Drab Majesty, Body of Light – Warszawa (24.10.2019)

Ostatni czwartek października w stolicy okazał się wyjątkowo bogaty w różnego rodzaju muzyczne przedsięwzięcia, można było jednak pogodzić godzinowo każdy event i zjawić się minimum na trzech. Jak nie teraz, to kiedy, przecież nie zimą! Za punkt honoru tym razem postawiłam sobie dotarcie na koncert dziwnego i interesującego Drab Majesty wprost z LA, którzy obcowali ze swoją publiką w warszawskiej Hydrozagadce, dzięki uprzejmości i organizacji agencji Winiary Bookings. Białe garnitury, srebrne peleryny, blade, upudrowane twarze i blond peruki headlinerów skutecznie przykuwały uwagę, nie mniej jednak niż stroje niektórych fanów, dzięki którym można było poczuć mikroklimat na przykład cudownego Castle Party. Fantazyjny i uroczy w swej kiczowatości wieczór podbiła fajna, niemal radosna ejtisowa atmosfera, której choć się ukradkiem spodziewałam, to nie sądziłam aż tak posmakować. Frekwencja całkiem spora, przekrój wiekowy zróżnicowany, wśród przybyłych zarówno brokat, jak i koszulki z nazwami śmierć metalowych kapel – miszmasz zdecydowanie najlepszy. Zaczynamy!

Ale najpierw support. Rozumiem modę na lata osiemdziesiąte, blichtr na syntezatorowe motywy przewodnie kompozycji i takież koncepty na twórczość. Ale to, co zaprezentowali Amerykanie z Body of Light nie przechodzi mojego marginesu tolerancji nawet w najbardziej wygiętej formie. Naprawdę doceniam wczucie w klimat, to całe popowo-skoczne opracowanie tematu, włączając styl – i sceniczny, i repertuarowy rodem z Pet Shop Boys, ale nie zdołam potraktować takich praktyk ani poważnie, ani tym bardziej z przymrużeniem oka. Nie zadziałało, nie i jeszcze raz nie. Choć trzeba przyznać, że tanecznie wokalista miał wiele do pokazania, i to się chwali, na pewno dobrze czuje swoje piosenki.

Przemyślany koncept mają również Drab Majesty, ale to zupełnie inna historia, i bardzo dobrze. Na scenę wkroczyli z lekką obsuwą około 20.20, przebrani za…manekiny. Dla niewtajemniczonych ten muzyczny projekt tworzą Andrew Clinco, perkusista Marriages, i androgeniczny artysta bez nazwiska, który tytułuje się jako Deb Demure. Połączenie New Order i The Cure na synthpopowym kręgosłupie, jak się okazało tego wieczoru, technicznie wypada jednak lepiej studyjnie niż na żywo. Już tłumaczę w czym rzecz. Drab Majesty ujmuje bardzo dobrymi kompozycjami, miłymi dla ucha (nie znoszę tego określenia, ale w tym przypadku to najprawdziwsza prawda) piosenkami i mimo dream popowych aranży, chłodnym, a momentami mrocznym klimatem. Duet może się pochwalić świetnymi bangerami, które zapadają w pamięć i zachwycają umiejętnym korzystaniem z dobrodziejstw i tanecznych, i rockowych, i nowofalowych motywów ubiegłych błyszczących epok. Natomiast podczas koncertu zabrakło mi tempa i niestety przeszkadzały techniczne niedociągnięcia. Jasne, koncerty rządzą się swoimi prawami i nie wszystko musi wypadać idealnie i bez fałszów, nic w tym strasznego, jednak zwróciłam uwagę na zgrzyty i co zrobić – po prostu były. Drab Majesty promują obecnie najnowsze wydawnictwo Modern Mirror (2019) i stąd pojawiło się najwięcej numerów, włączając bardziej ekspresyjne i typowo dla zespołu melancholijne. Pierwsza część wydawała się bardziej nastawiona na sprawdzone patenty z nośnymi The Other Side, Oxytocin, Dot in the Sky, i świetnym, mimo że niestety technicznie lekko odstającym Ellipsis, druga zaś nieco “siadała” pod względem dynamiki, choć niekoniecznie taki musiał być zamysł. Na bis Kissing the Ground sprawdziło się świetnie i zostawiło chyba trochę niedosytu. 

Setlista:

A Dialogue
The Other Side
Oxytocin
Dot in the Sky
Ellipsis
Long Division
Noise of the Void
Everything Is Sentimental
Cold Souls
39 by Design
Out of Sequence

Bis:
Kissing the Ground

Na koniec muszę przyznać, że warto było skonfrontować się z Drab Majesty na żywo, mimo mojego marudzenia co do paru niedostatków, które nie są najważniejsze w tym przypadku. Panowie po koncercie byli dostępni i można było zamienić z nimi parę słów, zdobić podpis czy cyknąć foto. To był bardzo dobry wieczór z bardzo dobrą muzyką i w bardzo miłej, wcale nie jesiennej atmosferze. 

Do następnego!

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .