Weird Tales – “The Fall” (2018)

Słowo weird w odniesieniu do muzyki najczęściej działa na mnie jak magnes. Sam często go używam, kiedy mam problem z dookreśleniem czegoś. Nie inaczej było tym razem – nie dość, że dziwne, to jeszcze opowieści, więc ciekawość wzięła górę.

Pod tym fajnym szyldem ukrywa się wesołe warszawskie trio. Mówią, że spotkali się, aby generować ciężkie psycho-dźwięki. No i generują. Efekt ich działań to Weird Tales i Shiny Void – dwie EPki, które ukazały się w zeszłym roku w formie cyfrowej. Luty roku bieżącego przyniósł The Fall, pierwsze fizyczne wydawnictwo grupy, które jest ni mniej ni więcej, tylko kompilacją obu wcześniejszych EPek.

Ciężkie psycho-dźwięki, jakimi raczy nas Weird Tales, to diabelski mix wszystkiego, co można wrzucić do wora z napisem doom, sludge i psychodelic ze wszelkimi przymiotnikami. Pierwsze trzy utwory (całość Weird Tales) to ciągnąca się jak smoła z diabelskiego kotła smuga ciężkich, przesterowanych, podlanych stonerowym sosem riffów. Chłopaki jadą trochę pod klasykę spod znaku Saint Vitus, przynajmniej jeśli chodzi o tempo i szkielet utworów. Jednak dociążenie znacznie mocniejsze, co kieruje skojarzenia w stronę Electric Wizard. To tylko ogólne odniesienia, bo warszawiacy bardziej stawiają na klimat, hipnozę i przeniesienie słuchacza w wyższe stany świadomości. Lepiej uwidacznia się to w drugiej części płyty (całe Shiny Void), gdzie jest jeszcze wolniej, jeszcze ciężej i jeszcze bardziej psychodelicznie. Wszystko się wije, jest rozwleczone, a riffy spadają jak gromy – taki odjechany doom metal w klimatach slow-motion. Można się całkowicie zatracić w tych dźwiękach, bo wystarczy zamknąć oczy i dać się ponieść wibracjom mocno podlanym kwasem i zielskiem. Odlot gwarantowany, ahoj przygodo. Ciemna noc, idziemy przez las w bliżej nieokreślonym celu, rozglądamy się z lekkim przerażeniem. Czarna mgła osnuwa nas jak pajęcza sieć. Nadstawiamy ucha, bo dźwięki coraz bardziej przeszywające umysł, ale minie trochę czasu zanim zorientujemy się, że śmieje się z nas upalony diabeł….

Klimat można ważyć na tony, a gęstość samej muzyki kroić nożem. Wydanie tej kompilacji było bardzo dobrym pomysłem, bo świetnie się tego słucha jako całości. Może się wydawać, że trochę za długo, ale nic z tych rzeczy. Co prawda płyta wdepcze ciało w glebę i przyrzuci głazem, ale zabierze ducha na wyjątkową wycieczkę. To proste dźwięki, proste środki, ale już miliony razy udowadniano, że w prostocie siła.

Koniec końców The Fall to prawie godzina znakomitej muzy, której po prostu trzeba dać się porwać. Cieszcie się nią i radujcie. I nadstawiajcie uszu, bo zespół jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w tym roku.

Ocena: 8/10

 

Rafał Chmura

Rafał Chmura

Im dłuższa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Latest posts by Rafał Chmura (see all)

Tagi: , , , , , .