Urok – “Nagawor” (2016)

Nagawor to raczej eksperyment bądź ścieżka dźwiękowa do leśnej wędrówki nad kurchan, aniżeli przykład typowego albumu muzycznego. Słuchając najnowszego wydawnictwa polskiego projektu Urok mam wrażenie, że muzycy postanowili nas zahipnotyzować i przenieść do minionej epoki. Tam, gdzie tak naprawdę klasyczna, fantastyczna magia, spotyka się z nowoczesną technologią oraz filozofią gadających o niczym pseudointelektualistów i absolwentów studiów wyższych.Wałęsając się gdzieś pomiędzy polanami surrealizmu i bagnami dźwiękowych eksperymentów, koniec końców napotykamy elektroniczną samotnię miłośników stylistyki sekciarstwa, parapsychologii i oniryzmu. To tak jakby w Camelot znaleźć starego PC z Windowsem 95, na którego tapecie widnieje prymitywny wygaszacz ekranu z flamingami i seledynowym pentagramem. Co gorsza, ten komputer jest opętany.

Duet Urok prezentuje dość duży rozstrzał użytych gatunków muzycznych, które zostały ze sobą zgrabnie zmieszane w jeden żyjący byt. Każde z zaserwowanych słuchaczowi zaklęć posiada w mniejszym bądź większym stopniu swój własny, dominujący charakter i klimat, pomimo takiej samej aury jaka im towarzyszy. Glaznica czy Łomieja to zapuszczone rejony leśnego i spirytualnego dark ambientu, z kolei w trakcie odsłuchu Zieducha i Dutnicha zostajemy przeniesieni gdzieś do wymiaru posępnego vaporwave. Innym razem zostajemy rzuceni wprost przed wyraźnymi odwołaniami do stylistyki witchhouse, a nawet czegoś co z pewnością można by spróbować nazwać grobowym chillwavem jaki możemy usłyszeć w Ognieja. Co prawda ilość użytych środków na zaczarowanie słuchacza jest trochę uboga i dla niektórych może okazać się zbyt monotonna, to jednak ciężko odmówić temu wydawnictwu naprawdę oryginalnego klimatu. Niestety, nawet najlepiej dopracowana ceremonia może wyprowadzić z całkowitego skupienia. Kilkukrotnie w trakcie odsłuchu Nagawor natrafiam na zbędne przeszkadzajki, które raczej wytrącają mnie z równowagi i aż proszą by zakończyć odsłuch w tym miejscu jakim jest Nawieja. Innym razem, mówiąc kolokwialnie, wieje po prostu nudą. Wiem, że minimalizm i tego typu projekty rządzą się swoimi prawami. Ciężko jednak powiedzieć, że czary jak Gluchieja lub Gnietieja są mocnymi punktami tego krążka.

Wykorzystanie fragmentów słuchowisk, czy wywiadów związanych z tematyką zjawisk nadnaturalnych, z pewnością dodaje całości smaczku. Mam trochę skojarzenia ze starymi horrorami z lat 70′, gdzie technika komputerowa coraz częściej była wykorzystywana jako alternatywna metoda leczenia (kłania się Egzorcysta II). Nagawor odsłuchuje się bowiem bardziej jak muzyczny instruktaż do medytacji lub duchowej podróży, aniżeli standardowy set pojedynczych utworów. Polecam wszystkim tym, którzy lubią mariaże gatunkowe bądź szukają wypadkowej Blank Mass, CoilPsyhic TV i “klasyki” internetowego vaporwave. Rzecz jasna wszystko to, co tu znajdziemy stanowi jedynie ułamek magii zaprezentowanej przez wspomnianych artystów. Niemniej, nawet najwięksi czarodzieje muszą się sporo nauczyć zanim zostaną naprawdę kimś.

Ocena: 6/10

This entry was posted in Recenzje. Bookmark the permalink.