All That Remains – Wrocław (14.12.2018)

Od jakiegoś czasu moje ulubione zespoły lat wczesno-młodzieńczych zaczynają odwiedzać nasz kraj lub okolice. Tak właśnie było z metalcore’owym All That Remains. Poznałam „za dzieciaka” – zobaczyłam jako świadomy widz. W piątek 14.12 we wrocławskim klubie Firlej odbył się koncert amerykańskiego zespołu All That Remains. Był to pierwszy w historii występ grupy w naszym kraju. Ostatnio głośno było o ATR ze względu na tragiczną wiadomość – w wieku 49 lat zmarł gitarzysta grupy Oli Herbert. Początkowo trasa pt.:Europe for a Fornight Tour stanęła pod znakiem zapytania, jednak został znaleziony gitarzysta w zastępstwie i grupa przyjechała do Europy promować swój ostatni album Victim of the New Disease.

W roli supportu wystąpił Sicphorm, jednak przybyłam do klubu pod koniec ich występu, więc za wiele powiedzieć nie mogę. Chłopaki grali dość konkretnie, jednak nikt z słuchaczy nie skusił się na pogo. Martwiła mnie słaba frekwencja na supporcie, jednak z każdą minutą przychodziło coraz więcej osób. Po kilkudziesięciominutowej obsuwie na scenie pojawili się Amerykanie i zaczęli show swoją najpopularniejszą piosenką Two Weeks. Już na 1 refrenie pod sceną rozpętał się sporego rozmiaru młyn! Bez zbędnego gadania Panowie przeszli do Whispers (I Hear Your) i No Knock. Przed Not Alone publiczność usłyszała powitanie od wokalisty Philipa Labonte.  Przyznał się, że pierwszy raz grają w Polsce i nie znają żadnego słowa w naszym języku. Następnie przyszedł czas na Chiron oraz This Probably Won’t End Well. Potem usłyszeliśmy Hold On i The Air That I Breathe. Przed Wasteland, utworem z ostatniej płyty, wokalista nawiązał do śmierci Herberta. Przedstawił również zastępcę Oliego na trasie Jason’a Richardsona, który występował wcześniej min. w deathcore’owej grupie Chelsea Grin. Kolejną piosenką z ostatniego krążka było Fuck love. Następnie przyszedł czas na starsze wydawnictwo, czyli utwór Six. Wokalista usiadł na podeście i powiedział, że muzyka All That Remains jest różnorodna. Nie zawsze jest tam „double bass”, czasami grają spokojniejsze kawałki, jak właśnie What If I Was Nothing? Na Sali zrobiło się „romantycznie”, tylko zapalniczek i świecących wyświetlaczy od telefonów brakowało. Ostatnią piosenką było This Calling, był to pierwszy utwór ATR, który usłyszałam w ogóle i znam najlepiej ze wszystkich. Panowie bez zbędnego pożegnania odłożyli instrumenty. Labonte porozrzucał w publiczność wszelkie fanty, w tym jeden z nich wylądował w moich rękach – kostka. Wyszłam z gigu zadowolona. Usłyszałam swoje ulubione oraz nowe piosenki. Mimo że frekwencja nie była jakoś oszałamiająca, pod sceną nie dało się tego odczuć. Publika bawiła się dobrze, ja też. Kolejny zespół do wykreślenia z listy „must-see”.

Setlista:

  1. Two Weeks
    2. Whispers (I Hear Your)
    3. No Knock
    4. Not Alone
    5. Chiron
    6. This Probably Won’t End Well
    7. Hold On
    8. The Air That I Breathe
    9. Wasteland
    10. Fuck Love
    11. The Last Time
    12. Six
    13. What If I Was Nothing?
    14. This Calling
agigagi

agigagi

melodic death metal, female fronted metal, underground, antymainstream
agigagi

Tagi: , , , , , .