Vortex of End – “Ardens Fvror” (2019)

Vortex of End przez lata potwierdzali to, że swój materiał nagrywają profesjonalnie i z właściwą gatunkowi wściekłością. Choć zespół konsekwentnie utrzymuje swój black metalowy – często z elementami death – repertuar na wysokim poziomie, to od pewnego czasu niekoniecznie serwuje słuchaczom muzyczne przełomy. Sprawa ma się nieco inaczej na ich najnowszym albumie zatytułowanym Ardens Fvror.

Francuzi rozpoczynają płytę klimatycznym, wręcz rytualnie brzmiącym BFTIVV. Intro płynnie przechodzi w Venomous Triangle, gdzie mamy już do czynienia ze ścianą dźwięku i wokalem, który momentami przeradza się we wrzask, a innym razem w skrzeczący, przeszywający growl. Ponadto już na początku uwagę przykuwa zróżnicowane tempo stanowiące swoiste przeciwieństwo chwytliwej, ale przewidywalnej młócki poprzednich wydawnictw.
Na Ardens Fvror zespół umiejętnie radzi sobie z zabiegiem nagromadzenia dźwięków i przeplatania gęstej atmosfery z powolnymi pasażami, które wprowadzają do muzyki przestrzeń. Ta interesująca dynamika sprawia wrażenie, jakby muzyka była żywym organizmem, oddychającym i pulsującym złowieszczą energią.
Wraz z kolejnymi utworami słuchacze mogą ponownie uświadczyć podobnego zabiegu ściany dźwięku zestawionej ze złowrogo powolnymi partiami, przez co konkretny utwór nie zawsze wyróżnia się na tle innych tak jak powinien. Do bardziej zróżnicowanych kompozycji można jednak zaliczyć siedmio- oraz ośmiominutowe kawałki, świadczące o tym, że Vortex of End potrafią właściwie wykorzystać czas wyznaczony na poszczególne utwory. Przykładowo w trwającym ponad 8 minut Ira Dei walcowata ciężkość doskonale pozwala wybrzmieć w marszowym tempie utworu, z kolei na Voraciovs Egregore mamy do czynienia z większą ilością popisów gitar, a zespół rozpędza się wraz z kolejnymi dźwiękami wydobywanymi z niemiłosiernie katowanych instrumentów.
Pomimo paru niedoskonałości, albumu najzwyczajniej w świecie całkiem dobrze się słucha, a czas spędzony na zapoznawaniu się z Ardens Fvror nie jest czasem straconym. Zebrane na krążku utwory mają łącznie 50 minut i słuchane ciągiem od pierwszego do ostatniego mijają dość szybko, zwłaszcza biorąc pod uwagę zdolność zespołu do komponowania stosunkowo długich numerów.

Podczas wielokrotnego przesłuchiwania wydawnictwa często nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że chociaż Vortex of End prezentują swój materiał w ciekawszy sposób, niż robili to dotychczas, potencjał zespołu wciąż nie został w pełni wykorzystany. Może nie zapowiada się na to, żeby w najbliższym czasie Vortex of End zmienili oblicze black metalu, ale na ich najnowszym, bardzo zresztą spójnym albumie można uświadczyć charakterystycznej dla zespołu bezkompromisowości i zaciekłości, która słuchaczy gustujących w tym gatunku powinna usatysfakcjonować.
Ardens Fvror mimo wszystko warto posłuchać – oczywiście pod warunkiem, że ktoś gustuje w demonicznym wokalu, ostrych dźwiękach i jadowitych riffach, z czym zwolennicy black metalu są jak wiadomo doskonale zaznajomieni.

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , , .