Verberis – „Vorant Gnosis” (2018)

Z projektem Verberis nie miałem wcześniej styczności, a moją uwagę przyciągnęła okładka tegorocznej EPki zatytułowanej Vorant Gnosis. Materiał w ascetycznym digipaku wydał Pulverised Records. Dotychczas nie wiadomo kto personalnie stoi za tym nowozelandzkim projektem.

Muzyczną bazą tego tworu jest mieszanka black i doom metalu, jednak to nie koniec, bowiem są też momenty ściśle deathowe. Black jest tutaj na przemian wściekły, agresywny  w szybkim tempie, jak i pełen hipnozy oraz momentami w depresyjnej formie.

Na płycie są tylko dwa utwory (Vorant oraz Gnosis) i równie dobrze mogłyby stanowić  jedną rozbudowaną kompozycję, bowiem muzycznie są bardzo spójne, a ta niewielka przerwa tylko niepotrzebnie wybudza słuchacza z mrocznego snu.

Otwierający krążek utwór Vorant w dość lekki i ambientowo-noise’owy sposób wita odbiorcę muzyki, jednak po około 80 sekundach wkraczają ciężkie działa. Mroczny i przerażający wokal momentalnie powoduje uczucie niepokoju czy nawet strachu. Pomimo zmiany tempa od około 4 minuty, muzyka Verberis wciąga niczym oko cyklonu. Jest zwyczajnie niebezpieczna.
W drugiej, niemal 20-mnutowej kompozycji dzieje się zdecydowanie więcej. Od samego początku muzyka buduje niebezpieczne napięcie, które w okolicy 3 minuty pęka i nadaje zdecydowanie szybszy nurt całemu utworowi. Zresztą cała piosenka jest tak skonstruowana, że atmosferyczne partie poprzedzielane są tymi dzikimi, ciężkimi i szybkimi momentami, które pochłaniają słuchacza, dzięki czemu te 20 minut mija niespostrzeżenie.

Produkcja stoi na bardzo dobrym poziomie, instrumenty brzmią selektywnie, w szczególności należy się pochwała za naturalne brzmienie perkusji i ten diabelski głos.

Finalnie ten brudny i surowy black metal z doomowymi i deathowymi dodatkami broni się całkiem dobrze. Ciemną atmosferą nieco przytłacza, z drugiej strony zaś hipnotyzując, paradoksalnie  powoduje uczucie relaksu.

Ocena: 7/10

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , .