Enslaved, High On Fire, Krakow – Poznań (30.09.2018)

Po Knock Out Productions zwykle spodziewam się dobrych koncertów, tak więc nie zawiedli mnie i tym razem, gdy ogłosili zapowiedź wspólnego headlinerowego koncertu Enslaved z High On Fire z Krakow na supporcie. Bez bicia przyznam się uczciwie, że najbardziej czekałam na Panów z Haugesund, których widziałam wcześniej na scenie w ich rodzimej Norwegii i wiedziałam, że po nich można się spodziewać tylko i wyłącznie dobrych koncertów. Ciekawiło mnie, jak wypadają poza granicami ojczyzny i jak zaprezentują się ich przyjaciele z Krakow, których widziałam przez chwilę na Inferno Festival, ale tym razem jednak chciałam im poświęcić więcej uwagi.

Przed Klubem u Bazyla w Poznaniu jeszcze na pół godziny przed otwarciem drzwi nie zgromadziło się dużo ludzi. Tourbus zespołów stał zaparkowany z boku, a po chwili przemknął obok mnie gitarzysta Enslaved, Arve „Ice Dale” Isdal, z którym wymieniliśmy krótkie uprzejmości. Ku mojemu zaskoczeniu, gitarzysta nie został przez nikogo innego rozpoznany.

Po zakupie merchu przyszedł czas na Krakow. Stonerowy kwartet zaprezentował się przyzwoicie, choć tłum reagował dosyć ospale, a oklaski pojawiały się chyba z samej przyzwoitości. Bergeński zespół jednak zdecydowanie bardziej pasował do zestawienia tego wieczoru niż następujący po nim High On Fire. Krakow robią muzykę na pograniczu stonera i proga, które dużo bardziej przypominają obecne dokonania Enslaved niż amerykańskie trio.

High On Fire przyciągnął już zdecydowanie większą i żywszą publikę, która intensywnie machała łbami i nawet utworzyła mosh pit. Sam zespół prezentował się dla mnie średnio, może dlatego, że sludge metal zupełnie nie trafia w moje gusta, a z kulturą amerykańską jakoś mi nie po drodze. Jednakże Matt Pike, wokalista i frontman zespołu, chętnie rozmawiał z publicznością i rzucał obficie kostkami, a także pozdrowił swoich przyjaciół z Enslaved. Interakcja była więc w punkt, a High On Fire dobrze rozgrzał publikę przed nadchodzącą gwiazdą wieczoru.

Tuż przed Enslaved zrobił się naprawdę duży ścisk. Moje oczekiwania były duże, ale trzeba przyznać, że Norwegowie sprostali moim wymaganiom nawet z nadwyżką! Gdziekolwiek się nie znajdują, pokazują takie samo zaangażowanie i przyjemność z grania swojej muzyki. Podczas zaledwie godzinnego setu zaprezentowali siedem utworów, z czego większość stanowiły stare kawałki, (nawet tak stare jak Allfǫðr Oðinn!) ku uciesze mojej i reszty publiczności. Jeden z fanów nieustannie dopominał się o utwór Jotunblod z albumu Frost i – ku zapewne swojej wielkiej radości – otrzymał to, czego pragnął. Wokalista i frontman zespołu, Grutle Kjellson, odpowiadał na krzyki fanów i dowcipkował, co sprawiało mu dużą frajdę i wydawało się niewymuszonym sposobem na rozładowanie atmosfery. W pewnym momencie nawet „zezłościł się” i krzyknął do mikrofonu: „Nosz kurwa mać!”, czemu towarzyszyły śmiech i gromkie brawa (trzeba przyznać, że Norweg miał wyjątkowo dobrą dykcję!). Muzycy wchodzili też w interakcje między sobą, opowiadali sobie żarty, grali razem, czy – tak jak w wypadku perkusisty Ivera Sandøy’a – przyznawali się uczciwie, że nie pamiętają kolejności utworów. Na sam koniec muzycy uścisnęli fanom dłonie i niestety zeszli ze sceny. Udało mi się jednak zdobyć setlistę i po długim – ale jakże opłacalnym – czekaniu dostać autografy od całego zespołu, a także zamienić kilka słów z tymi niezwykle uprzejmymi muzykami.

Wróciłam więc do domu skrajnie zadowolona i spełniona, chociaż w poniedziałek następnego dnia trzeba było wstać rano do pracy po trzech godzinach snu. Jedyne, czego żałuję, to że tak dobre koncerty niestety zawsze się kończą i na następny gig Enslaved w Polsce zapewne przyjdzie nam czekać do przyszłego roku, albo i dłużej.

Setlista:

Roots of the Mountain
Ruun
Isøders Dronning
Havenless
Sacred Horse
Jotunblod

Allfǫðr Oðinn

Autorem zdjęć Krakow i High On Fire jest Przemek Cholewiński. 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .