Valkenrag – „Chasing the Gods” (2018)

Valkenraga poznałem akurat wtedy, kiedy moja fascynacja Amon Amarthem była w zenicie. W związku z powyższym, pomimo kalkowania wręcz utworów szwedzkich tuzów melodyjnego death metalu, piałem z zachwytu przy pierwszych odsłuchach ich debiutanckiego albumu Twilight of Blood and Flesh (pisząc to odruchowo napisałem Twilight of the Thunder God – taka jest siła wzajemnego przyciągania tych dwóch kapel).

Od tego czasu nieco przygasła moja miłość do Johana Hegga, a i debiut Valkenraga zdążył pokryć się już kurzem. Dlatego też z zaciekawieniem, ale i pewną dozą ostrożności i strachu sięgnąłem po drugi pełnowymiarowy album Barka i spółki. Z drugiej jednak strony nie mogłem tego nie zrobić. Valkenrag to jednak kapela dla mnie kultowa.

Chasing the Gods wyszło na świat z końcem ubiegłego roku i wydane zostało nakładem własnym zespołu. Album składa się z dziewięciu kawałków trwających niespełna trzy kwadranse. Czyli podobnie jak na debiucie (tam bez intra też było ich dziewięć). Wkładając krążek do odtwarzacza, przeszło mi przez myśl, że jeśli ten album będzie kontynuacją Twilight…, to muzycy padną ofiarą własnego konceptu, podobnie jak kiedyś Apocalyptica ze swoimi coverami Metalliki.

Panowie jak na melo-death przystało, gruszek w popiele nie zasypują. Od pierwszej sekundy perfekcyjnie nastrojona maszyna rusza niczym wikingowy drakkar przez wzburzone fale mózgowe w mojej głowie. Jest więc mocna, nisko zestrojona perkusja, melodyjna partia gitary i niski mocny growl Bartka. Oczywiście brzmi to wszystko jak Amon Amarth, ale jakoś tak tym razem tych podobieństw słyszę nieco mniej. Albo to kwestia nastawienia, albo rodzimy kwartet odbił nieco od kursu szwedzkich potentatów i płynie w obranym przez siebie kierunku. Klimat, tempo i charakter poszczególnych kawałków jest do siebie tak zbliżony, że można je ze sobą pomylić. Oczywiście linie melodyczne są inne, ale jeśli słyszałeś jeden utwór, to słyszałeś już wszystkie. A jeśli już o jednym utworze mowa, to polecam zacząć album od tytułowego Chasing the Gods. Może jest i taki sam jak inne, ale ma w sobie najwięcej melodyki i przebojowości.

Drugi album Valkenraga to kawał dobrego, solidnego grania. Wszystko jest tu przemyślane i spójne, a wikiński klimat wyczuwalny jest na mile morskie. Szkoda tylko, że brak Valkenragowi tej przebojowości, którą przejawiał kiedyś Amon Amarth. A może to po prostu moje ucho stępiało i ogłuchło na melo-deathowe dźwięki. Tego nie wiem, ale Wam płyty radzę przynajmniej raz ze zrozumieniem przesłuchać.

 

Valkenrag na Fecebooku

Valkenrag na Bandcamp

Valkenrag w Encyklopedii Metalu

Ocena: 7,0/10,0

 

Tagi: , , , , , , , , , .