Zmora – “W głębinach nocy niepojętej” (2018)

Z rodzimym duetem działającym prężnie od ładnych kilku już lat pod wiele mówiącą nazwą Zmora znamy się nie od dziś. Na moich półkach zalegają dwie pozycje długogrające tychże (Popioły tego świata oraz Czarne otchłanie i martwe cienie), dlatego z wielką chęcią przyjąłem na warsztat najnowszą EPkę W głębinach nocy niepojętej.

Zmora od zawsze prezentuje taką odmianę black metalu, jaką swoimi młodymi oczyma widziałem dwie i pół dekady temu. Totalny underground, nisza i margines. Zmora przypominała mi zawsze również rodzime i również podziemne Hellveto, i może właśnie przez te sentymenty tak bardzo upodobałem sobie ten wielkopolski duet.

Muzyka prezentowana na zeszłorocznej EPce nie odbiega od dotychczasowych dokonań zespołu. Wszystkie siedem utworów trwających prawie czterdzieści minut (to jest dopiero bogata EPka) to brudny, mizantropijny, minorowy i niezbyt śpieszny w subiektywnym odbiorze black metal. Brudny growl dość powoli i rytmicznie odśpiewuje swoje czytelne partie tekstowe. Gitara przygrywa w tle na równi z partiami klawiszowymi, jeśli takowe akurat występują (I nastała ciemność…, Lodowate pustkowia nicości). Perkusja to już tło absolutne, a co do jakości bardzo płasko brzmiące i ciężko się tam doszukać jakichkolwiek partii wirtuozerskich. Nie ma ich zresztą w żadnym fragmencie płyty, ale podobnie jak na poprzednich albumach muzycy Zmory z tych prostych konstrukcji są w stanie wyrzeźbić całkiem przyjemne kompozycje. Choć może słowo „przyjemne” nie jest tu na miejscu, gdyż po kilkukrotnym przesłuchaniu W głębinach nocy niepojętej człowiek zaczyna się rozglądać za jakąś suchą gałęzią. Pomimo jednoznacznego wydźwięku i jasnego przekazu utwory różnią się od siebie. Od szybkiego i brutalnego surowego Zimnym wichrem spętany… martwy brzask do bardzo wolnego Lodowate pustkowia nicości. Oczywiście tej szybkiej surowizny jest znacznie więcej, ale niektóre rozbudowane wstępy (Wisielcza pieśń, W dzikich ogrodach nocy) tworzą wrażenie, jakby tempa przemieszane były w proporcjach 50/50, o czym wspominałem na początku recenzji. A to oznacza, że album jest zrównoważony i nieprędko się znudzi.

W głębinach nocy niepojętej to album pełen muzyki bardzo specyficznej. To płyta z klimatami, jakich się już dziś raczej nie uświadczy. To krążek dla koneserów, którzy szukają jeszcze czegoś poza Furiowym czy Mgłowym mainstreamem. I ja ten koncept kupuję. W tym szaleństwie jest metoda.

 

Zmora w Encyklopedii Metalu

Ocena: 7,0/10,0

 

Tagi: , , , , , , , .