Exodus – Katowice (10.06.2018)

Exodus to moim zdaniem jeden z najlepszych thrash metalowych zespołów na świecie. Zawsze ceniłem ich wyżej niż np. Anthrax czy Overkill. Nigdy jednak specjalnie nie kwapiłem się, by zobaczyć Amerykanów w akcji na żywo. W tym roku, gdy ogłoszono ich koncert w katowickim Mega Clubie, byłem niezwykle podekscytowany, jednakże z powodu swojego gapiostwa niemalże zapomniałem o tym evencie. Na szczęście dla mnie wszystko dobrze się skończyło i 10 czerwca br. udało mi się wziąć udział w jednym z najlepszych koncertów, jakie w tym roku widziałem. Z mojego przykładu można wysnuć wniosek, że nie powinno się tworzyć absolutnie żadnej hierarchii (no może poza wydarzeniami specjalnymi czy osobistymi faworytami) jeżeli chodzi o występy na żywo. Exodus zagrał z takim zapałem, że na długo starczy mi dawka energii przekazana przez zespół dowodzony przez StevenaZetroSouzę.  
Po dotarciu na ulicę Żelazną w Katowicach pierwsze na co zwróciłem uwagę, to ogromny autokar amerykańskiej ekipy. Występy w katowickim klubie mają to do siebie, że po koncercie można spotkać właśnie w tamtym miejscu ulubionych artystów! I choć rok temu sztuka ta nie wyszła z moim ukochanym Clutch, przy okazji kolejnego gigu Exodusa w Polsce udało mi się chwilę porozmawiać i strzelić fotkę z niezwykle sympatycznym frontmanem tych thrasherów! 

Stoiska merchowe zawierały dosyć szeroki wybór metalowych ubrań i akcesoriów, które nie były ograniczone tylko do sprzętu Exodusa. Można było zaopatrzyć się w koszulki wielu różnych zespołów, m. in. t-shirt z grafiką płyty Storm of the Light’s Bane od Dissection, którego stałem się szczęśliwym posiadaczem. Następnie udałem się na płytę klubu, gdzie już roiło się od entuzjastów ciężkiej muzyki. Szczerze przyznaję, że byłem dość mocno spóźniony, przez co całkowicie przegapiłem koncert supportującego Mentora. Grupę widziałem już przy okazji gigu Napalm Death w krakowskim Kwadracie rok wcześniej, gdzie nieszczególnie przypadli mi do gustu, toteż nie paliłem się, by po raz kolejny zobaczyć chłopaków w akcji. W momencie gdy pojawiłem się na sali koncertowej, na scenie grali Panowie z Horrorscope. Nazwę zespołu znałem tylko ze słyszenia i nigdy nie podjąłem się głębszej eksploracji materiału muzyków z Chorzowa. Niemniej jednak, ich występ był poprawny, w paru momentach nawet przyłapałem się na kiwaniu głową. Zespół zdawał się przykuwać uwagę publiczności, która gorliwie domagała się kolejnych utworów. W przerwach na strojenie gitar publika wykrzykiwała nazwę zespołu, co pokazywało, że drugi z supportów wykonywał dobrą robotę. Czuć było chemię między muzykami  a publicznością, dzięki czemu koncert zyskiwał w moich oczach. Może nie jest to muzyka, która w sposób szczególny porusza moją duszę, ale gig polskiej formacji mogę uznać za udany. Po występie muzycy wspólnie przyznawali, że był to fantastyczny koncert, a w ich uznaniu publiczność przeszła samą siebie. Po zakończeniu ostatniego utworu muzycy zaczęli opuszczać scenę ku rozpaczy niektórych fanów, którzy domagali się jeszcze jednej piosenki od chorzowskiej formacji. Następnie sala koncertowa nieco się opróżniła, jako że dopiero za 20 minut na scenie pojawić się mieli członkowie thrash metalowej hordy Exodus

Równo o 21:45 wszystkie światła zostały wygaszone, a z głośników dało się słychać mroczne i niepokojące intro. Następnie przy gromkim aplauzie fanów na scenie pojawili się wszyscy instrumentaliści grupy. Jak było wcześniej wiadomo, do Katowic nie zawitał gitarzysta Gary Holt, który po raz ostatni wstąpił w szeregi Slayera w ramach pożegnalnej trasy tego właśnie zespołu. Holt został zastąpiony przez shreddera znanego z występów w takich grupach, jak Heathen czy Prototype, a mianowicie Kragena Luma, który doskonale wpasował się w buty, w jakie dane mu było wejść. Wraz z momentem gdy intro ucichło, muzycy zaczęli odgrywać pierwsze dźwięki Funeral Hymn z niedocenianej płyty The Atrocity Exhibition: Exhibit A. Chwilę później na scenie pojawił się frontman Steven Souza, lepiej znany pod pseudonimem Zetro. Publika na jego widok dosłownie oszalała i rzuciła się w pierwszy tego dnia moshpit. Funeral Hymn świetnie sprawdził się jako opener, jego zróżnicowane sekcje muzyczne i zmiany tempa fantastycznie zapowiadały to, co miało dziać się przez nieco ponad godzinę w katowickim Mega Clubie. Następnie bez żadnej zapowiedzi zespół przeszedł do utworu tytułowego z najnowszego wydawnictwa ekipy, a mianowicie Blood In, Blood Out. Exodus nie zwalniał tempa ani na chwilę. Im dłużej oglądałem ich na scenie, tym bardziej podobał mi się ten występ. Oprócz ewidentnego zgrania i chemii pomiędzy członkami amerykańskiej ekipy, thrasherzy wydawali się czerpać ogromną radość z grania na żywo. Zetro kilkakrotnie tego wieczoru ogłaszał, że podczas obecnej trasy koncertowej zespół grać będzie utwory z pierwszego wydawnictwa ekipy, jak i różne rzadkie smaczki dla najzagorzalszych fanów ekipy. Jak powiedział, tak się stało i już chwilę później dało się słychać pierwsze dźwięki Deliver Us to Evil. Zetro dwoił się i troił, lecz gdy dochodziło do dłuższych momentów instrumentalnych, niezwykle sympatyczny Amerykanin pokornie odchodził na bok sceny i pozwalał, by blask reflektorów został skierowany na gitarzystów. Gdy nadszedł moment solówki, Souza dołączał do gitarzystów i na swoim wyimaginowanym wiośle imitował ruchy wykonywane przez duo Lum & Altus. Obserwowanie wokalisty Exodusa było dość ekscytującym doświadczeniem. Zetro na scenie dawał z siebie wszystko, a jego poświęcenie i oddanie katowickiej publiczności było jak najbardziej autentyczne. Po odegraniu pierwszego utworu z debiutanckiego wydawnictwa grupy nadszedł czas na jeden z rzadziej grywanych kawałków grupy. Deathamphetamine został zapowiedziany jako następny  i już chwilę później w Mega Clubie zaobserwować można było największy tego dnia moshpit. Ten ośmiominutowy walec to prawdziwy raj dla thrasherów! Jego powtarzający się parę razy główny riff powodował, że fani nie przestawali  moshować. Nie sądziłem, że jeden z mniej znanych kawałków grupy doprowadzi publiczność do ekstazy. Następnie odegrano utwór, który według Zetro jest tym, co charakteryzuje Exodus, a mianowicie bezlitosny atak klasycznego thrash metalu z lat 80. Nic w tym dziwnego, bowiem utwór, który nosi taki sam tytuł, jak nazwa zespołu musi być czymś unikatowym.

Publika przez cały czas trwania koncertu pozostawała skora do zabawy i wspólnego wykrzykiwania refrenów bardziej znanych kawałków. Najlepiej dało się to zaobserwować podczas trwania kolejnego klasyka o nazwie And Then There Were None. Charakterystyczny refren wspomnianego kawałka był na ustach chyba każdej osoby, która odwiedziła tego dnia katowicki Mega Club. Później wybrzmiał jeden z rzadziej granych utworów, którym był reprezentant drugiego pełnowymiarowego albumu Amerykanów, czyli Parasite. Mało kto spodziewał się, że po czternastu latach absencji w secie Exodusa właśnie ten kawałek zostanie wskrzeszony. Następnie w Mega Clubie zabrzmiał legendarny riff, który winien stanowić abecadło dla każdego fana tego rodzaju muzyki. Duet Lum & Altus zaczęli grać jeden z najbardziej znanych złowieszczych riffów wszechczasów, a mianowicie intro monumentalnego Raining Blood Slayera. Wszyscy zgromadzeni pod sceną oszaleli na pierwsze dźwięki tej kompozycji, lecz chwilę później Zetro przerwał ich zabawę i wtem popłynął kolejny wielki klasyk zatytułowany A Lesson in Violence, podczas którego ucierpiał jeden z uczestników moshpitu. Zetro przybijał piątki crowdsurferom, a także rzucał przenikliwe spojrzenia w tłum. Sam bawiłem się przednio i zbierałem kolejne kuksańce od uczestników młyna znajdującego się pod sceną. Ostatnie cztery utwory to już klasyka w wykonaniu Exodusa – pierwszy z nich, kapitalny Blacklist, wywołał niemałe poruszenie wśród publiki. Wspólnie odśpiewany tekst całego kawałka dawał świadectwo temu, jak wielkie zapotrzebowanie thrash metalu jest w Polsce. Pierwszy gitarowy riff i z miejsca całą salę ogarnął nieokiełznany chaos. Utwór tytułowy debiutanckiego dokonania grupy rozpętał istne piekło pod sceną. Sam dałem się porwać tej szalonej kompozycji i zapomniałem o ogarniającym ciało zmęczeniu. Później wybrzmiał również wielce oczekiwany The Toxic Waltz, po którym kilka setek fanów zebranych w katowickim klubie domagało się więcej i więcej. Amerykanie nie opuścili sceny, jednak zgodnie zakomunikowali, że następna piosenka będzie ostatnią kompozycją, jaką zagrają tego wieczoru. „Nadszedł czas i na nas. Byliście fantastyczni, Katowice! Zostawimy was z utworem, bez którego koncert Exodusa nie miałby prawa się odbyć. To już jest tradycja, że właśnie tak się żegnamy z naszymi fanami!” – mówił Zetro. Strike of the Beast był ostatnią okazją do moshowania, jednakże byłem już zbyt zmęczony by się tego dopuścić. Kawałek wypadł fantastycznie i chyba nikogo nie dziwi, że to właśnie on zamyka wszystkie koncerty Amerykanów. Następnie zespół ukłonił się katowickiej publiczności, a perkusista-legenda Tom Hunting wyszedł zza zestawu perkusyjnego, by zaprezentować niezwykle brutalny wrzask, który po raz kolejny pobudził niemiłosiernie zmęczoną publiczność, po czym podzielił się swoimi pałeczkami ze szczęśliwcami. Gitarzyści rzucali w tłum nylonowe kostki, podczas gdy Steven Souza przybijał z fanami piątki, po czym razem z kolegami udał się na backstage. Tak zakończył się jedyny tegoroczny koncert Exodusa na terenie Polski.

Katowicki koncert Exodusa był wydarzeniem bardzo udanym i już z wielkim zniecierpliwieniem czekam na powrót Amerykanów do naszego kraju. Starannie dobrane utwory, od klasyków aż po rzadziej grane ciekawostki, sprawiły, że wydarzenie w moim odczuciu nabrało jeszcze większej wartości. Specjalnego dla mnie znaczenia temu eventowi nadaje fakt, iż po wszystkim udało mi się zamienić parę słów z jego wokalistą a zarazem liderem. W mojej relacji praktycznie nie poświęciłem uwagi perkusiście Tomowi Huntingowi, który w mojej ocenie udowodnił, że należy do ścisłej czołówki perkusistów na świecie. Cały zespół wypadł kapitalnie, przy czym prezencja sceniczna Zetro to coś, co wynosi występy Amerykanów na jeszcze wyższy poziom. Jestem niezwykle usatysfakcjonowany występem thrashowej ekipy, a koncert ten wzmógł moje zapotrzebowanie na podobne eventy. I pomyśleć tylko, jakby to było, gdyby w Mega Clubie wraz z kolegami wystąpił niesamowity Gary Holt! Na szczęście taka okazja jeszcze nastąpi i miejmy nadzieję, że gdy Exodus w przyszłym roku będzie promował swoje najnowsze wydawnictwo, to Amerykanie nie zapomną o Polsce i powrócą do naszego kraju.

 

Set Exodus, ok. 1h i 25minut:

Funeral Hymn
Blood In, Blood Out
Deliver Us to Evil
Deathamphetamine
Exodus
Beyond the Pale
And Then There Were None
Parasite
A Lesson in Violence
Blacklist
Bonded by Blood
The Toxic Waltz
Strike of the Beast

 

Autorką zdjęć jest Józefina Granda

Marcel Szczepanik

Marcel Szczepanik

vocals so poor, like frogs in a moor
guitars like clouds of fruit flies

d e a t h h a m m e r
Marcel Szczepanik

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .