World Untouched By Mankind – “The Forests Are Old With Grief” (2004/2018)

Krótką odyseję z albumami wydanymi przez niezależną amerykańską wytwórnię Pacific Threnodies pora zakończyć – przynajmniej z punktu widzenia recenzenckiego, bo przyznam, że parę ich propozycji mnie zaciekawiło na tyle, że od czasu do czasu przykładam ucho do bandcampowego kanału, lubujących się w smutnych dźwiękach Kalifornijczyków. Wcześniej miałem już okazję odnosić się do wybitnie undergroundowych projektów z tej stajni, czyli life i Trollkjerring. W przypadku World Untouched By Mankind również nie mogłem narzekać na brak sporej dawki artystycznego indywidualizmu, choć trzeba przyznać, że ze wszystkich trzech propozycji ta wydaje się najbardziej konwencjonalna i bezpieczna (niechaj słuchacze zdecydują – czy to wada, czy zaleta).

Na albumie The Forests Are Old With Grief mamy do czynienia z bardziej przystępną muzyką, choć niosącą z sobą dawkę mroku, tajemnicy, naturalnego minimalizmu, odstraszających tych, którzy szukają w kontakcie z dźwiękami jakiejś dawki pobudzającej energii. To propozycja introwertyczna, absolutnie niekomercyjna, nagrana z indywidualistycznej potrzeby ukazania skrawka własnego świata poprzez klimatyczne dźwięki. Pochodzący z Kalifornii i kryjący się pod pseudonimem Night – artysta w swoim muzycznym Curiculum Vitae ma też m.in. jednoosobowy, black metalowo/dark ambientowy, miejscami akustyczny i eksperymentalny projekt Procer Veneficus, z którym wydał kilka albumów – zaprasza słuchaczy do wspólnej kontemplacji. Tematem jest natura, jej nieskazitelne piękno i złowroga siła, środkami wyrazu zaś syntezatorowe dźwięki, które doskonale wpisują się w stylistykę dungeon synth/dark ambient.

Proste, czasem bardzo proste motywy, podawane w towarzystwie równie monotonnego, hipnotyzującego tła (z lekkimi przeobrażeniami) tworzą całość odrywającą słuchacza od codzienności. Nie detale jednak decydują o powodzeniu tej muzycznej misji, a efekt końcowy. Ilość nut i pomysłów jest sprawą drugorzędną, jeśli artyście udało się zbudować pewien klimat, a tak właśnie jest w przypadku The Forests… Ktoś może się zżymać na niezbyt szeroką skalę serwowanych pomysłów, z drugiej zaś strony Night dość skutecznie porusza się w obranej (z serca i duszy) stylistyce. A że swoista artystyczna asceza jest znakiem rozpoznawczym stylu – nie ma na co specjalnie ponarzekać. Nawet jeśli World Untouched By Mankind nie prezentuje nic szczególnie rewolucyjnego, to przynajmniej nie powoduje wrażenia przesytu. Ot, snują się nam te kompozycje, ale snują w sposób, który pozwala odpłynąć.

Album został pierwotnie wydany w 2004, a Pacific Threnodies wznowiło ten materiał (choćby na limitowanej mocno kasecie, w bliskim naturze kolorze zielonym). Można oczywiście stawiać mniej lub bardziej surowe noty propozycjom tej wytwórni, ale jedno trzeba przyznać – wydają muzyką rzeczywiście niezależną, pozbawioną komercyjnego sposobu myślenia, bez oglądania się na konwenanse w artystycznym świecie. Takie właśnie inicjatywy warto wspierać w undergroundzie, więc koniecznie przejrzyjcie katalog Pacific Threnodies. Znajdziecie tam rzeczy lepsze i gorsze, ale na pewno jakieś, wyraziste, kontrowersyjne, tworzone z potrzeby, a nie dla dolarów.

Ocena: 7/10

Pacific Threnodies na Facebooku

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , .