Entombed A.D. i inni – (Chicago, 10.01.2017)

Czy chcecie tego czy nie, Entombed AD żywą legendą metalu śmierci jest. Nawet jeśli z oryginalnego składu pozostał jedynie wokalista L-G Petrov, to nadal czuć, że ich muzyka jest strojona na miarę starych dobrych czasów szwedzkiego death metalu.  

W momencie, w którym przekroczyłem progi kvltowego klubu Reggies w Chicago, polski akcent wieczoru w postaci Disinter instalował się na scenie. Po chwili przyciemniały światła, zabrzmiał techniczny death metal średniej próby. Występ nie powalił na kolana, ale także nie był stratą czasu, ot tak, koncert środka. Technicznie dobrze zagrany, choć bez należytej agresji, spontanicznego wyjścia poza wykonywany materiał i czego najbardziej mi brakowało – spójności. Starałem się wejść w ich świat możliwie jak najgłębiej, a w zamian otrzymałem pokaz jednowymiarowych fajerwerków.

Następnie nad sceną swą flagę wieszali Teksańczycy z Turbid North. W ekspresowym tempie muzycy sprawdzili swoje brzmienie i po chwili już byli gotowi, by ich muzyka wypełniła każdą możliwą przestrzeń Reggies. Zabrzmiały dźwięki, którym najbliżej do awangardy, lecz tej ostrej, ekstremalnej, pełnej różnorakich przejść i zmian stylistycznych. W jednej chwili zespół przechodził z death metalu w doom, i niczym nie skrępowany z lekkością i naturalnością robił to tak, że same kompozycje mimo gęstej formy odbierało się zwyczajnie przyjemnie. Panowie przyciągnęli uwagę garstki chicagowskich maniaków na parę chwil. A to w przypadku supportów zdarza się raczej rzadko.

Krótka przerwa w metalowych doznaniach i na scenie montował się nowofalowy grindcore w postaci Full of Hell. Młodzi załoganci ze słonecznego miasteczka Ocean City zgotowali niezłą ucztę tym, którzy w metalu lubią szybkość, skrajny ekstremizm i skondensowany wybuch wrzasków i przesterów. Czterech niepozornych gości, którzy swym występem obudziliby nawet umarlaka, tak walnęli w chicagowską publiczność, że wreszcie pod sceną zaczął kotłować się skromny tłum. Skromny, bo niestety jak na tak duże miasto, jak Chicago, frekwencja była kiepska. Może powodem był środek tygodnia lub zmienna pogoda, ale nawet jeśli, to ciężko mieści się w głowie, że taka nazwa jak Entombed A.D. nie przyciągnie tłumów.

Ucichła muzyka. Szybkie sprawdzenie sprzętu, instrumentów i scenie już zainstalowała się death rock’n’rollowa maszyna do zabijania, szwedzka gwiazda wieczoru – Entombed A.D. Od razu rozpoczęli z mocnym przytupem od niemal punkowego Midas in Reverse i tym samym wprawili zebranych w iście imprezowy nastrój. Co chwilę L-G wznosił toast i nawoływał do tańca. Pod sceną kotłował się niezły młyn. Nie zabrakło klasyków z repertuaru Entombed, jak choćby Left Hand Path, Living Dead czy Wolverine Blues. Nikomu nie przeszkadzało, że wspomniane klasyki (poza wokalistą) wykonywał już inny zespół. Publiczność oszalała. Nowy Entombed A.D. to bezustanna jazda bez trzymanki. Autentyczny, pełen energii i radości z grania występ.

[Best_Wordpress_Gallery id=”11″ gal_title=”2017.01.10-EntombedAD-Chicago”]

Na zakończenie warto wspomnieć o wybornym brzmieniu każdego zespołu. O publiczności, wśród której nie zabrakło Polaków. O świetnej organizacji, bo każdy zespół grał o czasie. Każdy z tych szczegółów miał znaczenie. Naprawdę epicki wieczór.

Autorem zdjęć jest Maciej Pieloch.

Tagi: , , , , , , , .