Annihilator – Kraków (23.11.2019)

Jeśli o koncerty thrash metalowych kapel chodzi, to zawsze wiążą się one dla mnie ze świetną zabawą. Taki też był jeden z powodów mojej obecności na koncercie Annihilatora supportowanego przez Archer Nation. Jak łatwo się domyślać, obie kapele nie zawiodły i dostarczyły fanom spod sceny kawał świetnego i niczym nieskrępowanego grania. Thrashowy wieczór w krakowskim klubie Kwadrat zorganizowany przez Knock Out Production był udany – i to pomimo faktu, że klubowe nagłośnienie tym razem zaprezentowano od tej gorszej strony.

Fakt, że udział w pierwszym z dwóch polskich przystanków – przeniesionej z ubiegłego roku na ten obecny – trasy A Tour for the Demented będzie dla moich aparatów słuchowych bolesnym doświadczeniem, dotarł do mnie już podczas otwierającego występu kalifornijskiego Archer Nation, do niedawna znanego jeszcze po prostu jako Archer. Choć grany przez Amerykanów heavy metal delikatnie ubarwiony thrashem w żadnym przypadku nie był niczym odkrywczym, to jako przysłowiowy rozgrzewacz spisał się całkiem nieźle i wprawił zgromadzoną w zimnym Kwadracie publiczność w ruch. Pozytywnie nastawiony wokalista zespołu rzucał do publiki standardowe teksty („kochamy grać w Polsce” i tak dalej), ta zaś żywiołowo reagowała nie tylko na jego słowa, a również na samą muzykę – aż szkoda, że akustyka Kwadratu tym razem niekiedy zamieniała występ Kalifornijczyków w wielką ścianę dźwięku, zaś głośne krzyki wokalisty zespołu boleśnie wwiercały się w głowę. Mimo tych niedogodności występ Archer Nation wypadł moim zdaniem i tak pozytywnie, i przygotował publiczność na to, co miało nadejść za moment.

Po krótkiej przerwie i jeszcze krótszym intrze, w akompaniamencie znanych polskich zachęt do rozpoczęcia koncertu na scenie zameldowała się thrashowa legenda – Annihilator. Trzydzieści pięć lat istnienia zespołu zaowocowało mnóstwem hitów i to właśnie z nich zespół ułożył swoją sobotnią setlistę. Z jednej strony rozumiem taką decyzję, jednak trochę zaskoczyło mnie potraktowanie po macoszemu krążka For the Demented, który na tej trasie de facto miał być promowany. I choć na zagranie wszystkich szlagierów Kanadyjczyków prawdopodobnie nie starczyłoby weekendu, to z finalnego kształtu setlisty wszyscy powinni być zadowoleni. Podobnie zresztą jak ze sposobu, w jaki kwartet się zaprezentował – Jeff Waters przez cały koncert po prostu wymiatał, i to zarówno wokalem, i grą, i kontaktem z publicznością (tutaj zresztą popisał się również po koncercie, kiedy mimo bardzo niskiej temperatury i niewątpliwego zmęczenia po występie z radością i uśmiechem podpisywał pod klubem gadżety fanów i pozował do zdjęć) – gość jest naprawdę fantastyczny; Rich Hinks oraz Aaron Homma na scenie wręcz kipieli energią, podobnie zresztą jak Fabio Allessandrini, który zaszczycił zebraną w Kwadracie publiczność świetnym perkusyjnym solo. Przy tak grającym zespole nic dziwnego, że publiczność wręcz oszalała – młyn nie ustawał praktycznie ani na moment, a crowdsurfing był zjawiskiem nader częstym. Oj, ochrona miała w ten wieczór pełne ręce roboty – ale przecież to dobrze świadczy o koncercie, no nie?

Setlista:
Betrayed
King of the Kill
No Way Out
One to Kill
Set the World on Fire
Ultraparanoia
Schizos (Are Never Alone p. I & II)

Knight Jumps Queen
Twisted Lobotomy
Psycho Ward
Tricks and Traps
Phantasmagoria
Burns Like a Buzzsaw Blade
W.T.Y.D.
Alison Hell

Można za thrash metalem nieszczególnie przepadać, można go kochać, można go też nienawidzić, ale jedno jest pewne – świetna zabawa na takich koncertach jest gwarantowana. Tym bardziej, jeśli główną gwiazdą jest jeden z lepszych przedstawicieli thrashowej sceny. Choć szczególnym die hardem ekipy Watersa nigdy nie byłem, to po ich sobotnim występie wiem, że również kolejnej wyprawy Annihilatora do Polski postaram się nie ominąć. Wam gorąco polecam to samo.

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , , .