Wotan Solv – „Сны Бальдра” (2016)

Nie wiem jak to jest, ale spośród półtora tysiąca płyt, które posiadam w swoich zasobach, tylko dwie nie chcą się odtwarzać. Jedna z nich to rosyjski kwartet Show Me a Dinosaur, a druga to właśnie Wotan Solv – kapela pochodząca również z kraju socjalistycznej pieriestrojki. No nic, może to zbieg okoliczności, a może jakaś kapitalistyczna dywersja. Jakimś cudem udało mi się zawartość tego krążka zgrać na komputer i posłuchać we względnie komfortowych warunkach – oryginalna płyta przycina się co chwilę, robiąc sekundowe przerywniki.

Te sekundowe przerywniki powodowały, że nie byłem w stanie dosłuchać nawet do połowy pierwszego kawałka.

Niestety w wersji ciągłej wiele lepiej nie jest. Jakość jak z Kasprzaka lub Wilgi, i to ustawionej w środku jakiegoś wypizdowa. Nic nie słychać, a to, co uda się zrozumieć, nie trzyma się kupy ani trochę. Ni krzty w tym melodyki, ciągów przyczynowo skutkowych czy spójnego konceptu. Toż obśmiana przez cały Internet  Betonomieszałka jest przy tym pozycją co najmniej interesującą. A dalej równia pochyła. A czasem nawet dół. Zgniłą wisienką na tym rozdeptanym torcie jest wokalista – beztalencie numer jeden, kładący kolejne kawałki ze skutecznością Chucka Norrisa stosującego sławetny półobrót.

Gdzieś w połowie albumu opuszczam ten fekalny brodzik. Takiego łajna nie słyszałem chyba jeszcze nigdy (no, może poza wczesnym Abruptum, ale i to jest chyba lepsze od tych krymskich wymiocin). A tak pięknie zapowiadała się ta płyta. Po naprawdę ślicznej okładce…

Ocena: 1,0/10,0.

Tagi: , , , .