Bad Impression, Desert Storm – Katowice (31.03.2017)

Piątek, piąteczek, piątunio. To chyba idealny dzień na psychiczny i psychodeliczny reset po długim tygodniu pracy lub szkoły, albo jakichkolwiek innych obowiązków. A gdzie najlepiej spędzić piątkowy wieczór? To chyba oczywiste. Trzeba koniecznie udać się na dobry koncert, pod warunkiem, że jest ku temu sposobność. W ostatni dzień marca nadarzyła się okazja wpaść do katowickiego klubu Korba, by oczyścić swój organizm w muzycznym spa. Tym razem foniczne zabiegi prowadziły dwa zespoły – Bad Impression i Desert Storm. Stoner metal w polskim i angielskim wydaniu.

Godzina 20:00. Koncert powinien się już zacząć. Kilkanaście osób niecierpliwie szura nogami pod sceną, dzieląc się pewnie ze znajomymi wspomnieniami mijającego tygodnia. W powietrzu unosi się woń dymu i złocistego napoju bogów. Muzycy Bad Impression zajmują swoje miejsca na podwyższeniu i trzymają wszystkich w niecierpliwości, wesoło gaworząc z paroma fanami, zgromadzonymi w katowickim klubie. W końcu po kwadransie trio z Górnego Śląska rozpoczyna swoje czterdziestominutowe przedstawienie. Chłopaki z Gliwic, Piekar Śląskich i Bytomia zaprezentowali bardzo poprawne podejście do tematu stonera. Powolne riffy, mocna perkusja i pokrętne linie basowe złożyły się na bardzo przyjemne widowisko. Oprócz autorskich utworów, Bad Impression zaprezentowali także cover klasycznego numeru AC/DCT.N.T. Od zespołu biła dobra energia, którą śląskie rednecki niestrudzenie przekuwają w mocne granie. Podczas ich występu wszystko się zgadzało, można powiedzieć, że wbrew swojej nazwie kapela wywarła pozytywne wrażenie na odbiorcach, którzy żywo reagowali na muzykę grupy. Był to świetny aperitif przed daniem głównym wieczoru.

Proszę nie mylić brytyjskiej grupy Desert Storm z trzema thrashowymi aktami z Niemiec lub jednym power metalowym zespołem z Czech o takiej samej nazwie. Ta kapela powstała w 2007 roku w Oksfordzie, a na swoim koncie ma dwie demówki i trzy pełne wydawnictwa. Stonerowa ferajna z Wysp kończyła właśnie swoją europejską trasę koncertową. Muzycy kręcili się po klubie od dłuższego czasu, racząc się chmielowym paliwem, i dyskutując z przybyłymi fanami stoner rocka. Po drodze Korba zapełniła się kolejnymi zainteresowanymi, a gdy Brytyjczycy wkroczyli na scenę i rozpoczęli swoją sztukę, w górze pojawiły się ręce, a powietrze przecinały kręcące się w kółko włosy. Kwintet zza Kanału La Manche nie brał jeńców. Od początku swojego występu muzycy weszli na wysokie obroty, bawiąc się muzyką i tworząc iście hipnotyzujące przedstawienie. Zaprezentowali swoje najlepsze numery, w tym bodaj najbardziej znany, Queen Reefer, który znaleźć można na ostatnim albumie grupy, Omniscient z 2015 roku. Anglicy wykonali kawał dobrej roboty, co przełożyło się na bardzo pozytywny odbiór ze strony publiki. Choć katowicki klub nie pękał w szwach, to i tak dało się wyczuć prawdziwe zafascynowanie prezentowaną sztuką wśród zgromadzonych. Sam osobiście czuję pewien niedosyt, gdyż muzyka Desert Storm „żere” na tyle dobrze, że spokojnie koncert mógł potrwać jeszcze jakieś pół godziny. Panowie dali z siebie wszystko, a na szczególną pochwałę zasługuje (podobnie jak w Bad Impression) sekcja rytmiczna, głównie za sprawą charyzmatycznego perkusisty brytyjskiej grupy.

To był dobry piątek i idealne zakończenie marca. Na katowickiej scenie zaprezentowały się dwa równe zespoły, których występy stanowiły potężną dawkę świetnego stoner metalu. Gratka dla każdego fana gatunku.

Postscriptum. Niestety podczas pisania tych słów dotarła do mnie przykra wiadomość o planowanym zamknięciu Korby. Miejmy jednak nadzieję, że to tylko ponury żart, który zostanie prędko zdementowany. Inaczej przyszłoby nam pożegnać się z kolejnym z fajniejszych klubów na mapie Górnego Śląska.

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , .