Vader – “Thy Messenger” (2019)

„Zło nie śpi”- słowa tego powiedzenia idealnie pasowały mi do rozpoczęcia recenzji nowej Epki olsztyńskiego pana ciemności zwanego Vader. Zespół dowodzony przez Piotra „Petera” Wiwczarka postanowił przypomnieć o sobie kolejnym materiałem, tym razem jest to pięcio-utworowa miniatura zatytułowana Thy Messenger, która pojawi się w sklepach 31 maja tego roku, nakładem Nuclear Blast na dwóch formatach, CD i winylu. Vader od dłuższego czasu dba o fanów, proponując różnego rodzaju wydawnictwa uzupełniające regularne albumy, nie zwalniając nawet na chwilę, utrzymując równy poziom wydawniczy.

Oczekując na Thy Messenger musiałem zadać sobie pytanie: czy Vader nagrał kiedyś słabą Epkę? Otóż nie, proszę państwa, wręcz przeciwnie. Ich Epeczki można uważać niemal za kultowe, że wymienię trzy najlepsze: Sothis, Kingdom i Reign Forever World. Późniejszym też niczego nie brakuje. A jak jest z Posłańcem? Przyznać muszę, że różnie. Jeżeli myślicie, iż uda Wam się przewidzieć, jaka będzie kolejna płyta Vader, to próżne Wasze nadzieje. Trójka nowych kompozycji jest na tyle urozmaicona, że kolejny materiał może pójść w dowolnym kierunku.

Otwierający krążek Grand Deceiver budzi u mnie zachwyt, jest to kompozycja idealna i gdyby moje zdanie się liczyło, to chciałbym takiej całej płyty. Dzikość tej kompozycji może kruszyć skały, a szybkość gry Jamesa Stewarta w końcu została wykorzystana. Do dziś mam delikatny ból d**y względem ostatniego krążka Vader The Empire. Nie o to, że jest słaby, albo że mi się nie podoba, tylko o to, iż mając takiego bębniarza, i nie pozwolić mu się rozpędzić, to skandal! Uważam go obecnie za jednego z lepszych garowych sceny metalowej i najlepszego od czasu Docenta w Vader. James zabija szybkością, ale również udowadnia wieloma smaczkami swoją różnorodność. Grand Deceiver to zdecydowanie jego moment, by błyszczeć, lecz cała kompozycja jest świetna, z dobrymi riffami, solówką i rozkrzyczanym Peterem (brawa za screamy, na koncertach jest ich sporo i zawsze się zastanawiałem, dlaczego nie pojawiają się na płytach).

Jako drugi, zespół postanowił umieścić nową wersję utworu Litany z tak samo zatytułowanej płyty z 2000 roku. Nie powiem, specyficzna zagrywka, ale po Grand Deceiver to jest jednak najszybszy utwór, więc może stąd pomysł, by go tu umieścić. Litany 2019 jest dobrą wersją, ale trzeba przyznać, że z tym brzmieniem wypada dosyć grzecznie. Litania już w dniu swojej premiery budziła kontrowersje, płyta nie dość, że maksymalnie szybka, okraszona była brzmieniem perkusji, które gdyby ustawić basy na maksa, mogło przypominać beat muzyki elektornicznej dając bardzo ekstremalny efekt końcowy. Na nowej wersji jest bardziej „ludzko”, poprawnie, ale bez szaleństwa.

Kolejne utwory to Emptiness i Despair, które utrzymane są w thrashowo-deathowym klimacie The Empire. Pierwszy bardziej thrashowy buja prostym rytmem i nośnym riffem. Drugi, szybszy, trwający niecałe półtora minuty jedzie przez całą długość klasyczną vaderową podbijanką. Jak na taką długość utworu sporo się dzieje, nie ma mowy o nudzie.

Na koniec Peter postanowił zafundować nam przeróbkę jednego ze swoich ulubionych utworów Judas Priest Steeler. Każdy niewątpliwie zwróci uwagę na wokale, które zostały wykonane w nieco lżejszy sposób niż zwykle. Może nie zaskoczą tak jak niegdyś I Feel You z repertuaru Depeche Mode, ale nie da się ukryć, że na uwagę zasługują.

Tyle moich wypocin. Kto chce i tak kupi Thy Messenger, nie bacząc na me spostrzeżenia. Vader to już taka marka, że płyty po prostu należy mieć w swej kolekcji. Ja życzyłbym sobie, by następca The Empire przywrócił zespołowi szybkość i ciężar z najlepszych płyt, ale jeżeli Peter z zespołem zdecydował inaczej, to i tak będę słuchał i nadal dopingował, bo zasług Vader dla polskiej sceny ma wiele, a legenda nie ma prawa zgasnąć.

Ocena 7/10

Vader na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .