Vastum – “Orificial Purge” (2019)

Spotkałem się z opinią, że Vastum to najlepszy death metalowy zespół z Kalifornii od czasów Autopsy. Opinię oczywiście utarli fani z tego pięknego stanu, więc raczej należałoby spokojniej podejść do tematu, ale jeśli z uwagą przyjrzymy się drodze, jaką przebył Vastum od początku do momentu wydania Orificial Purge, to trudno się nie zgodzić, że coś jest na rzeczy.

Kalifornijska załoga na swojej czwartej płycie ewidentnie wychodzi z podziemia – zarówno formalnego, rozumianego w sensie wydawniczym i ekspansywnym, jak i stylistycznego, opartego na miażdżących, powolnych riffach, które dusiły się w mocno zatęchłej piwnicy. Do tej pory przeważał zalatujący trupem, ciężki i smolisty doom metal. Na Orificial Purge zespół robi zdecydowany, mocny krok w death metal i rozsadza się w nim jak u siebie. Robotę robią ciągle miażdżące riffy, ale teraz wyraźnie nabrały mięsa. Jest tłusto, jest masywnie, jest bardzo death metalowo. Kombinacje z rytmiką, nieoczywiste twisty sekcji rytmicznej, nawet delikatne flirty z thrash metalowym riffowaniem sprawiają, że mogą się tu odnaleźć fani wszelkiego ścierwa pobłogosławionego przez Chrisa Reiferta, ale i bardziej przystępnych, opatrzonych europejską melodyką gałęzi metalu śmierci. Chłopakom udało się niezwykle zgrabnie połączyć skrajne odmiany gatunku, nadać im cechy przebojowości i ukręcić totalnie hiciarski album (jeśli ktoś nie odleci przy takim I On The Knife, to death metal naprawdę nie dla niego). Jest gęsto od znakomitych riffów i pomysłów, które natychmiast zrobią dobrze każdemu fanowi gatunku, nawet jeśli nie spodziewał się ich po Vastum. Zdaje się górę wzięło myślenie kompozycyjne, a struktury utworów stały się celem, a nie środkiem.

Wszystko wskazuje na to, że wyszedł album idealny w swojej niszy. I w zasadzie tak jest, ale niestety do pewnego momentu. Problem z Orificial Purge polega na tym, że jest zwyczajnie oczywisty. Mimo nawarstwienia doskonałych rozwiązań i kapitalnych pomysłów, które są absolutną kwintesencją death metalu, oblatany słuchacz nauczy się go na pamięć w pół dnia. Vastum bynajmniej nie stawia się w pozycji wytrawnego pokerzysty, od początku wykłada wszystkie karty na stół. Karty bardzo silne, nie dające szans przeciwnikom. Przeprowadza zmasowany atak w pierwszym rozdaniu, nie chowając żadnego asa w rękawie. Wszystko jest jasne od pierwszych chwil, i mimo całej swej doskonałości, nie bardzo jest co odkrywać przy kolejnych spotkaniach z tym albumem. Nie znaczy to, że mamy do czynienia z piękną wydmuszką, ale tak jasne postawienie sprawy nie dla każdego będzie największą zaletą. Z drugiej strony wiemy, że to zabieg całkowicie świadomy, Vastum nie zostawia miejsca na żadne niedopowiedzenia, serwując death metalową katapultę, która jest w stanie wywalić wszystko i wszystkich. I będzie to piękne uczucie, nawet jeśli ta katapulta okaże się urządzeniem jednorazowego użytku.

Ocena: 8/10

 

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .