Wieloryb – “1” (1994/2018)

Na początek garść historycznych faktów, bo bez nich ani rusz – gdańska formacja Wieloryb wydała w 1994 na kasecie autorski materiał 1, który zdobył uznanie zarówno krytyków (nominacja do Fryderyków), jak i zainteresowanej elektroniczno/industrialnym graniem publiczności. Formacja zyskała status kultowej, a niewielki nakład wydawnictwa rozszedł się bardzo szybko. Dzisiaj kaseta to kolekcjonerski rarytas. Tym wszystkim, którzy chcieliby powspominać dawne czasy, albo po prostu zapełnić luki na stojakach z płytami, wytwórnia Reqiuem Records wychodzi naprzeciw. Debiutancki album Wieloryba – po uprzednim masteringu, którego podjął się Marcin Bociński – został właśnie wznowiony na CD i winylu.

Czy nagrania zachowały swą moc, a może ta zwietrzała przez lata ewolucji elektronicznych brzmień? Nie od dziś wiadomo bowiem, że to, co nowoczesne, nowatorskie, przełamujące muzyczne bariery, starzeje się najszybciej. Z drugiej zaś strony dzięki modzie na pewne elektroniczne retro nawiązania, niektóre brzmienia wracają często do łask, a wręcz ponownie wydają się świeże. Zapewniam, że płyta 1, choć nie może powalać z taką samą siłą, jak w połowie lat 90., wciąż broni się, nawet bez historycznego kontekstu. Wieloryb pokazał ćwierć wieku temu autorskie wariacje na tematy muzyczne zarysowane przez takich artystów jak Nitzer Ebb, Front 242 czy Skinny Puppy. Przypomnę, że tamci już w latach 80. prezentowali pełną dojrzałość twórczą i intrygowali bezkompromisowym wykorzystaniem elektroniki. A zatem Wieloryb to kolos, który stanął na barkach olbrzymów, by z wysokości, z wypiętą dumnie piersią, spojrzeć na industrialne pejzaże.

Zwłaszcza porównania do legendarnych Kanadyjczyków ze Skinny Puppy wydają mi się najbardziej zasadne, bo oprócz charakterystycznego odhumanizowanego, mocnego, elektronicznego brzmienia, całość podszyta jest pewnym nowofalowym, zimnym, a zarazem mistycznym klimatem – słychać to już w otwierającym 1 Crash Out. Wybrzmiewa w utworach Wieloryba metaliczne (nie mylić z metalowym) uderzenie, jakby ktoś spacerował pośród wraków Decepticonów i okładał łomem ich rdzewiejące pancerze (Bum Bum – Sorry Up, Coma–Aktiv). Ale to nie wszystko. Odpowiedzialny za sample Robert Suszko i stojący za bębnami Paweł Kmiecik czasem tworzyli brzmienie jak przesterowana ścieżka dźwiękowa ze starej gry na Amigę (Prowe Lead Me), innym razem bardziej transowo i onirycznie próbowali łechtać ucho słuchaczy (Mad Man, Something Elastic), by zaskoczyć na koniec psychodelicznymi eksperymentami i muzycznymi cytatami, o które byśmy ich nie podejrzewali (Cavalcados).

Oczywiście taka dawka industrialnej, programowo hipnotycznej, zdehumanizowanej elektroniki nie dla wszystkich będzie strawna i nie każdy wejdzie z nią w dialog z radością. Choć trzeba rzeczywiście przyznać, że zespół w tej anty-przebojowej konwencji wypada nie raz całkiem chwytliwie ((She’S) Automatic), czasem wręcz przywołując dalekie echa twórczości Depeche Mode (Puge I Is Herei). Nawet jeśli niektóre fragmenty trącą już myszką – ale tylko niektóre, bo w naszych zrobotyzowanych czasach pewne koncepcje muzyczne wciąż wydają się aktualne – to na pewno wciąż spore wrażenie robią wokale. Głos Macieja Żabczyńskiego mutuje, przybiera groźne i wrzaskliwe formy, kusi i odstrasza zarazem. A zatem nawet jeśli maszyny się starzeją, to pierwiastek ludzki pozostaje najbardziej witalny.

Warto sprawdzić album Wieloryba. Niektórzy, niczym biblijny Jonasz, znajdą w jego trzewiach wygodne schronienie – inni, zorientowawszy się, że to mechaniczna poczwara rodem ze snów kapitana Nemo, będą chcieli czym prędzej uciec. Nic dziwnego, płyta 1 nie miała zawładnąć sercami mas, tylko nielicznych zmusić do chorych pląsów.

ocena: 8/10

Requiem Records na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , .