Amenra, Syndrome, CHVE – Warszawa (20.02.2017)

Koncerty wyjątkowych dla mnie grup uważam za świętość, moje rytuały. Odbiór każdego z nich jest unikalny i różny, jak różne są osobowości i środki przekazu sztuki. Tym razem mój rytuał był rytuałem dosłownie – mistycznym sięgnięciem do najgłębszych warstw ogromnych pokładów pochowanych uczuć. Znacie ten stan, kiedy wszystko dookoła wydaje się nieistotne, kiedy znika miejsce, w którym jesteście, a pozostaje jedynie muzyczna przestrzeń, która wypełnia całą duszę? Udało mi się wejść do tego świata dzięki akustycznemu koncertowi Belgów z Amenra, który odbył się w poniedziałek 20 lutego br. w warszawskiej Progresji, i który doprowadził mnie do łez. Byłam przekonana, że wielkie wzruszenia już dawno za mną, promowany materiał Amenra “Alive” przemknął mi koło uszu, a post-metal/sludge w wykonaniu akustycznym nie wydawał mi się niczym nadzwyczajnym. Ach, jak się pomyliłam. 

Wieczór rozpoczął Colin H. Van Eeckhout, wokalista Amenra ze swoim solowym projektem CHVE. Colin pojawił się na scenie dość niepozornie, w ciemnościach, taszcząc ze sobą – jak się później dowiedziałam – lirę korbową. Zapętlony, dronowy dźwięk nadany tym instrumentem był zaczątkiem koncertu złożonego z jednego, około 20-minutowego utworu (jeśli można ten muzyczny pasaż tak nazwać) z ubiegłorocznej płyty CHVE “10910”. Zimny, niepokojący nastrój budowany był powoli poprzez nakładanie na dźwięk liry warstw bębnów, jednostajnego, a następnie silniejszego wokalu. Całość spotęgowały wizualizacje oparte na dość prostym, ale świetnie dopasowanym zamyśle – obrazy palącego się ogniska w tunelu z drzew podczas czarnej nocy. Niestety moi towarzysze zupełnie nie poczuli tej atmosfery, być może poprzez jednowymiarowy wokal w większej części występu. Nic to, godzę się na fakt, że nie każdy musi czuć takie emocje.

no images were found

 

Nieco inaczej sprawa się miała do kolejnego wykonawcy. Następny artysta pod pseudonimem Syndrome zaczął swój spektakl w momencie zejścia ze sceny CHVE – usiadł naprzeciwko ze swoją gitarą, płynnie przechodząc do swojego repertuaru. To przejście było skonstruowane bez odczuwalnego przeskoku pomiędzy wykonaniami. Syndrome jest projektem Mathieu Vandekerckhove’a, gitarzysty Amenra, który zaprezentował około 30-minutowy utwór “Forever And A Day”. Znów eterycznie, znów porywająco, chłodniej, ale jeszcze bardziej emocjonalnie. Posępne melodie wygrywane na gitarze przez Mathieu wprowadzały w jeszcze bardziej nostalgiczny nastrój, który pogłębiał się wraz z pięknymi wizualizacjami w tle. Tym razem obrazy były różne – od zdjęć dryfującej w wodzie kobiety, po odwrócone dziecko, subtelnie pokazaną nagą parę czy krajobrazowe pejzaże trzcin poruszanych przez wiatr. Koncert zakończony był noise’wą ścianą dźwięku i białym tłem, które oznaczały pauzę przed koncertem właściwym.

no images were found

 

Po krótkiej przerwie przyszedł czas na cały skład Amenra. Mam wrażenie, że cokolwiek napiszę o tym koncercie będzie banalne, trywialne. Od zawsze akustyczne występy wspomagane dronową elektroniką budzą we mnie specyficzne emocje, ale momentów, kiedy ostatnio tak bardzo przeżywałam muzykę, nie mogę sobie przypomnieć. Muzyka prezentowana przez Amenra w akustycznym wykonaniu jest jak soundtrack do apokaliptycznego spektaklu. Tym razem wizualizacje były skromniejsze, a właściwie nie były potrzebne. Ponieważ Amenra słyną z ciężkiego brzmienia w charakterze post-metalu (choć to mocne uogólnienie), nie spodziewałam się takiego wymiaru emocji, jaki potrafili zbudować swoją minimalistyczną sztuką. Był tu jakiś balans, wyważenie pomiędzy mrokiem a jasnością, religijnymi a może filozoficznymi skrajnościami, życiem i tym, co poza nim. Repertuar opiewał na wybrane utwory z albumu “Alive”, ale nie tylko. Już pierwszy Aorte wzbudził te emocje, których wciąż nie umiem ująć właściwie w słowa. Nie zabrakło utworu Razoreater,  coveru Tool’a Parabol, a także zimnego, nawet mroźnego Nowena | 9.10 w mocno “ułagodnionej” aranżacji. Z rytmu trochę wybiła mnie folkowa pieśń Zjefa Vanuytsela Het Dorp, jednak przy kolejnym Ritual znów powróciło uczucie specyficznego zimna, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie było żadnych oklasków. Żadnych reakcji na kolejne utwory ze strony publiki. Dość nieliczna, jak na tego typu koncert, grupa fanów ze spokojem i oczarowaniem w ciszy chłonęła koncert. Nawet drobne stuknięcie obcasem było słyszalne i mocno niepożądane. To był rytuał.

no images were found

Po koncercie Amenra jednego jestem pewna – przegapienie takiego setu zakrawa o życiowy niedostatek. Życzę Wam takich wrażeń, jakich doznałam ja podczas lawirowania między tym co znane, a tym, czego nazwać nie potrafię.

Do następnego!

Autorką zdjęć jest Wiktoria Wójcik

Joanna Pietrzak

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam i sprawdzam. W końcu jesteś tym, czego słuchasz.
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .