Brutal Assault 2016 – Jaromer (10-13.08.2016)

Brutal Brutal i po Brutalu.
Dla mnie były to siódme odwiedziny tego zacnego eventu na czeskiej ziemi. Niestety trzeba przyznać, że powtarzalność niektórych kapel jest wyjątkowo duża. Jednak nie zniechęciło mnie to aby zobaczyć kilka-kilkanaście tych, których jeszcze na żywo nie widziałem. Do zespołów, które zaliczyłem do tych z „must see” były: Abbath, Aborted, Behemoth, Dark Funeral, Gojira, Gruesome, Hypno5e, King Dude, Mgła, Ministry, Obscura, Pertrubator, Satyricon, Septicflesh, Stuck Mojo, Taake, Thaw, Tribulation. Suma summarum większość planu udało się wykonać….no ale po kolei.

Środa
Wraz z przekroczeniem granicy polsko-czeskiej w Lubawce i zgodnie z przewidywaniami przywitał nas deszcz, którego intensywność malała wraz ze zmniejszającym się dystansie do Jaromera.
Na VIP campie zameldowaliśmy się około 15tej i o 16 nasz tymczasowy i kilkudniowy dom stal się faktem. Pamiętając zeszłoroczne kolejki po odbiór akredytacji postanowiłem czym prędzej pokwapić się po jego odbiór. No niestety. Najczarniejszy scenariusz stał się faktem. Długa kolejka, która ruszała się w ślimaczym tempie była prawdziwym koszmarem.
brutal assault 2016 main gate
W „budzie” z trzema okienkami było czynne jedynie jedno okienko (WFT#1). Nieuchronne było to, że jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie koncertów będzie „słuchany” z kolejki. „Dzięki” tej kolejce przegapiłem Tribulation, Gruesome oraz Sadist (fuck!). Nowością w tym roku było wprowadzenie elektronicznego systemu wejść połączonego z płatnościami za oficjalny merch oraz catering. Warto wspomnieć, że zarówno aktywacja tegoż systemu płatności oraz pofestiwalowy zwrot środków wiązał się z opłatą około 2×5 zł (WFT#2).
W połowie koncertu Devildriver wszedłem na teren festu, jednak tylko kątem ucha i oka rzuciłem na ten zespół bowiem nie leży w kręgu mojego zainteresowania. Był to jednak idealny czas na pierwszą brutalną kolację. W pełni sił stawiłem się na Neurosis.
Przyznam się bez bicia, że psychofanem tej kapeli nie jestem, choć sludge/post-metalowe granie od czasu do czasu lubię uskutecznić. Nie zawiodłem się ani trochę! Panowie na dzień dobry wgnietli mnie swoim ciężarem nieco w ziemię do tego stopnia, że postanowiłem po feście zgłębić ich muzyczne dokonania. Jedynym minusem było to, że było mocno za głośno oraz dźwięk nie był tak klarowny jakbym sobie życzył. Muzyka Neurosis jest nieco transowa okraszona brudnym brzmieniem gitar.
Na scenie obok montował się Dying Fetus. Nie przepadam za tą kapelą, a na domiar tego na Oriental Stage miał grać King Dude, który to kilka dni temu dał (podobno fenomenalny) koncert w Krakowie, więc wybór był dość jednoznaczny. Artysta, czyli tak naprawdę Thomas Jefferson Cowgill wraz z zespołem dali niesamowity koncert, który łączył rock’a z darkfolkiem. W przerwach frontman zagadywał publikę ostro degustując Jacka Danielsa. Kilka minut przed końcem koncertu postanowiliśmy się ewakuować aby uniknąć ścisku i pielgrzymki na koncert Shining. Niestety koncert Shining był potwierdzeniem tego, że z namiotu powinno się zrezygnować oraz powiększyć scenę. Jakość dźwięku była dobra jedynie tak od 2/3 namiotu i bliżej w stronę sceny. Zdegustowany tym faktem odpuściliśmy zabijając czas przy stoisku z merchem jednocześnie oczekując na występ gwiazdy wieczoru – Abbatha! Plan był taki aby zobaczyć to show z balkonu. No niestety, okazało się, że w tym roku posiadacze biletów na VIP camp nie mają darmowego wstępu, więc odpuściliśmy (komuś w tym roku brakuje hajsu – WFT#3). Koncert Abbatha był poprawny, nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak kilka lat temu show Immortal’a (również na Brutal Assault).
Abbath robił śmieszno-groźne miny krzycząc “Abbath?” oraz skomentował basistę „He has white bas! What the fuck!” (black metalowy suchar?). Na set w większości składały się kawałki Immortala, a na końcu można było usłyszeć niezawodny i nieśmiertelny All Shall Fall!
Po Abbathu na scenie obok zameldowała się Chelsea Wolfe (drone/neofolk). Nie sposób przejść obok tak wspaniałego wokalu, który wytwarzał niesamowity klimat koncertu; do tego brudne gitary i ciekawe sample. Mocno polecam zapoznanie się z tą muzyką! Koncert był świetnym uwieńczeniem dnia. Niestety zmęczenie dało się we znaki i trzeba było się zawijać na kamping opuszczając koncert Thaw (:/).

Czwartek
Drugi dzień festiwalu rozpoczęliśmy dość wcześnie bo ledwo po 12tej. Na scenie miał się pojawić bowiem Heaving Earth, jedna z czeskich kapel grająca death metal. Pomimo tego, że nie znałem tejże formacji, kolega mnie przekonał i postanowiłem co chłopaki prezentują. A zaprezentowali bardzo dobry koncert. Jeśli lubicie styl grania Morbid Angel, Immolation czy też Incantation to ich muzyka Wam podejdzie na 100%. Zaraz po nich na scenie obok miał zagrać Plini (prog rock virtuozo). Jako, że lubię czasami odpocząć od black i death metalowego łojenia dobrym progresywnym graniem, wystarczyło się przemieścić nieco w bok i raczyć dźwiękami australijskiej kapeli. Muszę przyznać, że dawno o tej porze nie widziałem tak pozytywnych reakcji ze strony publiki! Jeśli chodzi o muzykę, którą prezentował zespół to widzę tu oprócz progresywnego rocka wpływy djentu, post-rocka z solówkami a’la Joe Satriani. Zespół na tyle wywarł na mnie wrażenie, że postanowiłem zakupić ich CD, jednak ani na oficjalnym stoisku Brutal Assault ani w innych budkach z płytami nie dane było mi kupić ich płyty. Po krótkiej przerwie spędzonej przy stoisku z płytami wróciliśmy na bardzo oczekiwany koncert niemieckiej grupy Obscura (prog/tech death). To co oni zaprezentowali, to jeszcze długo będę pamiętał. Na dzień dobry wjechał Anticosmic Overload (miazga!). Kapela nie grała kawałków tylko z najnowszego Akroasis, set był przekrojowy, który w pełni mnie zadowolił. Wkrótce na jedynym koncercie w Polsce zagrają sztukę we Wrocławiu, więc kto ich przegapił to zachęcam do stawienia się. Belgów z Aborted miałem już przyjemność widzieć jakiś czas temu na Brutalu, jednak z tego względu iż od tamtego czasu stałem się ich fanem nie zamierzałem opuścić ich srogiego wpierdolu, który zaserwowali publice.
Może się narażę kilku osobom, ale przyznam się, że koncert Immolation totalnie mi nie podszedł. Z tego względu, że fanboyem thrash metalu nie jestem to i Exodusa pomimo statusu legendy sobie odpuściłem. Po tym dwuzespołowym odpoczynku przyszedł czas na gwiazdę dnia – francuski zespół Gojira. To co ta kapela wyprawia na żywo to zamiata chyba każdego, i tak było ze mną. Idealne nagłośnienie i od samego początku groove z pierdolnięciem perkusji jak i szalonego basisty. Bezapelacyjnie – jeden z najlepszych koncertów tej edycji festiwalu. Po nich na scenie obok zagrał Ministry, legenda industrialnego metalu. Bardzo ciekawym dodatkiem do show amerykańskiego zespołu były wyświetlane video, tak więc poziom psychodelii osiągnął wyższy stopień. Pomimo tego, że widziałem ich wcześniej to trudno było odejść sprzed sceny, bowiem w planach miałem obejrzenie występu Dark Tranquillity. Po występie Szwedów wróciliśmy na główną scenę, żeby jedynie z ciekawości rzucić okiem na koncert Parkway Drive. Sama muzyka nie należy do moich ulubionych, tak więc najciekawszym elementem koncertu były ognie, które trzeba przyznać świetnie się zgrywały z timingiem utworów.
Perturbator. Byłem ciekaw samego show, muzyki jak i tego jak brutalni fani go odbiorą. No i się zdziwiłem. Publiki pod sceną było dość sporo i większość się świetnie bawiła. Na pewno tak muzycznie odszczepiona od całokształtu muzyka jest ciekawym dodatkiem, ale zdecydowanie bardziej by pasowała na scenę orientalną.

Piątek
Dzień rozpoczęliśmy od koncertu czeskiego doom metalowego Blues For The Red Sun, jednak tragiczne nagłośnienie zespołu sugerowało aby stąd czym prędzej uciekać. Kilka lat temu pierwszy raz widziałem na żywo Septicflesh. Pomimo tego postanowiłem ponownie sprawdzić ich formę na żywo, tym bardziej, że za perkusją zasiada Krimh (ex-Decapitated). Muzycznie koncert był bezbłędny, Krimh niczym maszyna naparzał w gary, jedynym minusem było zbyt częste (sorry) pieprzenie frontmana Setha. Ciągle liczył do trzech i wszystko chciał rozwalać! (let’s destroy) przy czym nie wiele grał na swoim basie (jechał z podkładu?).
Potem nastąpiła przerwa regeneracyjna aż do czasu koncertu portugalskiego zespołu Moonspell. Akurat ten band to mi się chyba nigdy nie znudzi. Zagrali bardzo dużo kawałków z Irreligious (w tym roku przypada 20-lecie płyty) dorzucając obłędne Alma Mater. Po tym fenomenalnym koncercie przyszła pora na Satyra i spółkę. Norwedzy set oparli w na Nemesis Divina. Wspominając oniegdyś koncert Satyricon z Brutal Assault, pytałem siebie – what the fuck? Coś tu nie gra. Czy to gorszy dzień, czy nie najlepsze nagłośnienie? Nie wiem. Koncert uratowali utworami K.I.N.G., Fuel For Hatred i The Pentagram Burns.
Następne w grafiku była koligacja Arch Enemy z Taake na trzeciej scenie. Wybór prosty – black metal! I to był strzał w dziesiątkę. Hoest ze swoją ekipią odwalili kawał świetnej roboty na scenie. Oczywiście nie zabrakło kvltowego utworu Nordbundet. Koncert na 6-tkę, a raczej 6,66!
Po tym koncercie załapałem się na końcówkę Arch Enemy. Bardzo dobrze, że tylko na końcówkę, bowiem nowe Arch Enemy to równia pochyła. Od znajomych osób na festiwalu słyszałem, że “koncert był śmieszny/cyrkowy”. Niestety ze względu na późną porę i zmęczenie materiału czas na zakończenie tego dnia. A szkoda, bo o 1:00 miał zagrać Dark Funeral.

Sobota
Piątkowy after w namiocie poskutkowało tym, że w sobotę pominąłem koncert Hypno5e. Więc następnym punktem programu był dopiero Stuck Mojo o 16tej. Muszę przyznać, że zespół jest w dobrej formie i chętnie bym go zobaczył na jakimś klubowym koncercie z dłuższym timingiem. Pochwalić należy wokalistę, który zdał egzamin przy kawałkach ze starszych płyt. Totalnym dla mnie zaskoczeniem był koncert Angelcorpse. Namiot był wypełniony po brzegi! Amerykanie dosłownie zniszczyli. Świetne riffy, bezbłędne blasty i fani opętani dźwiękami napieprzający pod sceną. Po tej masakrze należało się czym prędzej zalogować przed sceną, na której miał grać Behemoth. Nergal wraz z zespołem zagrali świetne show z dodatkiem pirotechniki częstując fanów komunikantami. Większość utworów poleciała z The Satanist, a całość została zakończona kawałkiem Chant for Eschaton 2000. Myślę, że nie było to 100% w wykonaniu zespołu i sam pomysł wg mnie co do zagrania akurat tej płyty w całości nie był najlepszy. Po tym thrash metal w wykonaniu Destruction, czyli najlepszy moment na odpoczynek aby nabrać sił na koncert krakowskiego zespołu Mgła. Krajanie zaprezentowali sporo kawałków z With Hearts Toward None i Exercises In Futility. Z zakrytymi twarzami, surowo, bez zbędnego pierdolenia między utworami (w czym mistrzami są chyba panowie z Destruction). BDB koncert na zakończenie 21 edycji Brutal Assault.

A2_BA2016_v5.ai

Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .