Vane – “Black Vengeance” (2018)

Do odsłuchu tego materiału powinni czuć się zobowiązani nie tylko miłośnicy grogu i pirackich rozbojów, ale wszyscy, którzy cenią sobie dobry, melodyjny metal.

Krakowski Vane – bo o nim mowa – to zespół założony w 2016 roku przez dwóch gitarzystów: Mateusza Gajdzika oraz Roberta Zembrzyckiego (m.in. Acid Drinkers czy Corruption). Na koncie mają nagrany w grudniu 2017 roku minialbum The Prologue, a teraz – po niespełna roku – atakują nas pierwszym pełnoprawnym, koncepcyjnym długograjem o zgrabnym tytule Black Vengeance.

Okładka prezentuje się naprawdę dobrze i już przy pierwszym rzucie oka sugeruje z czym będziemy mieli do czynienia. Statek, czaszki i długie, splątane macki na czarno brązowym tle idealnie oddają klimat zawartej wewnątrz muzyki. Dodatkowym atutem jest fakt, że nie jest ona ani przekombinowana, ani zbyt prosta, będąc jednocześnie wręcz merytorycznym odniesieniem, i już za to należy się chłopakom duży plus. Wkładka jest wykonana z bardzo dobrej jakości materiałów, jednak grafiki na niej zawarte mogłyby być odrobinę ciekawsze.

Muzyka, która po włożeniu krążka do odtwarzacza wylewa się niczym tsunami na lądy Filipin, jest – piszę to z pełną odpowiedzialnością – na wysokim, światowym poziomie. Wszystko jest zagrane z pasją, każdy dźwięk dokładnie przemyślany, a riffy i melodyjne zagrywki dosłownie miażdżą uszy. To wszystko dopełnione jest świetnym wokalem Marcina Parandyka, który onegdaj wrzeszczał w Killsorrow, Skyanger czy w Thy Disease. Tam jego głos nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak w przypadku Vane właśnie. Słychać, że przy nagraniu tego krążka rozwinął skrzydła i jego wokal brzmi niemal wybitnie. Chrypa sprawia wrażenie naturalnej, a growl jest niewymuszany. Dodatkowo Marcin jest współautorem tekstów, które w całości traktują o tematyce związanej z pirackimi podbojami i konsekwencjami z nimi związanymi.

Na Black Vengeance znajdziemy 11 utworów i nie są one powtarzalne. Słucha się tego z niemałą przyjemnością. Fajny groove, mocne riffy, pełne głębi perkusyjne bity i niesamowity wokal sprawiają, że można tego albumu słuchać na okrągło, a o to przecież chodzi. Ponadto ten niesamowity klimat, tak rzadko spotykany w gatunku, sprawia, że za każdym razem czuję lekki niedosyt.

Chłopaki mają na siebie pomysł, potrafią go realizować i doskonale aranżować muzykę, która pokazuje, że mamy do czynienia naprawdę ze zdolnymi muzykami. Przy każdym numerze czuć, że dali z siebie sto procent i mam nadzieję, że szybko doczekamy się następcy Black Vengeance.

9/10

Źródło: YouTube 

Tagi: , , , , , , , , .