Dead Congregation, Incarceration, Warfist, Eteritus – Wrocław (25.10.2016)

Ominął mnie niestety ubiegłoroczny festiwal Into the Abyss i kiedy później słuchałem/czytałem jaką sztukę dowalili Dead Congregation, żałowałem swojej absencji. Nie minęło jednak nawet 10 miesięcy, kiedy gruchnęła wieść, że Grecy wracają do Wrocławia! Na trwającą właśnie trasę Sombre Martyrium Over Europe, mistrzowie mrocznego death metalu zaprosili w roli supportu brazylijsko-niemiecki Incarceration. Organizatorzy polskiego przystanku tej trasy zadbali także o to, by publiczność należycie rozgrzały Eteritus oraz Warfist.

Zanim jednak o samych występach… Ciemna Strona Miasta to klub, do którego chodzę rzadko. Może i ma swój klimat (na ścianach mnóstwo biletów i koncertowych plakatów z przeszłości), ale jest ciasny, przestrzeń pod sceną jest niewielka (wielkość dużego pokoju w waszych domach), sama scena ma wysokość jakichś 20 centymetrów, i na dodatek w lokalu nie ma nawet szatni. Najgorsze jest jednak to, że zawsze kiedy byłem w Ciemnej Stronie na koncercie, dochodziło do znacznych opóźnień. Niezależnie od tego, kto organizował gig, kto na nim grał, ile było kapel, trafiał mnie szlag od tego niekończącego się czekania. Tak też było i tym razem. Już pierwsza kapela weszła na scenę 30 minut po czasie, a z każdym kolejnym występem opóźnienia były coraz większe. Dość powiedzieć, że w chwili, kiedy koncert już miał się skończyć, gwiazdy wieczoru nie było jeszcze na scenie. Co ma powiedzieć ktoś, komu ucieka właśnie ostatni pociąg? Że metal to jest wojna i trzeba być twardym, a nie miętkim? 🙂

Ok, wracamy do muzyki. Jako pierwszy na scenie zameldował się Eteritus. Torunianie „z pewną taką nieśmiałością” prezentowali swój die_hard_oldskulowy death metal. Liam jakby przestraszony zagadywał publikę między utworami. Choć może zagadywał to zbyt dużo powiedziane, po prostu cicho mówił, że zagrają teraz następny numer. Zespół prezentował się statycznie i tak też reagowała publika. A szkoda, bo z głośników wydobywały się naprawdę pierwszorzędne dźwięki o zdecydowanie koncertowym potencjale. Śmierci więc w tym death metalu nie było, ale pewnie wraz z większym obyciem scenicznym, zespół będzie prezentował się na koncertach znacznie lepiej.

eteritus

Zupełnie inaczej rzecz się miała z Warfist, który wystąpił jako drugi. Panowie na luzie, bez żadnej spinki, ale pełni werwy, nakurwiali swój przyprawiony blackiem thrash metal. Mihu jest świetnym frontmanem, który swoją charyzmą od razu kupuje ludzi pod sceną. Szybko więc doczekaliśmy się pierwszych śmiałków, którzy prezentowali soczysty headbanging. Energią liderowi kapeli dorównywali także pozostali członkowie zielonogórskiego tria- Wrath dwoił się i troił, machał banią, ryczał do mikrofonu; a Pavulon niczym zwierzak z Muppetów okładał swoje bębny. Oglądanie go w czasie gry to pieprzona przyjemność.
Muzyka Warfist jest stworzona do gry na żywo. Żre, momentalnie podrywa do zabawy i nie pozostawia obojętnym na to, co dzieje się na scenie. Zarówno starocie, jak i nowości z właśnie ukazującego się drugiego albumu prezentują się doskonale. A gdy jeszcze dodamy że już na koniec poleciał klasyk w postaci Dethroned Emperor Celtic Frost… Świetne zwieńczenie naprawdę fantastycznego gigu. Czapki z głów!

warfist

Nie będę krył, że z całej czwórki zespołów najsłabiej znałem Incarceration. Dorobek kapeli jest nad wyraz skromny- jeden split i jedna EPka, łącznie cztery(!) utwory. Wrocławski gig odbył się zaledwie na kilka dni przed premierą ich debiutanckiego albumu , ale coś mi mówi, że za jego sprawą o Incarceration zrobi się naprawdę głośno. To kolejny band, który pała miłością do oldskulowego grania, więc miłośnicy death/thrashowego brudu z lat 80 (choć podanego we współczesnej produkcji) będą mieli sporo powodów do radości. Na dodatek za sprawą pochodzenia lidera zespołu- Daniela Silvy– słychać w ich muzyce charakterystyczny, brazylijski sznyt. Delektowanie się opisywaną muzyką utrudnił trochę akustyk, ale nie przeszkodziło to fanom bawić się w najlepsze. Pod sceną zgromadziła się naprawdę pokaźna liczba ludzi, żywo reagująca na występ. Nie dziwne więc, że Daniel nie szczędził pochwał i „thanks, Polish maniacs” padało z jego ust bardzo często.

incarceration

W końcu kilkanaście minut po godz. 23 przyszedł czas na to, na co wszyscy czekali. Cóż mogę rzec? W ciągu sekundy przekonałem się, dlaczego ubiegłoroczny gig Dead Congregation jest wciąż żywo wspominany przy każdej możliwej okazji. Miałem wrażenie, że wraz z początkiem tego misterium otworzyła się piekielna otchłań, która zaczęła wsysać wszystkich wokół. Masywna, lecz czytelna ściana dźwięku po prostu hipnotyzowała. Zespół jak w transie, bez zbędnych przerw i pogadanek, serwował kolejne utwory. Najmocniej w secie została zaznaczona obecność Promulgation of the Fall, ich drugiego albumu, ale miłośnicy debiutanckiego Graves of the Archangels, czy pierwszej EPki także mogli czuć się szczęśliwi, za sprawą Martyrdoom, Teeth into Red czy Lucid Curse. Koncert był naprawdę świetnie zaplanowany, miał swoje tempo, dramaturgię i cały czas trzymał w napięciu. Akurat w przypadku występu Greków akustyk zasłużył na pochwałę i duże piwo, bo wszystko brzmiało wręcz idealnie! W muzyce Dead Congregation niezwykle ważne są zarówno wszystkie smaczki, jak i klimat, i to udało się oddać. Nie pamiętam kiedy po raz ostatni wychodziłem z metalowego koncertu na nogach miękkich z wrażenia. Czuję, że mógłbym pisać jeszcze długo, a i tak nie oddałbym tego, jak fenomenalny był to występ. Kilka dni po nim, ciałem jestem w domu, przy klawiaturze, ale duchem wciąż znajduję się pod sceną, oddając Grekom należny im hołd.

dead-congregation
Gorące podziękowania dla Moniki Wawrzyniak za możliwość wykorzystania zdjęć. Więcej znajdziecie tutaj

Tagi: , , , , , , , , , .