Whiskey Ritual – “Black Metal Ultras” (2019)

Włoski kwartet ukrywający się pod wdzięczną nazwą Whiskey Ritual do swojego czwartego już albumu równie wdzięcznie nazwanego Black Metal Ultras przyciągnął mnie dosyć łatwo… nazwą, żerując na mojej niedawno odżyłej miłości do pewnego trunku oraz obietnicy iście pseudokibicowskiej sieczki, jaka miała wypłynąć z głośników. Szczerze powiedziawszy, początkowo myślałem, że ta kapela to po prostu black’n’rollowy żart, który zaszedł o tyle daleko, że ma już na koncie cztery albumy. Lektura jakże ciekawych tekstów napisanych przez Włochów (seks, łatwe panienki, narkotyki, tani alkohol, narkotyki, szatan, droższy alkohol, i tak w kółko) tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła. Wrzucając jednak krążek do odtwarzacza, przeżyłem małe zaskoczenie – muzyka Whiskey Ritual choć oczywiście zrobiona „z jajem” jest na tyle dobra, że do ich czwartego longplaya wrócę jeszcze przynajmniej kilka razy.

Choć oczywiście do tuzów gatunku takich jak Entombed, jego kontynuacja, początki Kvelertak bądź Satyricon z czasów Now, Diabolical czy Volcano Black Metal Ultras się po prostu nie umywa, to nie idzie Włochom odmówić swoistej przebojowości swoją prostotą momentami nasuwającej skojarzenia chociażby z Motorhead. Żeby jednak do tego dotrzeć, trzeba przejść przez otwierające krążek In the Army of Hell oraz numer tytułowy, które to ze zwrotu black’n’roll zdecydowanie wybierają jego pierwszy człon. Dobrze, że są to jedyne bardziej blackowe utwory na płycie, gdyż są one mało porywające. Prawdziwa zabawa zaczyna się później. Dość powiedzieć, że zespół spełnia nawet tę „kibicowską” obietnicę, serwując w 666 Problems linie wokalne momentami łudząco przypominające to, co można usłyszeć na niejednym stadionie.

Oczywiście brzmienie mogłoby być lepsze, chociaż wydaje mi się, iż ten brud i surowość nie tyle są związane z brakiem odpowiednich zasobów finansowych, co po prostu są celowym działaniem zespołu. Mógłbym ponarzekać również na wokal Doriana Bonesa momentami brzmiący jak „ekstremalny Lemmy” oraz fakt, że jest to raczej prosta i mało skomplikowana muzyka. Jak już wspominałem przy okazji ostatniej recenzji, czasami siła tkwi w prostocie, a Black Metal Ultras to kolejny album, który generalnie tę tezę potwierdza.

Trzydzieści cztery minuty (oprócz ośmiu utworów wymienionych w trackliście na krążku znajduje się również cover Denim Demon oryginalnie autorstwa innych jajcarzy, tym razem tych z Turbonegro) mijają szybko i bezboleśnie, a Włosi przez ten czas dostarczają całkiem niezłej rozrywki. Chociaż wiem, że ubiegłoroczny album Whiskey Ritual zapewne najlepiej wchodzi przy szklaneczce czegoś mocniejszego, to ja wybieram rezygnację z tej możliwości i umieszczę go w swoim samochodzie. Po czym ruszę na podbój okolicznych szos – przy tych dźwiękach na pewno będzie to sama przyjemność.

Ocena: 7/10

Whiskey Ritual na Facebooku

 

Łukasz W.

Tagi: , , , , , , .