Caravan – Poznań (22.02.2019)

Polscy fani klasycznego progresywnego rocka z radością przyjęli informację, że ta brytyjska grupa zagra w Polsce. Caravan, mimo pokaźnej i cenionej dyskografii, co prawda nie zyskalił takiej popularności jak Yes, Camel czy Genesis, ale u nas mają taką estymę, która sprawia, że frekwencja na występach Brytyjczyków jest obiecująca. Tak było 22 lutego w Poznaniu, kiedy zagrali w poznańskim klubie „Blue Note” oraz w warszawskiej „Progresji” dzień później. Ja zobaczyłem ten pierwszy show, zorganizowany przez agencję Ranus.

Praktycznie zawsze grali muzykę trudniejszą w odbiorze, łączącą jazz z rockiem i folkiem, niekoniecznie przebojową, ale mimo braku wielkich sukcesów komercyjnych, udało im się przetrwać do dziś. Co istotne, zespołowi nadal lideruje Pye Hastings (gitara i śpiew), który jest założycielem Caravan, a na gitarze i altówce gra Geoffrey Richardson (znany też z płyt Boba Geldofa, Buzzcocks), który występuje z nim od 1972 roku. Poza tym w składzie udziela się Jan Schelhaas (instrumenty klawiszowe), który współpracował też z Camel i nagrał z nimi albumy “I Can See Your House From Here” i „Nude”. Na gitarze basowej gra James Leverton, który współpracował m.in. z Savoy Brown i Noelem Reddingiem, a na perkusji najmłodszy w tej personalnej konfiguracji – Mark Walker.

W ubiegłym roku Caravan świętował występami na żywo 50 lat swego istnienia, a teraz kontynuująe tę trasę, wykonując oczywiście swoje najlepsze kompozycje, wybrane z płyt powstałych w latach 70. Od energetycznego, melodyjnego „Memory Lain, Hugh” połączonego z „Headloss”, właśnie z tamtego czasu, zaczęli wieczór w Poznaniu, wywołując entuzjazm na widowni. Później zaaplikowali publiczności następny rarytas z dalekiej przeszłości – „And I Wish I Were Stoned” oraz utwory ze słynnego albumu „In The Land Of Grey And Pink”, takie jak „Golf Girl” czy suita “Nine Feet Underground”.

Zabrzmiał także nastrojowy „Nightmare” z albumu „Better By Far”, więc Anglicy zadbali o stopniowanie emocji. Utwory zapowiadał Richardson, dorzucając do tytułów anegdoty z historii grupy, także było sporo humoru, aczkolwiek widzowie, usadowieni głównie na miejscach siedzących, mieli ograniczone pole do żywszych reakcji na to, co się działo na scenie. Mimo to, muzycy byli raczej zadowoleni z odbioru. Dobrze się bawili wspólnym graniem. To muza pokomplikowana rytmicznie, wymagająca od instrumentalistów sporego zaangażowania, ale tak doświadczeni gracze sprawnie pokonywali wszystkie trudności.

Zagrali niemal dokładnie dwie godziny, dokładając do repertuaru sprzed kilku dekad, także nowsze numery. W 2013 roku Caravan wydalił swój ostatni studyjny album „Paradise Filter” i z tej płyty teraz zaserwowali nostalgiczny „Farewell My Old Friend”, rozbudowany „Dead Man Walking” oraz lżejszy brzmieniowo „I`m On My Way”. Ten ostatni song był finałem całego wydarzenia. Wydarzenia, które dla większości widzów było sentymentalną przejażdżką przez najciekawsze momenty w dokonaniach zespołu. Dla młodszych wiekiem, takich jak ja, była to zaś świetna lekcja historii rocka. Mam nadzieję, że „w okolicy” pojawią się jeszcze kolejne, podobne formacje, bo zaległości w tym zakresie mam jeszcze duże…

Tagi: , , .