Whalesong – “Gateway” (2019)

Whalesong to jedna z ciekawszych grup na polskiej scenie muzycznej, nie tylko metalowo-alternatywnej. Zespół, który ostatnio skurczył się do duetu, ma za sobą m.in. jeden premierowy,  pełny album, który ukazał industrialną maszynę zakutą w metalową zbroję, gotową siać dźwiękową zagładę. Gateway, najświeższa odsłona duetu to EP-ka, która ma rozbudzić apetyty przed powoli zbliżającą się drugą płytą, o której już wiadomo, że będzie kolosem z całą paletą bardzo ciekawych gości.

O ile Disorder można było postrzegać, jako polską odpowiedź na takie marki jak Scorn (z czasów, kiedy jeszcze był zespołem), czy nieco już przykurzone Meathook Seed i Blood From The Soul (w obu udzielał się m.in. Shane Embury z Napalm Death), tak Gateway całkowicie zrzuca z siebie metalowy pancerz, proponując dwa skrajnie różne w formie, ale podobne w wydźwięku dwunastominutowe utwory.

Pierwsze takty Gateway to minimalistyczny, industrialny kosmos. Wita nas bliżej niezidentyfikowany szum oparty na dudniącym rytmie generowanym prawdopodobnie przez jakiś przemysłowy odpad, który zamienia się w delikatne, nieco ambientowe tło, przypominające odgłosy rodem z odległych galaktyk na przemian z dźwiękami z walcowni w hucie stali. A nad tym wszystkim maszynowa, odczłowieczona, wokalna recytacja, kojarząca się z okresem, w którym Mick Harris pozbywał się kolegów, zamieniając Scorn w jednoosobowy projekt.

I Am Not Here, w porównaniu z pierwszym utworem, rozpoczyna się jak pogodna, pachnąca neofolkiem piosenka. Zapętlony motyw, który brzmi jakby był wygrywany na jakimś dziwnym wynalazku zmiksowanym z gitary elektrycznej i dzwonów rurowych, ciągnie się przez cały czas trwania numeru, a jego tło to dość delikatne piski i zgrzyty, które zaczynają przypominać odgłosy natury. Czuć tu leśno-łąkowe inklinacje Death In June, ale melodyka zbliżona do środkowego Swans nijak nie pozwala zamknąć tych dźwięków w sztywne ramy. Jeśli Gateway to industrialny kosmos, to I Am Not Here można sobie wyobrazić jako Ziemię z punktu widzenia obcych. 

Pozorna monotonia bijąca z muzyki Whalesong nie nuży ani przez sekundę, otaczając słuchacza nimbem tajemnicy, od której można się odbić jak od trampoliny i przenieść w dwa skrajne światy. Wyobraźnia Michała „Neithana” Kiełbasy i Grzegorza Zawadzkiego wydaje się nie mieć granic, a sztukę zaintrygowania odbiorcy z każdą odsłoną opanowują do perfekcji. Jeśli wcześniej ktoś był głodny nowej, pełnej płyty Whalesong, to po Gateway żołądki mogą przyrosnąć do kręgosłupów. Szkoda tylko, że jak na razie mało komu przyjdzie cieszyć się tym materiałem w pełnej formie – najnowsza EP-ka została wydana na dziesięciocalowym, ściśle limitowanym winylu, którego nakład został wyprzedany jeszcze przed premierą. 

Ocena: 9/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .