Weltering in Blood – “Rise of the Necronaut” (2015)

Pamiętacie imć Foga, twórcę miliona projektów muzycznych, takich jak Norman Shores, Obscurite, Rex Mundi czy Ulfbehrt, które recenzowaliśmy już częściowo na łamach Kvlt Magazine? Pamiętacie nieco nudnawe i monotonne, smętne dźwięki sygnowane logami dwóch pierwszych z wymienionych projektów? Jeśli tak, to zapoznajcie się ze znacznie ciemniejszym obliczem szanownego Françoisa Roux Vecchiala.

Nie będę ukrywał, że debiut jednoosobowego projektu Weltering in Blood przeleżał nieco na mojej półce z kilku powodów. Po pierwsze, twórczość Foga, która na początku nieco mnie zainteresowała, po pewnym czasie przejadła mi się doszczętnie. A po drugie… No cóż… Przeczytajcie.

Rise of the Necronaut to zupełnie inna bajka niż Le Tombeau de Brume Norman Shores – pierwszy słyszany przeze mnie album Foga. W związku z powyższym jest to także zupełnie coś innego niż Contemplantiony Obscurite, na których wyczerpała się moja chęć słuchania żabojada. Na Rise of the Necronaut wreszcie słychać, że w muzyku z Normandii krew potrafi płynąć nieco żwawiej, a iskierka życia tli się w nim światłem nie tylko dogasającym. Tym razem od pierwszego do dziesiątego utworu, czyli przez niecałe pięćdziesiąt minut, Fog częstuje nieprzerwaną nawałnicą dźwięków. Linia perkusji to istna burza z piorunami i jednocześnie jeden z mocniejszych punktów na płycie. Szkoda tylko, że jeśli chodzi o sekcję rytmiczną, to ta nawałnica jest trochę zbyt jednolita, trochę zbyt miarowa i mało zróżnicowana. Jest także partia gitary, bardzo wyrazista i podobnie jak w przypadku bębnów – niezbyt skomplikowana. Melodyka raz sztampowa i niezmiernie przewidywalna, miejscami wręcz dziecinnie prosta. Innym razem zaś gitary zaskakują ciekawymi aranżami i wartkim tempem. Gorzej z solówkami. Płytę wieńczą rozbudowane partie wokalne, czyli growl pełną gębą. Raz szybki, jadowity, szczekliwi, a czasami powolny o śmiertelnym zabarwieniu.

Ciężko na albumie wybrać utwór najlepszy, takie są wszystkie do siebie podobne. Chociaż ostatni NuclearSadoMasoWar wydaje się jedną z ciekawszych propozycji. Natomiast przeciwny biegun (nie tylko na płycie) zajmuje otwierający krążek Hellish House of Pain – totalna masakra zmiksowana na końcu blenderem.

Wytwórnia Ossuaire Records zajmuje się głównie wydawaniem projektów Foga. Niestety płytą Rise of the Necronaut nie powiększa swoich szans na zostanie Nuclear Blastem.

Ocena 5,0/10,0.

Tagi: , , , , , , , , .