Various Artists – Trapped Under Ice Vol. 1: The New Face Of Canadian Heavy Metal (2019)

Klasyczny, tradycyjny heavy metal ciągle żyje. Przeżywał wzloty i upadki, chował się pod powierzchnią, wytaczał na chwilę łeb i przybierał mniej lub bardziej przyjazne oblicze, by znowu zapaść się pod ziemię. Zadziwia fakt, że gatunek, który już ponad trzydzieści lat temu dławił się własnym ogonem ciągle ma rację bytu i całkiem spore grono całkowicie mu oddanych maniaków. Podobno wszystko na tym świecie kołem się toczy, być może muzyka też, i właśnie przyszła pora, by wrócić do korzeni. Nie czas i miejsce na filozofię, faktem jest, że stary heavy metal przeżywa renesans. Na tyle duży, że od paru lat mówi się o Nowej Fali Tradycyjnego Heavy Metalu, która rodzi coraz więcej zespołów hołdujących klasyce z lat 80. XX wieku. Na całym świecie.

A jak na całym świecie, to również w Kanadzie. Temple Of Mystery Records, podziemny label z kraju Klonowego Liścia, zaprosił dziesięć młodych grup parających się starym heavy metalem do nagrania premierowych numerów na składankę, która prezentuje cały przekrój zjawiska na kanadyjskiej scenie. Każdy z tych zespołów jest inny, każdy gra heavy z różnymi naleciałościami – od hard rocka przez power, speed, thrash czy black. Łączy ich jedno – wszyscy biją czołem przed klasyką z czasów świetności, wszyscy grają jakby czas zatrzymał się w miejscu. Wszyscy mają gdzieś panujące mody i trendy, młócą dla siebie i sobie podobnych, nie interesuje ich współczesność. Słuchając tej składanki, mam wrażenie, że wsiedli do wehikułu czasu, przenieśli się w lata 1980-1986 i orbitują na swojej ziemi obiecanej.

Płytę otwiera zespół Traveler, chyba najklasyczniejszy z klasycznych. Szybkie tempo, melodia, ograne riffy, chwytliwy refren, trochę galopad charakterystycznych dla Iron Maiden. Nic więcej i nic mniej. Metalian, ze swoim przybrudzonym brzmieniem przenosi nas klimatem do Niemiec i ciągnie w stronę obskurnego speed metalu – nie bez powodu nazwa grupy odnosi się do Iron Angel. Cauchemar proponuje numer po francusku i skręca delikatnie w stronę doom metalu. Jednym z najciekawszych jest Occult Burial, który łączy brudny sound gitar z punkowymi wibracjami i demonicznym wokalem. Skojarzenia z legendarnym Warfare w tym przypadku są jak najbardziej na miejscu. Nie odbiega od nich również Starlight Ritual, choć tu już zdecydowanie więcej heavy metalowej mechaniki spod znaku pierwszego Jag Panzer. Chwilę spokoju daje Freeways, któremu znacznie bliżej do klasycznego hard rocka w stylu późnego Budgie. A dalej znowu szał, bo Barrow Wight modli się do drugiej płyty Venom i jest to modlitwa wyjątkowo żarliwa. Spell to już średnio-szybkie tempa z delikatnym klawiszem w tle i nieco okultystycznym klimatem. Najbrutalniejsza odsłona składanki to Blackrat, który wręcz rzyga wybuchową mieszanką black i thrash metalu, jakiej nie powstydziłby się Desaster, gdyby miał młodego Quorthona na wokalu. Album kończy się tak jak się zaczął – zestawienie zamyka Emblem utworem, który mogłaby nagrać dowolna stara kapela, przeżywająca swój szczyt w 1985 roku.

Tak więc mamy cały przekrój tego, co dzieje się wśród kanadyjskich maniaków tradycyjnego heavy. Słucha się tej kompilacji po prostu fantastycznie, bo mimo mieszanki stylów, całość ma spójny charakter i obcuje się z nią jak z cennym wykopaliskiem. To jak wejście do hermetycznej bańki, do środowiska absolutnie oddanych sprawie freaków. W ich żyłach naprawdę płynie heavy metal, nie ma tu grama sztuczności ani cienia ściemy. Warto choćby na chwilę wkroczyć w ten świat, by poczuć to, czym żyją jego mieszkańcy.

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , .