Vomit Of Doom – “Magnus Cruelty” (2016)

Gdy dostaję do recenzji płyty z Południowej lub Środkowej Ameryki, to wiem, że nie będę się nudził. Pierwotny ogień i brutalność bije z tamtej, egzotycznej dla nas, półkuli świata. Tym razem objawienie przyszło z argentyńskiej ziemi. Jeśli ten kraj kojarzy Wam się wyłącznie z tangiem i Messim (a starszym z Maradoną), to pora podkręcić głośniki, by przekonać się, że w bujnej pampie kryją się oldschoolowi metale gotowi nieźle pohałasować!

Vomit Of Doom to typ kapeli, która nie próżnuje – co prawda podczas swej kilkuletniej działalności wypuścili dotąd tylko jedną długogrającą płytę (album Obey the Darkness z 2015), ale dochodzą do tego liczne EPki, single, splity i demówki. Najnowszy mini album zatytułowany Magnus Cruelty ucieszy tych metalmaniaków, którzy lubią konkretne, niewygładzone produkcyjnie, troszkę szalone granie, poddane jednak klasycznym wzorcom wyrosłym z ducha lat 80. Od razu czułem, że będzie dobrze – gdy po otwierającym płytę oszczędnym, ale złowieszczym Intro pojawił się toporny, niezwykle nośny riff gitary w Black Metal Invasion i wtórujący mu charkotliwy głos wokalisty, wiedziałem, że Vomit Of Doom pomoże mi się przenieść do metalowego nieba… Piekła, znaczy się! Mimowolnie zacząłem trzepać głową i wymachiwać dłońmi w takt perkusyjnych uderzeń. I chyba o to chodzi, by muzyka od czasu do czasu nas opętała.

Panowie nie wymyślają nic nowego: mamy tutaj thrashowe przyspieszenia, brudny heavy/speed metal podlany blackowym sosem. Czasem odezwie się klasyczna, piskliwa solówka gitary (Pest of Tomorrow), innym razem nastąpi wściekły atak riffów (Shadow of Tyranny i Eternal Enemy). Zespół umiejętnie potrafi też zwolnić, by nieco urozmaicić zgrzebną strukturę kompozycji (Sodoma Conquest). Ważne jednak, że kawałki mają w sobie nośność i autentyczność.

No właśnie, w przypadku EPki Magnus Cruelty naturalność wydaje się być słowem kluczem, które otwiera drogę do przedsionków metalowego piekła. Proporcje programowego brudu i czytelności, niepokornej siły i chwytliwości, udało się wyważyć doskonale, przy jednoczesnym braku jakiegokolwiek koniunkturalizmu. Ja lubię udane powroty do przeszłości i umiejętnie sięganie do skarbnicy sprawdzonych patentów, które użyte z pasją, mogą mieć olbrzymią siłę rażenia. Vomit Of Doom posiadł arkana czarnej sztuki wywoływania duchów dawnej metalowej szkoły, materializujących się z pomocą obskurnych riffów.

ocena: 9/10

 

 

 

Tagi: , , , , , , , , .