Clutch, The Picturebooks, Octopussy – Warszawa (07.12.2018)

Istnieją takie zespoły, które po prostu nigdy się nie nudzą. I choć widziało się je na żywo już wielokrotnie, ich urok w ogóle nie przemija. Wydawać by się mogło, że kolejne koncerty nie są w stanie zaoferować nic nowego, a jednak! W moim świecie takim zespołem jest amerykański kwartet Clutch, który w zeszły piątek zameldował się na scenie warszawskiego klubu Proxima w towarzystwie supportów z Octopussy oraz The Picturebooks. I mimo że było to już moje trzecie spotkanie z zasłużoną rockową ekipą, wciąż uważam, że jest to jeden z najbardziej energicznych i elektryzujących zespołów na świecie. Cóż to był za wieczór! Zapraszam do relacji z polskiego przystanku trasy promującej najnowsze wydawnictwo grupy zatytułowane Book of Bad Decisions!

W klubie Proxima pojawiłem się chwilę po otwarciu drzwi. W budynku już od samego początku roiło się od ludzi – taki urok wyprzedanych koncertów. Po wizycie w szatni udałem się na stoisko z merchem, którego asortyment nieco mnie rozczarował. W ofercie Clutch znaleźć można było jedynie trzy rodzaje koszulek, flagę, czapkę zimową oraz parę winyli. Liczyłem na o wiele więcej, ale widocznie gorący towar Amerykanów rozszedł się jak ciepłe bułeczki w takich krajach, jak Szwecja czy Niemcy. Niedługo później na scenie pojawił się gdański zespół Octopussy, który przedstawił publiczności swoje gęste i „zapiaszczone” stoner rockowe oblicze. Polski sekstet zaprezentował się interesująco. Grupa przeplatała ciężkie, stonerowe momenty z rock’n’ rollową dynamiką, która bujała warszawskim tłumem. Czysty wokal frontmana grupy stanowił fajny dodatek do energicznego instrumentarium składającego się z dwóch gitar elektrycznych, basu, bębnów i keyboardu. 45-minutowy występ polskiej ekipy stanowił naprawdę obiecujący początek wieczoru. Może nie był to koncert spektakularny, ale Panowie z Octopussy mają pełne prawo być z siebie dumni. Byle kto nie występuje w roli supportu Clutch.

Jakieś 15 minut po zakończeniu gigu Octopussy na scenie pojawiło się dwóch sympatycznie wyglądających Panów. I tak jak przed chwilą w warszawskiej Proximie widownia miała okazję obserwować aż szóstkę muzyków, teraz było ich tylko dwóch. Niemców z The Picturebooks kojarzyłem wcześniej jedynie z nazwy. Niemniej jednak, po piątkowym występie ten niezwykły duet zdobył masę nowych fanów. Wydawało mi się, że tego dnia to jedynie muzyka headlinerów z Clutch przyprawi mnie o szybsze bicie serca. Szybko jednak zostałem wyprowadzony z błędu, bowiem to, co The Picturebooks prezentowali na scenie było czystym szaleństwem. Świetne wokale (w tym duecie śpiewa zarówno gitarzysta, jak i perkusista), niesamowity groove i przede wszystkim szalona gra perkusisty sprawiły, że publiczność wprost oszalała. Co też najlepszego wyprawiał ten bębniarz! Poza uderzaniem w perkusję jakimiś niestworzonymi przedmiotami, muzyk obchodził się ze swoim instrumentem jak magik z peleryną. W pewnym momencie na jego dłoniach pojawiła się krew. Jego niezwykle energiczna a zarazem czarująca gra bardzo podobała się fanom. Utwory Zero Fucks Given czy I Need That Oooh zostały przyjęte z ogromnym entuzjazmem, na co niemiecki duet żywiołowo reagował. Kapitalny występ, chapeau bas. Kto by pomyślał, że niepozorna dwójka muzyków zrobi takie show! Już ostrzę sobie apetyt na następny koncert The Picturebooks w naszym kraju. Miejmy tylko nadzieję, że nastąpi to stosunkowo niedługo, bo zespoły o takiej charyzmie i elegancji to czysta frajda i przyjemność dla zmysłów.

Ścisk w Proximie był niesamowity. Wypełniony po brzegi klub pękał w szwach, a gdy z głośników zaczęły dobiegać pierwsze dźwięki klasycznego intro We Need Some Money, publiczność zgodnie wyśpiewała jego tekst. Światła zgasły, na scenie pojawiło się czterech niepozornie wyglądających Panów w średnim wieku, i moment później wszyscy szaleli do pierwszych dźwięków Gimme the Keys. Ależ to był kocioł! Frontman Neil Fallon niczym pantera biegał z jednego końca sceny do drugiego i swoim niepodrabialnym głosem dowodził rozszalałą publiką. Jeszcze szybszy Vision Quest udowodnił, że utwory z najnowszej płyty – pomimo nieco bardziej stonowanej dynamiki – są świetne w akcji na żywo. Do trzeciego utworu obeszło się bez większych zaskoczeń, natomiast to, co nastąpiło później przerosło moje oczekiwania. Gitarzysta Tim Sult zaczął odgrywać pierwsze riffy Promoter (of Earthbound Causes), czyli odkurzonego klasyka z opus magnum Blast Tyrant (2004). Jakże wielki uśmiech zagościł na mej twarzy! To właśnie takie nieprzewidywalne momenty kocham w koncertach Clutch. Zespół z nocy na noc dosłownie wywraca setlisty do góry nogami, przez co nikt nie wie, czego można się po nich spodziewać. Amerykanie ciągle są w najwyższej formie i chyba nic nie jest w stanie tego zmienić. Poza zdecydowaną większością utworów z trzech ostatnich albumów, muzycy odkopali również fantastyczny kawałek Open Up the Border oraz kosmiczny, stoner rockowy hymn Spacegrass. Neil Fallon co prawda nie był tak rozmowny, jak półtora roku temu w katowickim Mega Clubie, ale jego wypowiedzi zazwyczaj wywoływały aprobatę i gromki aplauz. Główna część setu zwieńczyły kawałki D.C. Sound Attack! oraz funkowa In Walks Barbarella, czyli utwory, podczas których niejedni uczestnicy poszli w tan. Następnie muzycy podziękowali publiczności i zeszli ze sceny po to, by za pięć minut wrócić na krótki bis złożony ze sztandarowych, uwielbianych kawałków grupy w postaci Electric Worry i The Mob Goes Wild. To już naprawdę był koniec, Amerykanie zgodnie bili brawo warszawskiej publice, po czym szybko zeszli ze sceny przy akompaniamencie bardzo głośnych oklasków. Perkusista Jean-Paul Gaster jako jedyny członek zespołu podszedł do fanów i podarował im setlisty, piórka i perkusyjne pałeczki. I tak trzeci polski koncert Amerykanów z Clutch przeszedł do historii.

Set Clutch, ok. 1h i 30 minut:

Gimme the Keys
Vision Quest
Promoter (of Earthbound Causes)
Sucker for the Witch
A Quick Death in Texas
Open Up the Border
Earth Rocker
How to Shake Hands
Spacegrass
Ghoul Wrangler
H.B. Is in Control
Lorelei
X-Ray Visions
Firebirds!
D.C. Sound Attack!
In Walks Barbarella
————————
Electric Worry
The Mob Goes Wild

Piątkowy wieczór zaliczam do bardzo udanych. Wszystkie trzy zespoły, które zaprezentowały się w warszawskiej Proximie zagrały bardzo dobre koncerty. The Picturebooks jest dla mnie odkryciem roku – ten duet jest niesamowity, polecam każdemu fanowi Johnny’ego Casha. Chyba nie dało się wybrać lepszej ekipy do koncertowania wraz z Amerykanami z Maryland. Jeżeli chodzi o główną gwiazdę tego wydarzenia, to według mnie jak dotąd był to najlepszy koncert Clutch w naszym kraju.

Z mojej strony to już wszystko. Chciałbym serdecznie podziękować agencji Metal Mind Productions za ponowne sprowadzenie Clutch do Polski. To był niezapomniany wieczór. Składam ukłony również włodarzom klubu Proxima za to, że podjęli się wyzwania, jakim było goszczenie amerykańskiej ekipy w swoich progach. Uważam, że nikt nie ma prawa narzekać, bo był to wieczór jak najbardziej udany. Koncerty odbyły się bez przeszkód, a nagłośnienie i akustyka trzymały poziom. Ja tymczasem się żegnam i z niecierpliwością czekam na kolejną wizytę Clutch w Polsce, która ma mieć miejsce już w przyszłym roku w ramach drugiego etapu trasy promującej dwunasty album tych niezwykle sympatycznych muzyków.

Autorką zdjęć jest Joanna Pietrzak.

 

Marcel

unapologetic lifer for rock 'n' roll
"rock 'n' roll ain't worth the name if it don't make ya strut"

Tagi: , , , , , , , , , , .