Dead Letter Circus, Siamese, Daze of June – Warszawa (17.09.2019)

Dead Letter Circus, australijska formacja, grająca szeroko pojęty prog rock/metal w wydaniu nowoczesnym, zdaje się posiada wszystkie atrybuty, żeby stać oczko wyżej w hierarchii zespołów trudniących się podobną sztuką, a jednak ciągle nie przekroczyła pewnego progu. Panowie występowali na największych światowych festiwalach, supportując z jednej strony Linkin Park i Muse, a więc ścisły mainstream, a z drugiej Animals As Leaders czy Perpihery w totalnie innej konfiguracji muzycznej. Do tej pory jednak mimo pozytywnych recenzji i uznania w środowisku muzycznym, trudno mówić o dużej popularności grupy, a już na pewno nie w Polsce. Pierwszy koncert Dead Letter Circus widziałam we Wrocławiu, udało mi się również miło pogawędzić o różnych planach zespołu (wywiad tu), natomiast dopiero trzy lata później dzięki ekipie Knock Out Productions muzycy odwiedzili warszawską Hydrozagadkę. I znów frekwencyjnie fajerwerków nie było, choć energii i zaangażowania bynajmniej nie brakowało! Zapraszam do relacji. 

Na początek dwie nowinki, których nie miałam okazji wcześniej sprawdzić. Punktualnie ruszyła duńska formacja Daze of June, wcześniej znana pod nazwą Archives of Alaska. Panowie nazywani górnolotnie skrzyżowaniem Tesseract z Alter Bridge mieli dość trudne zadanie rozgrzania publiki w ilości nie przekraczającej 30 jednostek ludzkich. Zadanie jak dla mnie mogło być wykonane prawidłowo, warunki sprzyjały, jednak repertuar grupy dość odbiega od moich upodobań, więc zaniecham dalszej analizy koncertu.

Nieco inaczej sytuacja miała się z kolejną grupą – Duńczykami z Siamese. Muzycy twierdzą, że ich styl należy określać mianem R’n’B core… Fajnie? Czemu nie, przecież w muzyce nie ma granic. Jednak daleka jestem od takich interpretacji. Koncert Siamese najchętniej zamknęłabym w ramkach prog rocka w nowoczesnej odmianie, jeśli miałabym się nad czymś w gatunkach upierać. Na pewno wrażenie robiły świetne, wręcz rewelacyjnie czyste wokalizy, “żywe” skrzypce, chwytliwe melodie i zwyczajnie dobra energia bijąca ze sceny. Co do jakości koncertu zarzutów mieć nie mogę, natomiast jeśli rzecz miałaby dotyczyć repertuaru, na pewno zabrakło pewnego zróżnicowania, przez co trudno było utrzymać skupienie na dłużej.

Na koniec czas na headlinera i Dead Letter Circus, na których mocno tego wieczoru liczyłam. Dwie pierwsze płyty Australijczyków This is the Warning (2010) i The Catalyst Fire (2013) zaliczam do jednych z ulubionych, i choć ewolucja zespołu poszła w kierunku coraz bardziej odbiegającym od pierwotnych założeń, to z pewnością techniki i pomysłów nie można grupie odmówić. Muzycznie formacja spisała się dobrze, jednak wokal Kima Benzie pozostawiał wiele do życzenia. Nie mam pojęcia, czy winą wyjątkowo kiepskiego stanu rzeczy było niefortunne nagłośnienie koncertu czy też problemy zdrowotne lidera, ale nie mogłam w pełni docenić koncertu poprzez liczne niedociągnięcia w tej materii. Tak jak się spodziewałam było emocjonalnie, melodyjnie i z werwą, zespół dwoił się i troił, żeby nie tracić bardziej poprzez niedomagania na linii frontu. Udawało się lepiej lub gorzej, niemniej publika nie odpuszczała i podejmowała wszystkie wyzwania do wspólnej zabawy inicjowane od początku koncertu. Za najlepsze momenty uznaję pierwszy utwór z pierwszej płyty Here We Divide, żywiołowy Cage, przełomowy dla zespołu I am i nowy The Armour You Own. Na uwagę zasłużyła sekcja rytmiczna i dobra energia po obu stronach sceny, jednak mogło być o wiele lepiej. Z takimi możliwościami na pewno. Cóż, bywa i tak.

Setlista:

Here We Divide
In Plain Sight
While You Wait
The Space on the Wall
Change
Lodestar
Tremors
The Burning Number
Cage
I Am
We Own the Light
One Step
Running Out of Time
The Armour You Own
The Mile
The Real You
Next In Line

To by było na tyle, więcej nie trzeba. Zachęcam do sprawdzenia Dead Letter Circus indywidualnie i przy najbliższej okazji spróbowania ich możliwości na żywo. Mimo swojego marudzenia nie zamierzam tracić wiary w ten zespół i mam nadzieję, że następnym razem moje doświadczenia koncertowe będą bardziej satysfakcjonujące. 

Do następnego!

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .