Walfad – “Colloids” (2018)

Walfad, albo jak też kto woli We Are Looking For A Drummer, to młoda zarówno stażem, jak i wiekiem kapela z Wodzisławia Śląskiego, parająca się rockiem progresywnym. Chłopaki są obecni na scenie ledwie od siedmiu lat, ale tempo mają imponujące – jeszcze dobrze nie opadł kurz po wydanej dwa lata temu Momentum a już mamy w rękach ich najnowsze, czwarte dziecko pod tytułem Colloids. A w tak zwanym międzyczasie lider kapeli Wojtek Ciuraj zdążył dać światu swój solowy album!

Najnowsza płyta ma dwie odsłony, jest dostępna w wersji polskiej i angielskiej. I obu naprawdę dobrze się słucha, co nie zawsze jest regułą. Walfad, mimo szaleńczego tempa pracy, robi spory skok do przodu – mam wrażenie, że żaden wcześniejszy album nie był tak przemyślany i spójny. Mimo bogactwa brzmień, mieszaniny różnych szkół, wpływów bluesa, hard rocka, a nawet jazzu, nad całością wisi dobrze wyczuwalna myśl przewodnia, która spaja dźwięki w progresywny monolit.

A dzieje się tu naprawdę sporo. Oniryczne intro świetnie wprowadza w klimat, a potem już mamy niemal czysty chemicznie prog – krótkie gitarowe solo oparte na mocnym rytmie, kilka zwartych riffów i organy Hammonda tworzą prosty, lecz całkiem chwytliwy numer (W Kotle). Śmigający po różnych stacjach radiowych Synowie Syzyfa to pierwsza spora niespodzianka, bo numer oparty jest na dźwiękach mandoliny (!), spod której stopniowo przebija się typowo rockowa gitara wraz z przyśpieszającym tempem. Do tego kapitalna melodia i przebój gotowy. Tytułowy numer to podzielona na trzy części mini suita, ukazująca pełnię możliwości zespołu. Po nastrojowym, balladowym wprowadzeniu, ujawnia się dryfujący nad delikatnymi dźwiękami gitary mrok, przywołujący z jednej strony takie marki jak RPWL, z drugiej klasykę gatunku, głównie spod znaku Camel, by odjechać w stronę rozbuchanego bluesa. Promująca płytę Rdza również opiera się na bluesowym patencie, choć już nieco delikatniejszym, spokojniejszym, by pod koniec wybuchnąć doskonale uzupełniającymi się gitarowo-organowymi pasażami. Chyba największe wrażenie robi Brudne Pisanie, w którym gitarowa ściana dźwięku zderza się ze smutnym klawiszowym motywem, posępnymi melodiami i świetną gitarową solówką.

Jest w tej muzyce jakaś głębia, dużo delikatności, wymykająca się wszelkim schematom melodyka. Mimo, że Walfad celuje raczej w spokojniejsze tony to wie, kiedy pokazać pazur i połączyć moc z ciszą i mrok z weselszymi dźwiękami. Wojtkowi Ciurajowi (który jest kompozytorem prawie wszystkich utworów i autorem wszystkich tekstów) udało się zamknąć kosmiczną atmosferę w niespełna 40 minutach, a do tego trzeba talentu. Bez dłużyzn, bez mielizn, wszystko na swoim miejscu. Po jednorazowej przygodzie z tym albumem raczej wiele w głowie nie utkwi, ale od takiej muzyki nie ma co oczekiwać jakiejś przebojowości. Na pewno zostanie dobre wrażenie i dobrze rozumiany niepokój, nakazujący jak najszybsze wciśnięcie klawisza repeat.

Ocena: 7/10

 

Rafał Chmura

Rafał Chmura

Im dłuższa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Latest posts by Rafał Chmura (see all)

Tagi: , , , , , .