Blood Incantation, Cruciamentum – Poznań (27. 03. 2017)

Jak tylko pojawiła się informacja o tym koncercie U Bazyla, od razu upewniłem się, nie wierząc do końca, że to tam. Ale nie, nie myliłem się – jest Poznań! Nie miałem nawet w najśmielszym zamyśle dotrzeć na koncert Blood Incantation w ogóle, nie mówiąc już o najbliższym czasie. A  przecież ci Amerykanie to autorzy jednej z najlepszej płyty minionego 2016 w death metalu, do tego jeszcze angielska ekipa z Cruciamentum, którą również cholernie cenię. Od razu uznałem, że muszę tam być. Po prostu muszę.
Za sprawą takich koncertów stwierdzam, że Poznań wrócił na mapę koncertów metalowych. Nie jakiś sztamp, co to grają wszędzie, ale rzeczy rzeczywiście wartościowych i unikatowych. Mam tylko nadzieję, że za sprawą tak skandalicznie małej frekwencji na takich koncertach jak niniejszy, to równie szybko z niej nie wyleci. Ale zacznę może po kolei.

Czemu tak mi zależało na tym koncercie? Ci, co znają formację Blood Incantation, ale także supportujących ich Cruciamentum, mogą opuścić te parę zdań, reszta niech czyta. Wbrew zabiegom wytwórni, które zachwalają stare zespoły tłukące albumy o nikłym ładunku innowacji, to jednak uważam, że tzw. pierwszą ligę death metalu obecnie stanowią stosunkowo młode kapele z nieliczną reprezentacją takich bogów, jak Immolation. Reszta odeszła w twórczy niebyt. To właśnie taki Blood Incantation wskazuje, że to im się należy cała uwaga i wsparcie. Dodam, że nie jestem obiektywny w kontekście obu kapel, bo zarówno Cruciamentum, jak i wielokrotnie już wspominany Blood Incantation darzę ogromnym szacunkiem. Niczym początkujący adept z obsesją słucham ich płyt, chłonąc każdy dźwięk. Obcując z ich muzyką, ma się poczucie kontaktu z tą wspomnianą unikatowością. Koniec przynudzania.

Jak to bywa dobrym zwyczajem U Bazyla, wszystko zaczęło się punktualnie. Ludzi cholernie mało. No tak, na hucpy, jak Gorgoroth, to waliły tłumy. Koncert death metalowy to już teraz za mało dla młodzieży. Stąd też stosowna średnia wieku wśród ludzi w klubie tego wieczoru może nie była aż tak zaskakująca. Ale dość złośliwości. Wiele miałem obaw, jak Cruciamentum zabrzmi na żywo, pomijając już aspekt danego miejsca, czy to będzie U Bazyla, czy gdziekolwiek indziej. Po prostu zastanawiałem się, czy ta masa dźwięków, jaką wypluwają z siebie Angole z Cruciamentum nie zaginie w ogólnym chaosie dźwięków, stając się niestrawnym hałasem. Na szczęście prędko me obawy rozwiano.

Otwierający wieczór Cruciamentum zaczęli sprawnie , bez przydługiego intra, inwokacji, cyrku itp. Bez ściemniania przyznaję, nie zapisywałem sobie poszczególnych utworów, chłonąłem całym sobą tę masę dźwięków. Cruciamentum są na żywo może nieco statyczni, ale za to wyjątkowo zgrani i zwarci. Żadnych uchybień czy wrażenia, że coś jest przypadkowe. Co wspomnę pokrótce: pamiętam The Conquer… – majestatyczne zwolnienie, jak to mawiają – wajcha i do przodu. Bardzo dobrze nagłośniona perkusja, chociaż po koncercie słyszałem od jednej z osób stojących z tyłu opinię, że się „rozjeżdżała”. Dla mnie chłopak równo dotrzymywał kroku reszcie bandu. Być może problemem u takich osób jest to, że koncert death metalowy kontemplują jak set Możdżera, czyli z trunkiem w ręku i smartfonem z aplikacją Facebook w drugiej. Wówczas rzeczywiście problemy pojawić się muszą, jak nie w perkusji, to gdzie indziej. Ja wolałem przemachać łbem poszczególne kawałki, by potem resztę setu spędzić pod barierką, pod którą z racji frekwencji nikt się nie rozpychał. Zresztą uznałem, że przynajmniej nie będę przeszkadzać innym estetom. Wszak widziałem te zdegustowane gęby, co też tu się odp…a… Ten dąs pt. „tu się ogląda, nie zaś wykonuje dziwaczne rytuały”. Natomiast z każdą nutą, sekundą setu Cruciamentum wiedziałem, że obcuję z czymś wyjątkowym. Pomijając entuzjastów kontemplacji, myślę, że mało kto z obecnych mógłby się z tym nie zgodzić. Twórcy Charnel Passages obronili się całkowicie. Jak wspominałem, wbrew moim obawom, nie było nieczystego brzmienia w formie hałasu. To, co płynęło z głośników, to żyło, pluło jadem i zabierało w podróż tym swoistym klimatem. Duże wrażenie robiły dwa wokale wykrzykujące kolejne inwokacje, z czego ten lidera bardziej mnie przekonuje. Cruciamentum to totalne zgranie, całkowita wierność studyjnym pierwowzorom. Wszystko odegrane precyzyjnie i z polotem. Gdybym chciał to na szybko podsumować, to rzekłbym, że są zespołem całkowicie profesjonalnym, acz z pasją. Krótko mówiąc: mistrzostwo w swej dziedzinie. Cruciamentum był morderczy, trwał dobrą godzinę. Gwoli zagranych utworów, ostatnia płyta muzyków Charnel Passages została obdarzona szczególną uwagą ze strony kapeli; Necrophafus, Piety Carved (ten obłędny finał!!!), i oczywiście Collapse z  nostalgicznym zwieńczeniem. Nie sądziłem, że następna kapela będzie miała co zbierać. Wrażenie totalnego spełnienia towarzyszyło mi po secie Cruciamentum.

Tymczasem… Pierwsze tony, dźwięki znajome i … zginęły wszelkie obawy, czy Blood Incantation dadzą radę. Jednocześnie głupie wewnętrzne zapytania, czemu ustalona jest taka kolejność występowania zespołów, zniknęły jak pierd na wietrze. Amerykanie definitywnie deklasują innych. Blood Incantation po prostu niczym wehikuł czasu przenosi w najlepsze lata death metalu, gdy jeszcze Earache rozdawał karty, gdy kolejne płyty ze Stanów elektryzowały i mógłbym tak dalej. Ważne, że AD 2017 kapela wchodzi na dechy i paroma taktami całkowicie już wciąga do transu. Gdybym miał narzekać, to przeszkadzała może nieco przydługa konferansjerka wokalisty. Na szczęście rozsądny i życzliwy głos z tłumu krzyczał: „1,2,3 -4 napierdalać” i perkusista jechał z kolejnym kawałkiem. A trzeba wspomnieć, że ma facet talent do napier…, no do gry na tym instrumencie. Gdybym miał podsumować krótko ten koncert, to wszystko, co prezentuje Blood Incantation na żywo, jest takie elitarne. Duch Immolation, Nocturnus, innych starych Bogów… Postawa, spokój, wręcz nonszalancja, a zarazem obcowanie z ludźmi, którzy są fanami tej muzyki. Ba, wyznawcami! Nie będę obiektywny, ale czy wobec kompozycji z ubiegłorocznego Starspawn można mieć jakiekolwiek zarzuty?

Na koniec małe podsumowanie. Ujmę to tak: ten poniedziałkowy wieczór był jednym z tych, co to będę wspominał jako punkt odniesienia do idealnego koncertu. Sam koncert Blood Incantation minął błyskawicznie, plus wyżebrany bis, a i tak pozostał niedosyt. Szlag by to trafił. Na dodatek CD obu kapel nie było, bo się skończyły. I tak się tylko zapytam, czy to jest ta śmierć płyty CD, co tak wszędzie wieszczą… Chociaż koszulka Blood Incantation ukoiła moje rozczarowanie.

no images were found

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , , , , , , , .