresztą udany i poruszający. Not Your Fault to ciężki, powolny rock n’roll, w See That My Grave is Kept Clean czuć ducha Creedence Clearwater Revival. Gdyby nie fakt, że na płycie wyraźnie jest napisane, że powstała w Kijowie i wszyscy w jej powstanie zaangażowani nazywają się ewidentnie wschodnio, mógłbym pomyśleć, że właśnie poznali się gdzieś na Beale Street, a pochodzą z jakiejś dziury w okolicach Memphis albo innego Louisville. Jest tu ten sam pył, to samo błoto, te same bagna, te same komary. Turnaround wierzą w starego rocka tak mocno, jak Macierewicz w zamach. Różnica jest taka, że Kijowianie w imię swojej idei tworzą przyjemną muzykę, a nie światopoglądowy rozpierdol.

Niech was zatem nie zmyli średnio ładna okładka Black Soul Woman. To naprawdę fajny krążek dla tych, którzy wychowali się na starym dobrym rocku i lubią czasami sięgnąć pamięcią do czasów, kiedy liczyło się to, co umiesz zagrać, a nie to, co możesz kupić. Jeśli uznajesz, że Graveyard grają nieco za nowocześnie i brzmią trochę zbyt przebojowo, to Turnaround są zdecydowanie propozycją dla ciebie. Są bowiem bezczelni, pozbawieni kompleksów i ślepo zapatrzeni w to, co było. Najwyraźniej po prostu urodzili się za późno.

Ocena: 7/10

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , , , , .