Epica, Powerwolf, Beyond the Black – Warszawa (24.01.2017)

W trasę promującą najświeższy materiał Epica wyruszyła jesienią ubiegłego roku i przez miesiąc zjeździła Amerykę Północną wespół z rosyjską Arkoną, Fleshgod Apocalypse i The Agonist. Trudno pozbyć się wrażenia, że poziom zespołów, które u boku Holendrów odbyły trasę europejską, dość mocno się obniżył. Ewropa nie Ameryka. Wtorkowy wieczór w Progresji otworzył niemiecki zespół Beyond The Black, który zaprezentował szybką przekrojówkę swojej dwupłytowej kariery w postaci pięciu utworów zdjętych z tej samej półki, z której większość tego, co figuruje pod wspólną etykietką “symfoniczny metal” – tu w wydaniu dość mało skomplikowanych kompozycji, które zapewne wydałyby się znajome każdemu, kto chociaż raz w życiu słyszał Delain albo późniejsze dokonania Within Temptation. Do tego wszystkiego gęsta atmosfera oczekiwania na Epicę, podsycana konsekwentnie już od paru miesięcy przez grono polskiego fanklubu, okazała się być bardzo podatnym gruntem dla utworów Beyond The Black – rytmicznych, melodyjnych i nietrudnych do śpiewania wspólnie z Jennifer Haben, dwudziestodwuletnią wokalistką. Nie da się ich występu nazwać zwalającym z nóg, ale trzeba Niemcom oddać, że w kwestii supportingu poradzili sobie znakomicie – krótko i na temat, do tego z naprawdę imponującą dawką charyzmy ze strony muzyków i niemałym zaangażowaniem ze strony niemałej grupy fanów.

[Best_Wordpress_Gallery id=”18″ gal_title=”2017.01.24 Beyond the black wwa”]

 

Pierwsza z dwóch gwiazd wieczoru, rumuńsko-niemiecki Powerwolf, występ zmieniła raczej w jakieś interaktywne przedstawienie połączone z mszą w ironicznie bluźnierczej odsłonie, czyli właściwie nic, co powinno dziwić i nic, co wykraczałoby poza estetykę zespołu. Ładnie by ją można było swoją drogą zebrać w zdanie, które padło z ust Attili Dorna przed utworem Army Of The Nightwe need a heavy metal army, but let it be very friendly army. No i tak też było od początku do końca – na scenie diabły, wampiry, wilkołaki, alleluja i płomienie, pod sceną zaś szaleństwo kontrolowane, trochę jak powermetalowy stand up, bo poza tym z jednej strony nabożnym a z drugiej niepokojącym patosem wszystko nosiło jakieś znamiona żartu (be the wildest of the pack/scream it – amen and attack – to tak na poważnie?).  Poza tym i sam Attila prowadził swoje interakcje z fanami nie tylko bardzo naturalnie, ale i z dużym poczuciem humoru.
Setlista mimo niezbyt długiego czasu na występ wypadła dość barwnie, znalazło się miejsce na dość obszerne reprezentacje czterech ostatnich albumów i mimo że publiczność trzeba było nieco odgórnie rozgrzewać, z każdym kolejnym utworem między Powerwolfem a tłumem pod sceną iskrzyło coraz bardzej.

[Best_Wordpress_Gallery id=”16″ gal_title=”2017.01.24 Powerwolf Wwa”]

Mocny operowy głos Attili po godzinie metalowej mszy ustąpił miejsca dźwiękom Eidoli – intra do The Holographic Principle i intra do koncertu Epiki. Po kolei na scenie pojawili się muzycy, zaczął się ich pierwszy od niemal półtora roku koncert nad Wisłą, sądząc po frekwencji jeden z najbardziej wyczekiwanych koncertów stycznia. Od razu uderzyło mnie, jak bardzo dojrzale zabrzmiał growl Marka, szczególnie gdy jako trzecie, zgodnie z kolejnością na płycie, zabrzmiało A Phantasmic Parade.  Później setlista zaczęła  trochę obniżać poprzeczkę – nowe utwory ustąpiły dość dużo miejsca starszym, natomiast granie odwiecznego Cry For The Moon w odrobinę zmienionej wersji, singli z dwóch poprzednich albumów i powtarzanego od paru lat konsekwentnie Sensorium i Sancta Terra, uwieńczonych rytualnym Consign To Oblivion, jak na zespół pokroju Epiki, jest zagraniem chyba trochę zbyt zachowawczym. Pominięta została też cała Design Your Universe, a nowy album reprezentowały głównie krótsze utwory (chyba nie tylko ja liczyłam na The Holographic Principle – A Profound Understanding of Reality). Całość materiału (nowego i starszego) wykonana została jednak technicznie bezbłędnie, bo i na technikę na THP położono ogromnny nacisk, a dzięki temu w połączeniu ze znakomitą kondycją wokalną Simone i Marka, niebanalnym oświetleniem i świetnym nagłośnieniem, Progresja aż kipiała energią. Dodatkowo dzięki utrzymywanemu przez cały koncert z jednej strony serdecznemu kontaktowi z publicznością ale i poniekąd teatralnymi ruchami muzyków występ raz za razem tracił osiągnięty za sprawą bardzo rozbudowanych partii chóru na THP patetyczny urok, to znów go odzyskiwał – to wszystko dawało prawie że hipnotyzujący efekt. Uwagę skupiała nie, jak by się mogło wydawać, tylko piękna Simone (swoją drogą z koncertu na koncert jakby pewniejsza siebie i bardziej rozmowna), bo właściwie w każdym miejscu na scenie cały czas było na kim zawiesić oko. Im dłużej oglądam Epicę i reakcje fanów na ich zestaw zachowań scenicznych, tym większa budzi się we mnie sympatia – Holendrzy zdecydowanie wiedzą, jak kupić swoją publiczność. Dziesięć punktów na dziesięć możliwych – oby więcej takich!

[Best_Wordpress_Gallery id=”17″ gal_title=”2017.01.24 Epica Wwa”]

Tagi: , , , , , , , , , , .