Alter Bridge, Living Colour, Like A Storm – Katowice (16.11.2016)

Kiedy szykowałam się na Impact Festival 2014 w Łodzi z powodu występu Aerosmith, nie przypuszczałam, że moje emocje rozbudzi też poprzedzający ich Alter Bridge. Zdawało się też, że całkiem spora rzesza około gimnazjalnych fanek przyjechała na festiwal właśnie z ich powodu, a w zasadzie Mylesa. Trudno odmówić mu apetycznego wyglądu i zniewalającego uśmiechu ,  a zadarty szelmowsko nos, zupełnie jak u Kevina Bacona , to już… mniam.  Poskładane w serduszka dłonie i pisk dziewcząt nieco zamącił właściwy odbiór koncertu wtedy, ale postanowiłam w tamtym momencie , że jeśli Myles pojawi się na swoim pełnoprawnym koncercie to będę na pewno .
Zanim jednak to się stało, Myles Kennedy, wokalista obdarzony doskonałym i niezwykle mocnym głosem, gościł u nas u boku niejakiego Slasha . Dla niedowiarków stanowiło to nie lada niespodziankę, bo okazało się , że ten zupełnie niepodobny do rudego Axla, potrafi swoim idealnym do hard rocka głosem zaczarować największe kawałki Guns’n’Roses , co udowodnił śpiewając takie utwory jak Paradise City,  Welcome to the Jungle, Sweet Child O’Mine. Co tu dużo gadać , ma facet kawał głosu!!!

Dwa lata trzeba było poczekać na występ amerykanów w legendarnym, katowickim Spodku. Alter Bridge w roli headlinera pojawił się 16 listopada.

Zawsze miałam szczęście do koncertów w Spodku, mam sentyment do tego miejsca, zwłaszcza po gruntownym remoncie przekonuje mnie do siebie niezwykłą architekturą i dobrą akustyką. Niestety okazało się, że zawsze musi być ten pierwszy raz , kiedy legendy upadają. Wróćmy jednak do chronologii.
Wieczór rozpoczął Like a Storm z Nowej Zelandii przy dość jeszcze pustawej sali. Nieco ponad półgodzinny występ, rozruszał całkiem przyjemnie, oczekujących na gwiazdę , zwłaszcza gdy zagrali TNT AC/DC a frontman sforsował barierki  i ku zaskoczeniu ochrony wylądował wśród fanów. Fotografom bardzo urozmaicił kadry australijski instrument didgeridoo, na którym grał Chris Brooks podczas wykonywania Love the Way You Hate Me. Nie sposób odmówić zespołowi energii i fajnego kontaktu z publiką, zwłaszcza, że byli później dla nich dostępni. Chętnie pozowali do zdjęć, rozdawali autografy i rozmawiali.

no images were found

Przyszedł czas na, co tu dużo gadać, legendę początku lat 90, czyli Living Colour. Kiedy miało dojść do ich indywidualnej trasy w Polsce jakiś czas temu, okazało się, że w Poznaniu nie było chętnych na ich koncert, który w końcu odwołano. Bardzo chciałam ich zobaczyć na żywo, więc trafiła się dobra okazja na spotkanie z ich muzyką. Ja miałam bardzo przyjemne odczucia, ale zupełnie rozumiem zniesmaczenie i częsty komentarz o przynudzaniu.  Jestem pewnie z innej półki niż większość małolatów pod sceną, dla mnie głos Coreya Glovera i gra jego kolegów , alternatywnych hip-hopowców,  pozwoliła mi, na sentymentalny powrót do przeszłości.  Miło było usłyszeć Elvis Is Dead, Glamour Boys czy Cult of Personality, a na zakończenie absolutnie doskonałą wersję Should I Stay or Should I Go The Clash. Bardzo dobry występ!

no images were found


Wszyscy bywalcy koncertów dzielą się na tych, którzy dobrze się bawią i na tych którzy roztrząsają każdy najdrobniejszy szczegół tego co działo się na scenie. W jakim kawałku kto się pomylił, jaka wersja była bliższa, czy była gorsza , czy dorównywała oryginałowi z płyty, czy też totalnie ją przerobiono. Tym razem ani jedni ani drudzy niestety nie mogli się skupić na swojej zwyczajowej roli. To co się wydarzyło na koncercie gwiazdy obaliło dobre imię Spodka jako nienagannej technicznie hali koncertowej. Jedna legenda upadła, druga zdążyła się narodzić. Zespół Alter Bridge, po kłopotach technicznych z którymi mocowano się przez prawie cały ich występ mógł ze spokojem przerwać go i ogłosić, że niestety w takich warunkach nie będą dalej grać. Publiczność skupiła się na wsparciu dla zespołu, oddając im całą swoją fanowską duszę aby zostali mimo wszystko i zagrali dla nich cały set .
Nie będę wymieniała po kolei wszystkich zaistniałych incydentów technicznych które się zdarzyły. Najważniejsze, że Myles z kolegami wytrzymali na scenie i usłyszeliśmy wszystko to, co każdy miłośnik grupy chciał w tym dniu usłyszeć, z każdej płyty Alter Bridge.
Na Show Me a Leader  był już absolutny szał, a widownię opanowały biało-czerwone piłki , nie usłyszeliśmy niestety The Last Hero, który wypadł z set listy, prawdopodobnie z powodu problemów z dźwiękiem. Większa część widowni i tak była zadowolona – Ach, zobaczyć Mylesa i umrzeć…. – dało się słyszeć tu i ówdzie. Malkontenci powiedzieli by, że przychodząc na widowisko dźwiękowo-wizyjne chciałoby się wyjść zaspokojonym w pełni.  Myślę, ze jednak tych drugich nie było, ani jednego…. bo dla Watch Over You zagranego akustycznie i zaśpiewanego przez Mylesa, warto było przeżyć te kataklizmy techniczne.  Wzruszenie do łez.
Tego wieczoru w Spodku nikt nie zapomni, ani my, ani „ONI”.  Nie zapomina się przecież cierpliwej , wyrozumiałej i wspierającej -najlepszej publiczności świata – patrz „MY”, oraz – najlepszego wokalisty świata – zimnokrwistego, bo opanowanego i uroczego zarazem  – patrz Myles Kennedy.

no images were found

tekst: Justyna „justisza” Szadkowska
zdjęcia: Wiktoria Wójcik

Tagi: , , , , , , , , , , .