Wolf Spider “V” (2015)

Jaki jest przepis na świetną płytę? Część pewnie powie, że najważniejsze są emocje; ktoś inny wskaże na klimat; pojawią się zapewne głosy, że jednak najważniejsza będzie innowacyjność i wytyczanie nowych ścieżek. Ja jednak podpiszę się pod stwierdzeniem, że najważniejszym składnikiem świetnej płyty są po prostu świetne piosenki. I takim też tropem poszedł na swoim piątym albumie Wilczy Pająk.

Zanim jednak przejdziemy do sedna, czas na retardację. Skoro mogą być w książkach, czy serialach, to czemu nie w recenzji? Jeżeli nazwa Wolf Spider niewiele wam mówi, to wyjaśnię, że mamy do czynienia z absolutną legendą metalowego grania w Polsce. Pech chciał, że nie zdobyli takiej popularności, jak Kat czy Acid Drinkers, co nie znaczy, że na nią nie zasłużyli. Wielu dziennikarzy i fanów uważa ich trzecią płytę, Kingdom Of Paranoia, za jedną z najwspanialszych thrashowych pozycji, jakie kiedykolwiek zostały nagrane. Sam uważam, mimo że Kingdom… słucham na klęczkach, że jest jednak album jeszcze lepszy- Drifting in the Sullen Sea. Nie zgadniecie jednak, kto jest jego autorem? Oczywiście, że Wolf Spider. Mamy więc do czynienia z kapelą naprawdę wyjątkową. Nie można zatem nie zapoznać się z ich nową, pierwszą od 24 lat, płytą. Tym bardziej, że efekt jest naprawdę przedni.

Ojcem sukcesu jest Piotr Mańkover Mańkowski. Skomponował 8 z 13 utworów, napisał 4 teksty, był producentem V, album także nagrywał, miksował i poddał masteringowi. Sporo w warstwie muzyczno-słownej dorzucił drugi współzałożyciel Pająków, czyli Maciej Jeff Matuszak. Twórczą inwencją wykazał się także “ten nowy”, czyli wokalista, Maciej Rocker Wróblewski. Beata Polak i Mariusz Maryś Przybylski może i niczego nie skomponowali, ale zaaranżowali tak wyborną sekcję rytmiczną, że pominięcie ich roli byłoby niedopuszczalne.

Wolf Spider od lat słynął z grania metalowego, soczystego, ale też nieoczywistego i nieźle zakręconego. I taka też jest nowa płyta, zawiera wszystkie Pająkowe cechy charakterystyczne- ani przez sekundę nie mamy wątpliwości z jakim zespołem mamy do czynienia. Z drugiej jednak strony płyta jest na wskroś współczesna, świeża i dobitnie pokazuje, że mamy do czynienia z kapelą, która wie, że mamy rok 2015. Idealne połączenie nowego z tradycją. Świetnie oddaje tego ducha okładka, której przyznam nie lubiłem, dopóki nie usłyszałem muzyki i nie zrozumiałem jej sensu.

Nie jest ważne, czy to jeszcze jest techniczny thrash, czy już nie. Nieważne, czy bardziej przypomina Nevermore i Mekong Delta, czy może raczej Annihilator i Dream Theater. Ważne na V jest coś innego: doskonałe, mocne riffy; fantastyczne solówki; liczne basowo-perkusyjne smaczki, rewelacyjne zwrotki i zapadające w pamięć refreny. Sporo tu zabaw z rytmem, harmonią i klimatem, ale nigdy nie cierpi na tym chwytliwość materiału. Pomimo niemałej ekwilibrystyki, która pokazuje jak doskonałymi muzykami są członkowie Wilczego Pająka, nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z piosenkami, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie potrafię wskazać najmocniejszego numeru w tym zestawie, każdy bowiem ma to coś, dzięki czemu momentalnie zaczynamy grać na air guitar, wystukiwać rytmy na kolanach i machać głową, powtarzając sobie w myślach “taaaak, to jest to!“.

Słowa uznania należą się także za teksty, ukazujące szerokie spektrum życia współczesnego człowieka. Ambicje, błędy, pragnienia, nałogi, emocje- słowem wszystko to, co towarzyszy nam co dnia. Warto ze spokojem poczytać książeczkę z lirykami. Sam w niektórych momentach wciskałem pauzę, aby móc dłużej pomyśleć o niektórych zagadnieniach.

Jest jednak jeden aspekt, który mnie nie przekonuje- wokale. Nigdy już chyba nie stanę się fanem głosu Maćka Wróblewskiego. Świetne w jego śpiewie jest to, że używa różnych środków wyrazu, bawi się głosem. Potrafi ryknąć, zaśpiewać nisko, innym razem brzmi, jakby o czymś spokojnie opowiadał. Ok, w żadnej roli nie przekonuje mnie w stu procentach, ale trzeba oddać, że jest tak różnorodny, jak muzyka. Kiedy jednak wchodzi w wysokie rejestry… Przepraszam, ale ja odpadam. Brzmi to wtedy, jak jakiś hejwi pałer metal. Ja do płyt z taką muzyką nawet z kijem nie podchodzę, więc ciężko mi się słucha niektórych fragmentów. Kiedy leci Phoenix, zastanawiam się, czy Rocker śpiewa tak na poważnie, czy sobie po prostu jaja robi. Nie ma w tym mocy, nie ma zadziora. Czekam aż zespół wyskoczy z szafy, zakrzyknie “mamy cię!” i wręczy mi wersję z normalnymi wokalami, ale nic takiego się nie dzieje. Czytałem jednak kilka recenzji V i nikt na głos Maćka nie narzekał, mało tego, często jest chwalony, więc może to ze mną jest coś nie tak? Nie będę jednak krył, że tęsknię za Jackiem Piotrowskim za mikrofonem.

Ocena: 9/10

Tagi: , , , , , , , , , , , , .