Unleashed – “The Hunt For White Christ”(2018)

Zanim pierwszy raz zapoznałem się z trzynastym albumem studyjnym Szwedów z Unleashed przypomniałem sobie pięcioletniego siebie, który nie do końca rozumiejąc, dlaczego ci Panowie tak krzyczą, słuchał Live in Vienna ’93 tejże kapeli z wysłużonej kasety ówcześnie należącej do mojej siostry. Wtedy w mojej głowie, oprócz kapel takich jak Metallica czy klasyków pokroju The Doors i Led Zeppelin, siedział głównie nu-metal – z Kornem jako moim zdecydowanie ulubionym zespołem. 18 lat później, z pewną nutką nostalgii zasiadłem do sprawdzenia The Hunt For White Christ. “Wspominkowemu” nastrojowi towarzyszyło również zaciekawienie, jak bardzo obecny Unleashed różni się od tego, co zapisało się w mojej pamięci jako muzyczna petarda z wokalem rodem z piekielnych czeluści.

Ogromny progres zaliczyła na pewno jakość okładek zdobiących nowe dzieła Szwedów – grafika będąca okładką The Hunt For White Christ jest moim zdaniem po prostu śliczna i mogłaby spokojnie startować w konkursie na najładniejszą okładkę metalową roku 2018. Nie okładka jest jednak w muzyce najważniejsza. Na szczęście dźwiękowa warstwa najnowszego longplaya Unleashed daje radę utrzymać wysoki poziom jego warstwy wizualnej.

Death metal wysokiej próby – tak mógłbym w skrócie określić trzynasty album Szwedów (swoją drogą zespół przez niektórych jest nazywany deathmetalowym AC/DC, także ich najnowsza propozycja muzycznie raczej nie odbiega zbytnio od ich poprzednich dokonań). Zespół gra szybko i agresywnie, utwory mają niezbędnego dla mnie w tym gatunku kopa, do tego wszystkiego otrzymujemy wiele dobrych solówek (moją ulubienicą jest ta z drugiego na płycie You Will Fall) oraz drobny romans z black metalem w utworze Gram. Numer ten zasługuje również na uwagę ze względu na swoją raczej niespodziewaną, nastrojową drugą część. Nastrój kończy się jednak wraz z rozpoczęciem kolejnego na trackliście, mocarnego Terror Christ, który niemalże w stu procentach pokrył się z tym, co pamiętam z mojego pierwszego spotkania z Unleashed – agresywne granie z piorunującym wokalem Johnny’ego Hedlunda.

Rzucane przeze mnie liczne superlatywy nie mogą jednak w żaden sposób zakryć faktu, że nie ma na The Hunt For White Christ momentów, w których szczęka opadałaby na podłogę – trochę szkoda, gdyż wtedy nowe dzieło Szwedów plasowałoby się w ścisłej czołówce tegorocznych wydawnictw deathmetalowych i przy okazji zostałoby zapamiętane na dłużej. Panowie jednak nie mają się czego wstydzić, gdyż nagrali kolejny solidny album, którym przy okazji kończą trzecią dekadę swojej muzycznej działalności. Oby kolejne dziesięć lat ich istnienia przyniosło więcej albumów tak udanych jak ten trzynasty.

Ocena: 8/10

Zespół oczywiście jest obecny na Facebooku.

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , .