Uncle Acid & The Deadbeats – “Night Creeper” (2015)

Uncle Acid & The Deadbeats to działający od przeszło
6 lat kwartet brytyjskich pasjonatów psychodelicznego rocka, retro metalu czy też nowej fali heavy/doom. Panowie są mi znani od “Volume 1”, a od tamtej pory udało im się wydać już cztery pełne albumy. W poniższej recenzji weźmiemy pod lupę najnowsze dzieło najlepszych spadkobierców talentu Black Sabbath – przed Państwem “The Night Creeper” !

To co wyróżnia czwarty album brytyjczyków to przede wszystkim wolniejsze tempo. Na najnowszym albumie nie znajdziemy galopujących i skocznych utworów, którymi mogliśmy raczyć się przy okazji “Mind Control”. Nie jest to jednak zarzut – dla mnie jest to wielki plus bo to co nam zaserwowano na tym krążku to absolutny szał. Bez wątpienia największym plusem całej produkcji jest wokal. Głos Uncle Acida jest jednocześnie melodyjny i spokojny, a z drugiej strony niebywale wyuzdany i kuszący. Mógłbym rzec, że kolejne frazy wypowiadane przez frontmana zachęcają do dalszego obcowania z zawartością płyty.

Otoczka jaka panuje na całym albumie przywodzi mi na myśl wiktoriański Londyn, intrygi z czasów Sherlocka Holmesa i nagłówki dziewiętnastowiecznych gazet, które informują o kolejnych mordach Kuby Rozpruwacza. “The Night Creeper” ocieka wręcz klimatem dreszczowców bądź klasycznych horrorów wytwórni Hammer. Weźmy chociażby taki “Downtown”, który aż prosi się o włączenie do deszczowej sceny zwiastującej kolejny atak zamaskowanego zabójcy. Z kolei “Inside” mógłby być soundtrackiem do sztandarowej opowieści o wampirach rodem z Miasteczka Salem (czego wyrazem może być chociażby okładka samej płyty). Dla mnie bomba ze względu na fakt, że muzycy pokazują, iż Ghost czy King Diamond to niejedynie muzyczni narratorzy strasznych opowieści.

Muzycznie jest bez wątpienia tak jak lubię. Uncle Acid & The Deadbeats od samego początku porwali mnie swoim bardziej psychodelicznym i mniej metalowym podejściem do tematu niż legendarny (i jedyny w swoim rodzaju Electric Wizard). Niemniej jednak oprócz oczywistych wpływów Black Sabbath możemy natknąć się na odwołania do Led Zeppelin (“Slow Death”) czy nawet King Crimson w intrumentalnym “Yellow Moon”. Bez względu na stopień nasycenia muzyki brytyjczyków klasyką rocka to wciąż oni i ich niepodważalny urok, który możemy zaobserwować w otwierającym “Waiting for Blood”, teledyskowym “Melody Lane” czy chociażby “Murder Nights”. Na deser i zakończenie dostajemy bardzo spokojny oraz odbiegający od całej reszty Black Motorcade”Utwór nie tylko piękny, a również niepokojący jak cała atmosfera na tym krążku.

Podsumowując – “The Night Creeper należy bez wątpienia zaliczyć do tych płyt, które trzeba przesłuchać
w najbliższym czasie i już teraz, z uśmiechem na twarzy wystawiam środkowy palec wszystkim malkontentom szukającym tylko pretekstu by uznać ten album za wtórny. To idealna muzyka na zbliżającą się ponurą jesień – gdy będziecie wracać samotnie wieczorem do domu spotęguje ona wasze wrażenie, iż nie jesteście sami, a za rogiem może kryć się ktoś kogo na pewno nie chcielibyście spotkać.Dla zobrazowania kunsztu zaprezentowanego na tym albumie posłużę się już klasycznym cytatem: “Posłuchaj ich. Dzieci nocy. Cóż za piękna muzyka.”

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .