Zapruder – „Zapruder” (2018)

Nie wszyscy od razu skojarzą, kim był Abraham Zapruder, ale z pewnością każdy zna jego „dzieło”. Jegomość jest odpowiedzialny za słynny film, na którym widać zamach na prezydenta Stanów Zjednoczonych J.F. Kennedy’ego. W dzisiejszych czasach gość pewnie zyskałby na popularności, ale ostatecznie doczekał się tylko uhonorowania przez pięciu francuskich szaleńców, którzy postanowili jego nazwiskiem nazwać zespół. Band Zapruder powstał w 2011 roku, nagrał Ep Straight From the Horse’s Mouth, debiutancki album Fall In Line, a 22 listopada 2018 uraczył świat drugą płytą noszącą po prostu tytuł Zapruder. Wydawcą dla ich muzyki stała się znowu Apathia Records, która para się głównie nietuzinkowymi i ambitnymi projektami, a jej logo na płycie daje wielkie szanse na spotkanie ze sztuką przez duże S.

Tak jest niewątpliwie z muzyką Zapruder. To, co zespół wyczynia w ciągu czterdziestu minut trwania krążka zakrawa o szaleństwo, gatunki zawarte w utworach na pozór pochodzą z innych światów, a jednak tworzą spójną całość. Upraszczając temat, Francuzi kwalifikują się pod łatkę „mathcore”. Spora ilość niepoliczalnych taktów, akcentów, dzikich zmian tempa dominuje na płycie. Jednak kompozycje są tak rozbudowane, że znacznie przekraczają ramy rozszalałego matematycznego core’a. Możemy się spotkać na tej płycie ze swingiem, jazzem, a nawet bluesem. A co już całkowicie zaskakuje, to klimaty w stylu Elvisa w Leaving Montreal, utworu, który zresztą absolutnie jest moim faworytem na płycie. Za plus uważam stałą obecność saksofonisty w składzie, co nie jest znowu takim typowym rozwiązaniem. Rzeczy, które gra Clément wyjątkowo mi się podobają, generuje piękny i schizoidalny klimat, a w szalonej muzyce Zapruder daje to iście kosmiczny wydźwięk.

Francuzi podobno nagrywali płytę podczas ciągłej imprezy w studio, gdzie wino lało się strumieniami, a pomysły wymykały się spod kontroli. Słychać, że muzyka powstawała z założeniem, że nie ma granic, których by nie można przekroczyć. Chwała za to, że zespół potrafi pracować w takiej atmosferze i przekazywać klimat sesji w szaleństwo dźwięków w sposób wzorowy. Od strony kompozycyjnej, instrumentalnej i brzmieniowej album jest zaskakująco poskładany. Często zachodziłem w głowę, jak oni wpadli na co niektóre patenty.

Ponoć geniusz rodzi się z szaleństwa…możliwe. Nowy album Zapruder mógłby być dobrym przykładem podtrzymującym to stwierdzenie. Uporządkowane szaleństwo i kontrolowany chaos naprzeciw harmonii i melodii. Mocna pozycja i mam nadzieję, że nie ostatnia propozycja zespołu. The Dillinger Escape Plan postanowił zejść ze sceny, ich nie da się zastąpić, ale Zapruder może stać się alternatywą do wypełnienia po nich luki. Oby tylko nie zabrakło im uporu w tworzeniu tak niekonwencjonalnych płyt.

Ocena : 9.5/10

Zapruder na Facebook’u.

Tagi: , , , , , .