Wraithrest – „Path ov the Raven” (2018)

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem dźwięki Path ov the Raven, poczułem dreszcze na skórze. Powodem tego był klimat, jaki Wraithrest zbudowali na swojej płycie – mroczny i szaleńczy zarazem. Ale wypadałoby zacząć od początku.

Wraithrest to niezwiązany jeszcze z żadną wytwórnią duet z Włoch, powołany do życia przez piekielne małżeństwo Candy i Nullifer Bones w 2017 roku z prochów ich wcześniejszego projektu o nazwie Abaddon. Duet ten jest jednocześnie odpowiedzialny za projekt Spectrum-X, parający się muzyką industrialną. Całkiem zapracowana parka muszę przyznać. Wraithrest natomiast to już inna bajka. Zawartość krążka Path ov the Raven to mieszanka black/thrash/death/doom metalu. Niby nic nowego, ale jednak ich spojrzenie na te cztery gatunki jest w jakimś stopniu nowatorskie. Państwo Bones próbują tknąć w nie coś świeżego, co brzmi paradoksalnie, mając na uwadze, jak dużo istniało i istnieje bandów miksujących te gatunki ze sobą.

Path ov the Raven został wypluty z czeluści otchłani ich umysłów dokładnie 28 czerwca roku 2018. Znalazło się na nim siedem kompozycji, które brzmieniem, dokładnie po kilku sekundach słuchania tego materiału, przypomina mi lekko wyczyny wielkiego Bathory z płyt Requiem czy też Octagon. Całość jest oparta głównie na death/thrash riffach, (black felling towarzyszy im ciągle), które brzmią ciężko, mięsiście i ostro zarazem, głównie przez sound basu, który przebija się przez wszystko niczym demoniczna bestia, nadająca wszystkiemu odpowiedni ciężar.

Moim głównym faworytem tego krążka jest track drugi – Abyssus Abyssum Invocat. To ponad siedmiominutowa kompozycja, złożona z intra, outra oraz oczywiście z odpowiedniego wypełnienia. Część środkowa pełna jest cierpienia, szaleństwa i opętania. W niej znajdziecie szybkie thrash/deathowe riffy, doomowe zwolnienia oraz prawie gotyckie melodie, a wszystko to utopione w mrocznym klimacie. Intro i outro są dokładnie takie same, trwają trochę ponad minutę, w nich Nullifer wypowiada opętańcze wersy po łacinie, niczym jakiś neofita czarnych sztuk wypowiadający nieświęte inkantacje.

Równie ciekawy jest track numer jeden – Azazel. Posiada taką samą mieszankę gatunkową jak numer drugi, tylko tutaj proporcje się nie zgadzają. Azazel jest bardziej zajadły, słychać w nim dużo większą ilość death metalowej szkoły. Na uwagę zasługuje również utwór ostatni i zarazem tytułowy – Path ov the Raven. Tutaj muzyka nabiera wręcz „ludzkich” kształtów, jednak nie jest żywa, o nie, to wrzeszczące zombie pożerające wszystko na swojej drodze. Mając głos Nullifera, ten chodzący trup przeraża, ale i fascynuje zarazem.
Kolejne kompozycje pomimo podobnej mieszanki wyżej wymienionych stylów, nie porywają tak mocno, jak trzy wyliczone przeze mnie numery. Czegoś w nich brak. Oczywiście nadal jest tu ten sam klimat – mroczny i pełen szaleństwa, dlatego warto zapoznać się z całością tego ich d.

Niestety boję się, że debiut Wraithrest może zniknąć w powodzi dzisiejszych wydawnictw metalowych. Ale to zależy już od Was, drodzy czytelnicy, jeżeli lubujecie się w mrocznych, opętańczych dźwiękach, to coś dla Was. Jeżeli nie, cóż, zawsze warto dać szanse czemuś nowemu.

Ocena: 7,5/10

Wraithrest na Facebooku.

 

Tagi: , , , , , , , , , , , .