Alter Bridge – Warszawa (23.11.2019)

Alter Bridge pozostaje w czołówce zespołów, które mimo zmiany trendów, moich osobistych upodobań i danych fascynacji roku bieżącego gdzieś pozostają w pamięci jako wspomnienie młodzieńczych czasów. Zespół posiada wszystkie atrybuty dobrego, przebojowego bandu, na który zawsze można liczyć – chwytliwość utworów komponowana przez fachowych instrumentalistów, plus genialny wokal Mylesa Kennedy’ego, który właściwie głównie trzyma mnie przy tym zespole do tej pory. Lata lecą, gusta się zmieniają, a Alter Bridge trzyma poziom i klasę swojej rock/metalowej kategorii i nie sądzę, żeby to się miało w najbliższym czasie szczególnie zmienić, głównie w ramach mojego marginesu tolerancji mainstreamu. Toteż listopadowy koncert w warszawskiej Arenie Ursynów sygnowany przez agencję Metal Mind Productions nie mógł umknąć mojej uwadze. Fanów tego wieczoru zjechało całkiem sporo, przekrój wiekowy dość różny, choć przeważała raczej starsza młodzież, miejsce koncertu dyskusyjne. Zaczynam. Zapraszam do relacji z wydarzenia.

Ale najpierw support. A te nieszczególnie mnie interesowały. Wybaczcie, będę marudzić. Najpierw The Raven Age, londyńska metalcore’owa propozycja. Od początku z miejsca uderzała ściana dźwięku i totalnie rozmemłana akustyka miejsca. Zupełnie nie trafił do mnie ten krótki koncert, powstrzymam się więc od reszty komentarzy. Kolejno na scenę wkroczyła (i to dosłownie) amerykańska formacja Shinedown. I tu było jeszcze ciekawiej, niestety w zgoła innym znaczeniu niż chwalebne peany. O gustach się nie dyskutuje, zatem krytyka będzie tu niepotrzebna i nie na miejscu. Zaznaczę jednak, że zespół jest w Polsce znany i lubiany, koncerty świetnie się sprzedają, radia materiał mielą, i tak dalej. Pojawiło się sporo fanów w koszulkach zespołu, wokalista dwoił się i troił, skakał, robił piruety i cokolwiek można sobie wymarzyć podczas energetycznego, rockowego koncertu. Kontakt z publiką był, dynamika była, mnie od połowy nie było.

Na headlinera nie trzeba było długo czekać, techniczne przepięcie przebiegło sprawnie i bez większych przesunięć. Alter Bridge promuje obecnie album Walk the sky (2019), toteż setlista zawierała sporo numerów z tegoż, jednak można z czystym sumieniem stwierdzić, że set był przekrojowy i zawierał największe komercyjne hity, szczególnie w końcówce koncertu, włączając Blackbird, Open Your Eyes czy Metalingus. Koncert nie obył się bez części akustycznej, w której pięknie wybrzmiał utwór In Loving Memory, były popisy solówek gitarowych Marka Tremonti, przejścia perkusyjne, a także dwie akcje fanów – fala z polską flagą podczas Ghost of Days Gone By i wyskok w finale Metalingus, co entuzjastycznie docenił zespół. Zdziwiły mnie natomiast pokoncertowe reakcje niektórych uczestników koncertu, którzy narzekali na stateczność Kennedy’ego i spółki, słaby kontakt z publiką i odegranie materiału bez tak zwanej iskry. Cóż, w poszukiwaniu lepszej akustyki przeszłam wszystkie możliwe miejsca Areny Ursynów i niekoniecznie mogę się zgodzić z takimi opiniami. Owszem, spotkałam fanów przeglądających telefony cały wieczór, fanów tańczących i śpiewających, fanów pod ścianą i tych obserwujących z bezpiecznego dystansu całość. Przekrój wiekowy był różny, więc wymagania zdaje się również. Nie odczułam też, aby zespół potraktował “po macoszemu” polski koncert, choć różnica w zachowaniu scenicznym chociażby w porównaniu do supportu była rzeczywiście odczuwalna, co dla mnie stanowiło duży plus. Wiadomo, dla każdego coś innego. Za najlepsze punkty koncertu uznaję część akustyczną i ostatni, fajnie podbity Addicted to Pain.

Setlista:

Wouldn’t You Rather
Isolation
Come to Life
Pay No Mind
Ghost of Days Gone By
Burn It Down (Mark Tremonti on lead vocals)
Native Son
Rise Today
Take the Crown
Cry of Achilles
Waters Rising
In Loving Memory (acoustic)
Blackbird
Open Your Eyes
Metalingus

Bis:
Godspeed
Addicted to Pain

To by było na tyle, więcej nie trzeba. Arena Ursynów pod względem organizacyjnym była dobrze przygotowana – były miejsca na bogaty (dosłownie i w przenośni) merch, stoiska z napojami, oddzielne wejścia na balkon i sprawna obsługa techniczna, zabrakło natomiast miejsc w szatni, przez co uczestnicy koncertu albo wpychali odzież wierzchnią gdzie popadnie na sali koncertowej, albo dzierżyli ją ze sobą. Pod względem nagłośnieniowym jednak mam spore zastrzeżenia, i obawiam się, że to największy minus całego wydarzenia. Hala się po prostu nie sprawdziła, właściwie bez porównania z klubami. Headliner zabrzmiał najlepiej, choć i tak niedostatków było za dużo, jednak supporty to jeden wielki trzask, już pomijając estetykę prezentowanej muzyki. Oprawa oświetleniowa zaś robiła wrażenie, szczególnie ekrany z różnymi wizualami podczas koncertu Alter Bridge. Na ten moment koncertów w anturażu Alter Bridge starczy mi na długi czas, było miło i tak to zapamiętam.

Do następnego!

Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .