Voidhanger – “Dark Days Of The Soul” (2018)

Wielką radość odczułem na wieść o tym, że mogę przedpremierowo odsłuchać najnowszy materiał od Voidhanger. Dark Days Of The Soul, bo taki tytuł nosić będzie trzeci już album tego ansamblu, kurczowo trzyma się obranej wcześniej stylistyki, choć czuć także mały zew świeżości. Priest, Zyklon i Warcrimer serwują nam świetny black metal, który w najlepsze czerpie z agresywnego i szybkiego thrashu. To jest to, czym ta kapela wyróżnia się na bogatej przecież śląskiej scenie. Agonia Records ma tym samym mocnego asa w rękawie, bo album, który już za kilka tygodni trafi na sklepowe półki, brzmi równie dobrze, co wygląda. Jeżeli ktoś lubi zgniliznę, czuje klimat i kolekcjonuje płyty, to od trzeciego marca okładka od Voidhanger będzie mogła zdobić jego regał.
Już od samego początku mamy do czynienia z kwintesencją brzmienia Voidhanger. Dwa pierwsze kawałki, czyli tytułowy Dark Days Of The Soul oraz Death Wish doskonale wprowadzają w dynamiczne tempo albumu, do tego nieźle wpadają w ucho. Chwytliwe refreny prowadzą wokal, który mimo, że wykrzykiwany jest mocno, to dość zrozumiale. Nawet w polskojęzycznym Naprzód Donikąd! wprawiony słuchacz zrozumie tekst przy pierwszym razie. Utwór jest świetnie zagrany – śmiało stwierdzić mogę, że jak na razie to mój faworyt. High on Hate trzyma poziom, będzie idealne na koncerty – cała sala wykrzykująca tytuł utworu pod koniec numeru, to przecież może być najlepsza część show. Man of Dark Secrets ojczystym językiem wprowadza nas w następny dobry utwór, typowo mroczną, blackową jatkę. Tempo nie zwalnia też w kolejnych dwóch numerach The Void is Where The Heart is oraz świetnym War is Certain, Peace is Not. Album kończy na Hailing the Devil in Me, które swoją podniosłością fantastycznie wieńczy album, do tego mniej więcej w połowie kawałka załącza się taki riff, że ciarki odczuwam na całym ciele i hailuje Voidhanger, prosząc o więcej.
Album jest piekielnie dobry i fajnie się słucha zarówno pojedynczych kawałków, jak i całości, zagrany z pazurem, pełen gitarowych smaczków w postaci melodyjnych zagrywek i chwytliwych riffów, które podkreślają energicznie bite bębny. To wszystko pokrywa genialny wokal – chyba jeden z lepszych głosów w kraju – teksty wykrzykiwane są pełnym gardłem w sposób na tyle klarowny, by można było wyłapać praktycznie każdą linijkę. Po pierwszym odsłuchu nowego Voidhanger mam wrażenie, jakby z głośników biła Mgła, do której dołączył Kerry King, a w nagraniach gościnnie udział wzięli wilki z Watain. Dark Days Of The Soul wciąż jednak brzmi bardzo oryginalnie i nadal pachnie Śląskiem – to porównanie jest więc czysto teoretyczne. Panowie z tym albumem dowodzą, że zdecydowanie należy im się miejsce w czołówce polskich, metalowych kapel.

Ocena: 9/10

Tagi: , , , , , , , .