Christ Agony, Thy Worshiper, Ragehammer – Poznań (29.01.2017)

Informacja o tej trasie była dla mnie cholernie miłym zaskoczeniem. Jakoś tak się pechowo złożyło, że mimo mojego maniakalnego oddania muzie Cezara, nigdy nie było mi dane zobaczyć Christ Agony na żywo. Thy Worshiper to już w ogóle unikat w kwestii koncertów, a Ragehammer to taki mały odtruwacz marazmu. W obliczu powyższego- nie było wyboru: musiałem wybrać się do Bazyla , by nabożnie spędzić niedzielny wieczór.

Miejsce – poznański klub U Bazyla to wielokrotnie sprawdzona lokacja. Zawsze wszystko jest tam tip top, zatem będąc minimalnie przed czasem, grzecznie poszedłem do wodopoju, by dostarczyć organizmowi niezbędnych %-ów.

Ragehammer cholernie punktualnie wystartowali, od razu rozwiewając moje obawy – były takie?!-  względem ich scenicznej prezencji. Poza tym byłem ciekaw jak album The Hammer Doctrine wypadnie na żywo. Rozważania zostały brutalnie przerwane szybkimi ciosami w przeważającej części ze wspomnianego albumu. Nie zawiedli. Podarłem ryja przy chociażby takim miłym kawałku jak Wróg. Niestety publika mocno ospała, niewiele zresztą było jeszcze osób na sali. Czuć było, że część z tych, co przybyła czeka tylko na finałową kapelę. Kuźwa, ja chyba jestem za głupi lub za stary, ale jestem z pokolenia, gdzie się zapierdalało na drugi kraniec kraju, ciesząc się każda minutą koncertu. Teraz jest takie bezdupie, że część publiki robi sobie fotki na tle sceny. No kurwa… Ale wracając do otwierającego mily wieczór Ragehammer – jak już wspomniałem – to taka odtrutka na taki marazm sceny metalowej, na ten zmanierowany rynek. Muza, będąca miksem thrashu i klimatu starego siermiężnego black, całkowicie mnie kupiła na płycie, a na żywo zmiotła. Cały występ był podporządkowany ostatniemu albumowi, co mi wybitnie pasowało. Totalna żywiołowość, podkurwienie – całkowicie słuszne – na z dupy reakcję ludzi. Na finał koncertu Ragehammer zagrał cover Klenczona znany z płyty. Nie można nie lubić takich występów! Totalna, bezwstydna afirmacja brudu i jadu w muzyce metalowej. Metal w 120% formie. No i kultowa kwestia rzucona przez wokalistę do jakiegoś cymbała gwiżdżącego na widok zdjętej koszulki: czy jesteś wagino sceptykiem? Wyborne. Jeżeli będą grać chłopaki z Ragehammer u was w okolicy, to odłóżcie pieprzony cyber świat i zapierdalajcie na dawkę metalu. Ragehammer są młodzi, są wkurwieni, są realni.

no images were found

Thy Worshiper… Dawno temu Morbid Noizz wydał ich materiał Popiół, który nadal często gości u mnie w odtwarzaczu. Kolejne materiały zespołu, zwłaszcza te wydane w Arachnophobii, dały ich muzie nowy wymiar. Czy są przez to lepsze? Nie wiem, mi czasem brakuje tego ascetycznego klimatu debiutu. Klechdy, ostatni materiał Polaków na emigracji z Thy Worshiper to totalna podróż przez miraż świata ludowego dziedzictwa i pewnego uroku rytuału, szamaństwa i poczucia obcowania z czymś pierwotnym. Klechdy wymagają czasu i skupienia, bowiem to płyta, która płynie. Powiem szczerze, że totalnie nie widziałem tego materiału na żywo. Trzy dni non-stop wałkowałem cały album, by z obawy przed masakrą brzmieniową, chociaż coś wyłapać. Niepotrzebnie. Tymczasem koncert Thy Worshiper był wyborny. To bardziej trans, czy też specyficzny stan umysłu. Bez fajerwerków, niemal bez kontaktu z publiką. Może i niektórzy odebrali ich jako nudę, ja daleki jestem od ich sceptycyzmu. A może po prostu prozaicznie nie znali nic z ostatnich płyt… Pominąwszy poszczególne elementy, czyli świetnie zaakcentowaną perkusję, czy też “pracę” basu, to zasadniczego klimatu muzyce Thy Worshiper dodały damskie wokalizy. Obecnie Thy Worshiper nie wyobrażam sobie bez tego całego konglomeratu dźwięków.  Trzeba przyznać, że charakterystycznie wyglądająca wokalistka kradła całą uwagę. Pięknie wykonane partie wokalne, z zaangażowaniem i polotem. Reasumując, po tym transowym występie ja byłem kontent. Zdaję sobie sprawę z pewnego kontrastu muzycznego między pozostałymi dwoma kapelami, ale i tak cieszę się, że ktoś ich wrzucił na tę trasę. Taka rozbieżność stylistyczna ma bowiem sporo zalet. Chociażby malkontenci mogą iść na fajkę czy browara.

no images were found

Christ Agony… Sama nazwa, jak Rotting Christ jest jak policzek dla politycznej poprawności, jak wskazanie, że metal nadal jest muzyką cholernie odległym od normalności, od szarzyzny. Podziwiam Cezara, że nawet gdy tworzył pod szyldem Whispers czy Union, to można było łatwo dostrzec Jego specyficzny styl kompozytorski. Swoją drogą szkoda, że Cezar nie ruszył w trasę ze swoim nowym projektem. Bowiem skoro mógł być Thy Worshiper, to i zbliżona muzycznie Topielica dałaby radę.

Ale do sedna. Christ Agony Anno 2017 to kapela w świetnej formie. Ale nic dziwnego, właśnie wydali rewelacyjny krążek Legacy. Piękny powrót do najlepszych lat. Zespół na scenie zgrany i bez kompleksów podchodzący do ćwierćwiecza kapeli. Koncert zagrali w głównej mierze oparty o najnowszy album. Poleciało m. in. rewelacyjne Conjuration czy Sigillum Diaboli. Od samego początku Cezar z ekipą absolutnie totalnie zawładnęli klubem. Można oczywiście wiele zarzucić Cezarowi, ale nie tego, że nie czuć w nim pasji i świetnego kontaktu z publiką. Oszczędna konferansjerka, ale zarazem postawienie na muzykę, nie zaś na tanie chwyty. Zresztą chyba nie było wątpliwości, dla kogo zdecydowana większość publiki przybyła tego wieczoru.

Chociaż z uwagi na me obecne gabaryty nie wejdę w moją leciwą koszulkę Christ Agony z okładką Moonlight, to stanowczo mogę rzec- nadal nosiłbym ja z dumą. Christ Agony za sprawą Legacy wreszcie powrócił w pełnej witalności, nie mam żadnych wątpliwości. Świetny materiał, obecna trasa… Jednym słowem mogę podsumować koncert: szaleństwo. Co zresztą następne dni mocno mi przypomniały bólem karku i ogólnym „obiciem”. No ale co się dziwić, każda sekunda była totalnym amokiem, no a jak poleciały dwa „szlagiery” z płyty Moonlight, czyli tytułowy i Mefistofeles, to człowiek ocipiał ze szczęścia. Dzięki Christ Agony! Dzięki Cezar za ten czas, za swoistą podróż do czasów, gdy kapela metalowa budowała swą pozycję muzyką nie zaś lajkami na fejsie.

To był chyba najlepszy koncert, na jakim byłem u Bazyla. Świetnie nagłośniony, perfekcyjnie organizacyjnie. Jak zawsze pełna kultura, do tego konkretne piwa w barze. Do tego porządny merch. Sam nabyłem sobie Ragehammer, bo jakimś tajemniczym zdarzeniem losu, nadal go nie miałem. Nie wierzcie malkontentom – to był zajebisty koncert, a ja tylko mogę żałować, że nie mogłem sobie jeszcze jednego zafundować, ale proza życia niestety bezlitośnie niszczy takie marzenia.

no images were found

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .